Czy to oznacza, że jedyną receptą na przetrwanie naszych firm jest ich sprzedaż zagranicznym inwestorom? - dociekała gazeta. - Nie jest to jedyna recepta, powiedział Mikosz. Problem polega natomiast na tym, że celem funkcjonowania energetyki jest, aby polscy konsumenci i przedsiębiorcy mieli dostęp do taniej energii.
- Miejsc pracy nie tworzy się w energetyce, wyjaśnił minister. - Inwestycje modernizacyjne w wielkim przemyśle służą zwiększeniu produktywności i co najwyżej utrzymaniu zatrudnienia. Miejsca pracy tworzą przede wszystkim drobni przedsiębiorcy - tam powstaje polska gospodarka i polskie bogactwo. Energetyka ma temu służyć. Jeżeli możemy doprowadzić do jej lepszego działania, a jedną z dróg do tego jest wejście do Polski międzynarodowych koncernów i zainwestowanie przez nie w nasze elektrownie, to chcę tą drogą podążać.
- Nie sprzedaję jakiemukolwiek inwestorowi żadnej spółki dystrybucyjnej. Sprzedaję firmę, która ten prąd produkuje. Chcę najpierw mieć pewność, że ci, którzy mają pieniądze, mają know- how, zainwestowali w elektrownie. Dopiero potem będę rozmawiał o rynku. Nie możemy zrobić tego, co zrobiły niektóre inne kraje - oddały dystrybucję, oddały rynek i zaniedbały elektrownie. To byłaby zbrodnia - oświadczył Mikosz.
Minister dodał, że wszystkie te działania nakierowane są na to, aby prąd w Polsce był tani, a obecnie jest on w naszym kraju bardzo drogi. Polska rodzina prawie 11% swoich wydatków przeznacza na energię - to jest rekord Europy. A ja chcę, żeby polskie rodziny płaciły niskie rachunki, powiedział Mikosz.
W obszernym wywiadzie udzielonym dziennikowi min. Mikosz na konkretnych przykładach omawia politykę prywatyzacyjną rządu. (PAP)