W poniedziałek biznesmen Zbigniew Stonoga opublikował w internecie zdjęcia setek dokumentów dotyczących afery podsłuchowej. W aktach pojawia się relacja kelnera restauracji "Sowa i Przyjaciele", w której opisuje kilkugodzinne spotkanie Leszka Millera i Jana Kulczyka.
Z opisu wynika, że biznesmen opowiadał, iż chce wykorzystać wizerunek Lecha Wałęsy przy realizacji swoich interesów w Afryce i Azji. Słowa Millera świadczyły, że udzielał różnym filmom i osobom pomocy, która mogła stanowić postępowanie z pogranicza prawa.
– To nie jest taśma, tylko relacja kelnera. Ten pan mógł sobie wymyślić różne rzeczy. Mógł uznać, że tego rodzaju zeznanie pomoże mu w dalszych sprawach w sądzie czy w prokuraturze. Dajmy sobie spokój – skomentował Leszek Miller.
Lider SLD dodał, nie uważa, żeby na taśmach było cokolwiek, co stawiałoby go w pozycji pokrzywdzonego lub podejrzanego. Nie obawia się zarejestrowanego materiału.
– Z tego co pamiętam, to Jan Kulczyk opowiadał o swoich planach dotyczących ekspansji na kontynencie afrykańskim. Pytał się o moje doświadczenia w tej sprawie – mówił Miller i zaznaczył, że chętnie dzieli się swoimi spostrzeżeniami, jeśli ma to służyć polskiemu biznesowi i gospodarce.