Wersja, że ktoś z miejscowej ludności znalazł minę i pozostawił na drodze, by zabrali ją żołnierze jest - zdaniem policji - zupełnie nie do przyjęcia, zwłaszcza, że polski patrol tego dnia już tą drogą przejechał. Ponadto, gdyby ktoś tę minę znalazł, to - jak to się zwykle w takich wypadkach robi - powiadomiłby władze, zwłaszcza, że w pobliżu znajduje się komisariat policji i posterunek wojskowy.
Mina przeciwczołgowa, która była przyczyną śmierci dwóch polskich żołnierzy z sił pokojowych NATO w Macedonii, zawierała od 4,5 do 7 kilogramów trotylu - twierdzą eksperci macedońskiej policji. Nie wyklucza się również wersji, że mogły to być dwie miny umieszczone jedna na drugiej. O znacznej sile eksplozji świadczy metrowej średnicy krater. Podejrzewa się, że mina była zakopana w ziemi i samochód z polskim patrolem wojskowym najechał bezpośrednio na jej zapalnik.
W wyniku wybuchu miny ciężko ranne zostały również trzy osoby cywilne: tłumaczka polskiego pochodzenia i macedońskie małżeństwo. Ranni przebywają w szpitalu na oddziale intensywnej terapii i ich życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.(ck)