Gambit kardynała Rysia [OPINIA]
Niezależna komisja, która ma przebadać styl i poprawność zarządzania Bazyliką Mariacką - to zręczny polityczny ruch kardynała Grzegorza Rysia. Uczciwie trzeba też jednak powiedzieć, że w ten sposób metropolita krakowski wyznacza nowe standardy działania w polskim Kościele - pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz P. Terlikowski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Informacja o powołaniu komisji, która miałaby wyjaśnić sposób "zarządzania w ostatnich latach majątkiem Parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Krakowie" (czyli właśnie Bazyliki Mariackiej), wywołała szeroką reakcję. Powodów zaś jest przynajmniej kilka. Po pierwsze, udział w niej absolutnie świeckich, niezależnych od Kościoła "audytorów" (w tym byłego polityka lewicy prof. Jerzego Hausnera i profesora Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie Konrada Grabińskiego), który wywołał ogromne zaskoczenie. Po drugie, sprytne politycznie zagranie, które umożliwia ostrożne podejście do problemu politycznego, który jak granat mógł wybuchnąć w rękach nowego metropolity. Jest też powód trzeci, a jest nim odwaga w powierzeniu rozwiązania kluczowych problemów ekonomicznych Kościoła (które - jeśli będą wyciekać - mogą naprawdę przyczynić się do mocnego osłabienia autorytetu hierarchii) ludziom niezwiązanym z instytucją… To jest zaś realny przełom.
Aby zrozumieć znaczenie tej decyzji trzeba przypomnieć, czego dotyczy sprawa. Kilkanaście miesięcy temu, przygotowując się do swojego odejścia, ówczesny metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, zaapelował do ówczesnego proboszcza Bazyliki Mariackiej ks. Dariusza Rasia (człowieka kardynała Dziwisza) o ustąpienie. Zastąpić go miał - jak głosiła nieoficjalna informacja - jeden z najbliższych współpracowników ówczesnego metropolity, który odszedł z parafii Mariackiej w atmosferze konfliktu z proboszczem i parafianami.
Ksiądz Raś odmawia, kuria kontratakuje
Ksiądz Raś odmówił zmiany (do czego miał prawo), a kuria wytoczyła przeciwko niemu ogromne działa, zarzucając nieodpowiednie zarządzanie ogromnym majątkiem parafii. Proboszcz zarzuty odrzucił, a broniła go zarówno parafialna rada duszpasterska, jak i ekonomiczna. Kuria nie ustępowała, mnożyła oskarżenia, a proboszcz niezmiennie się bronił.
Ostatecznie sprawa oparła się o Watykan, który najpierw proboszcza wsparł, a później zgodził się na jego zawieszenie. Ostatecznie zaś jego miejsce (jako administrator, co oznacza, że Watykan ostatecznie sprawy nie zakończył, i że nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte) zajął 10 czerwca 2025 ks. Mariusz Słonina, bliski współpracownik abp Jędraszewskiego (ale nie ten duchowny, którego na tym stanowisku miał widzieć pierwotnie metropolita). Krótko potem zaś zmienił się arcybiskup krakowski, co dla wszystkich oznaczało początek nowego rozdania.
Co ten krótki z konieczności opis oznacza dla oceny decyzji kardynała Rysia? Otóż tyle, że obsadzenie najbardziej prestiżowej placówki w Krakowie było sprawą głęboko polityczną. Każda decyzja byłaby oceniana z tej perspektywy. Odwołanie administratora zostałoby odebrane jako atak na ludzi arcybiskupa Jędraszewskiego i podważanie jego decyzji. A to, choć wśród sporej części krakowskich księży były metropolita, a jego współpracownicy jeszcze bardziej, nie cieszyli się wielką sympatią, byłoby jednak źle odebrane. Dlaczego? Bo sugerowałoby, że zarzuty wobec poprzedniego proboszcza były dęte, co także wymagałoby uzasadnienia.
Ale i pozostawienie - bez żadnego sprawdzenia - nowego administratora nie byłoby dobrze widziane, bo ta sprawa wywoływała ogromne emocje w archidiecezji, a jej pozostawienie bez wyjaśnienia byłoby uznane za ustępstwo wobec dawnej ekipy, która, zdaniem części krakowskich duchownych, wyrządziła wiele złego archidiecezji. Każda z decyzji, i to także miało swoje znaczenie, byłaby też oceniana z perspektywy eklezjalnego sporu, o którym otwarcie się nie mówi, ale który jest oczywisty, między starym a nowym metropolitą. Każdy wybór mógłby zatem rodzić nowe konflikty i wywoływać nowe problemy, szczególnie że mówimy o parafii z ogromnym majątkiem i o duchownych z ogromnymi wpływami.
To dlatego powierzenie tej sprawy audytorom zewnętrznym - ekonomistom i cieszącemu się sporym zaufaniem kanoniście (bo trzecim członkiem komisji jest ksiądz prof. Piotr Majer) - jest mistrzowskim zagraniem politycznym, bo zdejmuje odpowiedzialność za rozpoznanie sprawy z kardynała Grzegorza Rysia i z jego otoczenia. Teraz zapoznać się z dokumentacją mają niezależni eksperci i to ich ocena stanie się dopiero podstawą działania metropolity.
Nowy standard w pracy diecezji
Istotne jest jednak także to, że ta decyzja wyznacza nowy standard w pracy diecezji. Kwestie finansowe, biznesowe były dotąd jedną ze ściślej strzeżonych tajemnic diecezji i archidiecezji. Kościół w Polsce nie był znany z transparentności finansów, a dopuszczanie do pewnych decyzji świeckich było jednak ściśle ograniczone (choć oczywiście możliwe, ale wyłącznie wobec osób największego zaufania). Powołanie do Komisji ekonomistów, w tym niekoniecznie związanych z Kościołem, oznacza przełom i uznanie, że trzeba zaufać nie tylko swoim. Jest to także istotne, bo daje jasny sygnał, że kardynał Ryś i jego współpracownicy mają świadomość, że nie muszą się znać na wszystkim, i że na ekonomii lepiej od nich znają się ekonomiści.
Obecność w składzie komisji profesora prawa kanonicznego i księdza jest zaś oczywista nie dlatego, że ma on kontrolować dwóch profesorów, ale dlatego, że to on - jako jedyny - może ocenić poprawność kanoniczną pewnych decyzji i działań. Każdy proboszcz zaś podlega nie tylko prawu cywilnemu, ale i kościelnemu, które także określa, co mu wolno, a czego nie. Komisja w takim składzie daje więc gwarancję dokładnego zbadania sprawy i wyznacza nowy standard działań, których celem jest nie tylko rozwiązanie problemu, ale i pokazanie zmiany paradygmatu zamknięcia na model otwartego komunikowania i rozwiązywania problemów.