Dziś trudno spotkać urzędnika z aktówką, komórka jest obowiązkowa. Prezydenci, marszałkowie, wojewodowie nie mają limitowanych połączeń. Urzędnicy niżsi rangą muszą się liczyć z miesięcznym rozliczeniem. Czasem towarzyszy temu pogrożenie palcem. "Muszę odhaczyć wszystkie prywatne rozmowy i płacę z własnej kieszeni" - mówi Jolanta Cieśla z Urzędu Miasta w Gorzowie Wlkp.
Prezydent Zielonej Góry Bożena Ronowicz nie ma limitu na rozmowy ze służbowego telefonu komórkowego. Miesięcznie prezydent mieści się w kwocie ponad 500 zł - zdradza rzeczniczka pani prezydent, Marta Sawicka. Limitów nie mają również wiceprezydenci i rzecznik prasowy. Prezydent Gorzowa Tadeusz Jędrzejczak ma abonament 200 zł miesięcznie, a jego ostatni rachunek opiewał na 512 zł. Ograniczenia na rozmowy nie obowiązują też w Urzędzie Marszałkowskim.
Za prywatne rozmowy trzeba jednak zapłacić z własnej kieszeni - mówi rzecznik urzędu, Barbara Kuraszkiewicz-Machniak. Miesięczny rachunek za komórkę marszałka to ok. 600 zł. W urzędzie wojewódzkim zarejestrowanych jest 36 służbowych komórek - mają je wojewodowie, dyrektorzy, kierownicy i kierowcy. W tym półroczu średni miesięczny rachunek za wszystkie "wojewódzkie" komórki opiewa na 8 tys. zł. Najwięcej telefonuje wojewoda - 600 zł, mniej więcej tyle samo dzwoni wicewojewoda. Dyrektorzy wydziałów dzwonią średnio za 150 zł miesięcznie, dyrektor generalny za 250 zł - informuje "Gazeta Lubuska".