Kryzys w PiS [OPINIA]
Nawet ktoś bardzo mało interesujący się polityką może dostrzec, że coś złego dzieje się z Prawem i Sprawiedliwością. Wzajemne ataki działaczy tej partii, apel prezesa o zaprzestanie tychże, medialne połajanki między posłami – wszystko to wskazuje na kryzys całej formacji. Warto zadać sobie zatem pytanie o przyczyny tego stanu rzeczy oraz o jego konsekwencje - pisze dla Wirtualnej Polski Marek Migalski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Pierwszą i najważniejszą przyczyną jest fakt pozostawania ugrupowania w opozycji oraz słabe sondaże. O ile w dniu ostatniej elekcji parlamentarnej na PiS zagłosowało ponad 35 procent wyborców, o tyle teraz partia cieszy się poparciem nieprzekraczającym 30 proc. To zaś oznacza, że może mieć problem z powrotem do władzy, a poszczególni posłowie, zwłaszcza ci z tylnych rzędów, mogą nie zachować swoich mandatów po 2027 roku. Musi to rodzić frustrację, zwłaszcza, jeśli spojrzy się na dobre notowania prawicowych konkurentów – Konfederacji oraz ugrupowania Grzegorza Brauna. O świetnych sondażach dla Koalicji Obywatelskiej nie wspominając.
"To bardzo brutalne"
Drugą przyczyną jest – Państwo wybaczą – starzenie się Jarosława Kaczyńskiego. Obecnie ma on 77 lat i nie trzeba być lekarzem czy biologiem by stwierdzić, że młodszy nie będzie. To zaś w sposób naturalny stawia na agendzie publicznej pytania o sukcesję.
To bardzo brutalne, ale tak właśnie kształtuje się człowiecze myślenie zakotwiczone jeszcze w naszej ewolucji – gdy dostrzegana jest słabość samca alfa, rozpoczyna się walka o to, kto go zastąpi. Historia zna nazwiska polityków, którzy sprawowali najwyższe funkcje partyjne i rządowe po osiemdziesiątce, a nawet po dziewięćdziesiątce (ulubiony przykład często podawany przez prezesa PiS to Konrad Adenauer), ale życząc Kaczyńskiemu wielu lat życia, nie można nie widzieć, że jego coraz bardziej zaawansowany wiek pobudza do działań całą rzeszę pretendentów do odziedziczenia po nim "księstwa nowogrodzkiego".
I tu dochodzimy do trzeciej przyczyny obecnego kryzysu w PiS – do klęski urodzaju potencjalnych przyszłych przywódców. Jakkolwiek źle to zabrzmi w uszach zwolenników KO, w PiS jest o wiele więcej ciekawych, sprawnych, ambitnych, posiadających polityczne talenta i niezbędną wiedzę działaczy niż w partii Donalda Tuska. Ten ostatni wyjałowił swoje ugrupowanie z ludzi choć trochę mu zagrażających – z korzyścią dla siebie i ze stratą dla całego ugrupowania.
Chciałbym być dobrze zrozumianym – w KO, czy szerzej w rządzie, nie brak ludzi utalentowanych i rozumiejących politykę, ale ich potencjał, siła i sprawczość wobec lidera obozu jest nieporównywalna do tego, jaką wolność i samodzielność mają politycy PiS wobec Kaczyńskiego. Prezes PiS pozwalał przez wiele lat rosnąć u swego boku całemu szeregowi 40- i 50-latków, którzy dziś czują się na tyle silni, by walczyć – wciąż uznając przywództwo prezesa – o swoją podmiotowość i pozycję także względem niego. Dotyczy to w pierwszym rzędzie "ziobrystów", ale także stronników Mateusza Morawieckiego czy innych "frakcji". Coś podobnego nie jest po prostu możliwe w KO – Tusk już wcześniej wszystkich potencjalnych kontestatorów swego jedynowładztwa albo z partii wyrzucił, albo całkowicie zmarginalizował.
To właśnie te trzy przyczyny tłumaczą obecny kryzys w PiS. A jakie mogą być jego konsekwencje? Tu odpowiedź nie jest już tak jednoznaczna, bowiem uzależnione jest to od reakcji samego prezesa, jak i "zadymiarzy". Na razie wydaje się, że wszyscy zainteresowani, czyli zarówno Kaczyński, jak i wszystkie "frakcje", nie chcą secesji i podziału partii. Ale sytuacja może się szybko zmienić – lider PiS pokazał już kilka razy (w 2007, 2010 i 2011 roku), że potrafi dokonywać radykalnych cięć, byleby pozbyć się z partii potencjalnych konkurentów.
Obecnie zresztą byłby na to idealny czas, bo do najbliższych wyborów pozostaje ponad półtora roku i ewentualni buntownicy, wyrzuceni za burtę pisowskiego okrętu, zginęliby do tej pory w odmętach politycznego morza (zwłaszcza, że pozbawieni byliby tratwy w postaci budżetowych dotacji i subwencji).
Czego zatem można oczekiwać? Jak mawiał Niels Bohr – przewidywanie jest bardzo ciężkim zadaniem, zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości. W analizowanym przypadku jest jeszcze ciężej, niż w odniesieniu do eksperymentów fizycznych, bo w grę wchodzą ludzkie emocje i motywacje. A te nie dość, że są ciężko odgadywalne, to jeszcze mają tendencję do zmienności. Jedno jednak jest w miarę pewne – obecny kryzys w PiS jest jednym z najpoważniejszym w historii tej formacji, a to znaczy, że jego konsekwencje także mogą być poważne. Nie tylko zresztą dla samej partii, ale także dla całej sceny politycznej.
Dla Wirtualnej Polski Marek Migalski
Marek Migalski jest politologiem, prof. Uniwersytetu Śląskiego, byłym europosłem (2009-2014), wydał m.in. książki: "Koniec demokracji", "Parlament Antyeuropejski", "Nieudana rewolucja. Nieudana restauracja. Polska w latach 2005-2010", "Nieludzki ustrój", "Mgła emocje paradoksy", "Naród urojony".