"Pewnie, że się przestraszyłem. W pierwszej chwili myślałem, że on jest żywy. Mieliśmy już tu martwe koty, szczury, a nawet jeże, ale nigdy czegoś takiego" - powiedział Reissmann.
Policja nie zdołała ustalić, kto był właścicielem krokodyla. Berlińskie ZOO zaprzeczyło, jakoby kajman był jednym z jego podopiecznych. Nie było go też w spisie 10 zarejestrowanych w Brandenburgii krokodyli.
Frank Plueckern ze służby ochrony środowiska przypuszcza, że biedny krokodyl został po prostu wyrzucony do śmieci przez właściciela, który nie wiedział, jak się nim opiekować. Krokodyla przewieziono do muzeum historii naturalnej w Dreźnie.