Przez połowę wczorajszej rozprawy w Katowicach, matka Madzi siedziała skupiona i milcząca. Miała włosy upięte misternie w warkocz francuski, na twarzy delikatny makijaż. Ubrana jak zwykle – w białą wizytową bluzkę, czarny garnitur i pantofle na szpilce. Od czasu do czasu wyrywana z letargu przez sędziego odpowiadała krótko, cichym, piskliwym głosem. Od czasu do czasu szeptała coś do ucha swemu obrońcy. I to nawet w chwili, gdy biegli omawiali szczegóły koszmarnej śmierci Madzi.
Nie chciała też podejść do składu sędziowskiego, kiedy omawiano schemat i budowę anatomiczną człowieka, a docent Zygmunt Jankowski z Gdańska tłumaczył, jak doszło do uduszenia się dziecka.
– Czy pani, tak pani oskarżona, chce podejść? – zapytał sędzia Adam Chmielnicki, przewodniczący składu chcąc okazać oskarżonej zdjęcia martwej Madzi. A w tym czasie Waśniewska ucięła sobie rozmowę z siedzącym przy niej policjantem!
– Nie, nie chcę – odpowiedziała.
Tuż przed godziną 12 jej mecenas Arkadiusz Ludwiczek poprosił o kwadrans przerwy. – Moja klientka źle się czuje – argumentował. Po chwili matka Madzi poszła w asyście policyjnej do toalety.
Katarzyna W. nie wzruszyła się nawet wtedy, kiedy biegli opisywali, jak doszło do zaduszenia niemowlęcia. – Musiało do niego dojść przy użyciu dłoni lub pięści – tłumaczyli biegli. Nawet takie stwierdzenia nie wywołały w niej żadnych emocji!
Polecamy wydanie internetowe Fakt.pl:
Komendant-pedofil wykorzystał upośledzoną! Znajomi obili mu twarz?