Wszystko zaczęło się od ataku na dowodzony przez Hatleya patrol. Amerykanom udało się schwytać napastników. Wcześniej oddział Hatleya stracił dwóch żołnierzy, z których jeden zginął od kuli snajpera.
W drodze do jednostki Amerykanie zostali poinformowani drogą radiową przez przełożonych, że brakuje wystarczających dowodów do zatrzymania Irakijczyków i że należy ich natychmiast uwolnić. Wtedy sierżant Hatley, chcąc pomścić śmierć swoich żołnierzy, wydał rozkaz zabicia zatrzymanych. W wykonaniu egzekucji pomogli Hatleyowi dwaj podwładni: sierżant Joseph Mayo i sierżant Michael Leahy, pełniący funkcję sanitariusza. Ich zeznania, w których przyznają się do dokonania zbrodni, wyciekły do prasy.
Rozstrzelanym Irakijczykom zdjęto opaski z oczu i więzy z dłoni. Potem zepchnęliśmy ciała do kanału i odjechaliśmy. Wstyd mi za to, co się stało. Myślałem, że robię to dla mojej rodziny. Teraz wiem, jak ją tym skrzywdziłem - powiedział żołnierz Marines.
Według zeznań jednego z nich, żołnierze do końca nie spodziewali się, że ich dowódca i dwaj pozostali sierżanci rzeczywiście zamierzają wykonać egzekucję. Jak stwierdził jeden z przesłuchiwanych, gdy padło pytanie „Czy ktoś ma coś przeciw temu, żebyśmy ich rozstrzelali?”, nikt nic nie odpowiedział, bo „nikt w to nie wierzył”.