Przypadkowo odkrył to Jerzy Wilczewski, właściciel zakładu naprawy RTV i pasjonat krótkofalarstwa z Moniek (Podlaskie). Kilka dni temu mieszkaniec Moniek przyniósł mu dwie małe krótkofalówki kupione w USA. Chciał zaoszczędzić na telefonach. Ale trzeba było przerobić zasilacz. W Stanach mają w gniazdkach 110 V. Wilczewski przerobił więc i włączył walkie-talkie, żeby sprawdzić, czy działa.
Usłyszał rozmowę między dwiema osobami. - Kobieta spod Knyszyna sprzedawała ciągnik mężczyźnie z Gołdapi. Słyszałem i ją, i jego. To mnie zastanowiło, bo przecież wykorzystując radiostację tak się nie da - mówi elektronik.
Okazało się, że za pomocą tego bardzo prostego urządzenia można podsłuchiwać tych, którzy korzystają z radiopowiadomienia - tzw. antenki. TP S.A. montuje takie urządzenia tam, gdzie nie opłaca się ciągnąć linii - w małych miejscowościach i na wsi. Takich abonentów jest w Polsce kilkaset tysięcy.
- Nasi specjaliści od zabezpieczeń byli zszokowani, że tak łatwo można podsłuchiwać - mówi Barbara Górska, rzecznik TP S.A. i zapowiada, że Telekomunikacja postara się zabezpieczyć rozmowy abonentów. (PAP)