Udając pracowników LOT-u, parę dni temu zapytaliśmy Romana Giertycha, czy zawiesić mu naliczanie promocyjnych punktów za służbowe przeloty. Posłowie pieczołowicie wpisują te punkty na swoje konto, a później można dostać za nie upominki albo nawet darmowy bilet. Jak zareagował Roman Giertych? O rezygnacji z punktów nie było mowy - podaje "Fakt".
Przeciwnie! Szef LPR kazał sobie dosłać kartę, na której rejestruje się punkty, i jeszcze zaliczyć zaległe - za majowy lot do Chicago - informuje gazeta. A gdy niedługo potem zadzwoniliśmy jako dziennikarze, gorąco zapewniał, że nie korzystał z promocji LOT-u. Jeszcze przed opublikowaniem tego w "Fakcie" zadzwoniliśmy do Macieja Giertycha. Nie mówiąc mu o niczym, zapytaliśmy o wychowanie syna - relacjonuje dziennik.
Gdyby wychowywano dzieci w wartościach chrześcijańskich, polityka byłaby czystsza - pouczał dziennikarzy "Faktu" Giertych senior. Politykę można uprawiać bez obłudy i kłamstwa, trzeba tylko chcieć - dowodził ze swadą - podaje gazeta. A gdyby okazało się, że pana syn kłamie? - zapytali dziennikarze. To w ogóle niemożliwe - błyskawicznie odparł pewny siebie Maciej Giertych - podkreśla "Fakt". (PAP)