"Fakt" opisuje, że Lepper postanowił złożyć wizyty w Ciechocinku i Poznaniu. Zjechał do tych miast z iście monarsza pompą. W podróż szefa Samoobrony zaangażowano kilkadziesiąt osób i dodatkowo mnóstwo specjalistycznego sprzętu.
Piątkowe popołudnie w Ciechocinku. Miejscowe boisko aż roi się od policji. Jest nawet brygada pirotechników ze specjalnym wozem do detonacji ładunków wybuchowych. Do tego straż pożarna i karetka pogotowia. Czyżby szykował się zamach terrorystyczny? Nic z tego. To wicepremierowi zamarzył się spacer po słynnym uzdrowisku. Rządowy śmigłowiec ląduje na boisku. Na Leppera czekają już dwie limuzyny, które przyjechały specjalnie z Warszawy. Samochód wiezie go zaledwie kilometr dalej do ośrodka Amazonia - opisuje "Fakt".
Tutaj krótka debata o rolnictwie, pozowanie do zdjęć i dalej w drogę. Auta odwożą wicepremiera do śmigłowca. Gdy wzbija się w powietrze jego limuzyny wracają do stolicy. Dwa wozy przejechały 200 kilometrów w jedna stronę, żeby z premierem zrobić zaledwie dwukilometrowy kurs!
Ale mało tego. W podpoznańskim Wojnowie, dokąd leci wicepremier, czekają na niego dwie kolejne limuzyny. Te także przyjechały z Warszawy. Zawiozły Leppera do uroczego pałacyku, gdzie szef Samoobrony bawił się na wieczorze bawarskim. (PAP)