Reporterzy "Super Expressu" kilkakrotnie przemierzyli jedną z podwarszawskich linii, wymienianych przez PKP jako mało rentowną. Nie mieli najmniejszego problemu, by znaleźć tych, którzy dają łapówki, i tych, którzy biorą. Podobne praktyki są powszechne w liniach podmiejskich w całej Polsce - pisze gazeta.
Reporterzy jechali w tak zwanym przedziale służbowym pociagu relacji Warszawa-Nasielsk. Razem z nimi jedzie 12 mężczyzn. Gdy wchodzi kierownik pociągu tylko dziennkarze pokazują bilet. Pozostali załatwiają sprawę inaczej. Na wysokości pasa pokazują zwinięte dłonie. Kolejarz składa prawą dłoń w "łódkę" i przechodzi od pasażera do pasażera. Za każdym razem wpada tam złotówka lub 50 groszy. Przyjacielska atmosfera. Sytuacja powtarza się na każdym podeście między przedziałami.
Wszyscy są zadowoleni - pisze dziennik. Kolejarz zarobił dodatkowo parę złotych, pasażerowie wydali mniej niż za bilet. Straciły tylko Polskie Koleje Państwowe. Taka sytuacja powtarza się dwa razy dziennie - gdy meżczyźni jadą do pracy i z pracy. Na mężczyznach, którzy wręczyli łapówki, kolej straciła ponad 30 złotych - pisze "Super Express".