Przy zastosowaniu tradycyjnych metod było to nie do uniknięcia. "Dostajemy się do mózgu, zdejmując z czaszki jej przednią, twarzową część"- tłumaczy docent Piotr Arkuszewski, kierownik Oddziału Klinicznego Chirurgii Szczękowo- Twarzowej w "Barlickim". Mózg jest więc odkryty i widoczny dla chirurga gołym okiem, nie musi się już dostawać do niego przez nos, uszy czy oczodoły.
Dla pacjentów ma to ogromne znaczenie. Z jednej strony wzrasta ich szansa na wyleczenie z choroby nowotworowej, z drugiej wychodzą z opresji bez okaleczeń. Metoda ta umożliwia bardzo precyzyjne usunięcie zmian nowotworowych. Dzięki temu operacje mają radykalny przebieg, ale nie narażają pacjenta na drastyczne uszkodzenia kości i tkanek twarzy - mówi "DŁ" prof. Marek Zawirski, kierownik Kliniki Neurochirurgii w szpitalu im. Barlickiego.