W piątek wieczorem mieszkańcy jednego z domów przy ul. Gęsiej w Poznaniu wezwali policję zaniepokojeni tym, że przed domem sąsiadów stoi samochód, a samego sąsiada nie widzieli od kilku dni. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, poczuli dochodzący z domu silny zapach gazu. Ponieważ nikt nie otwierał drzwi, wezwali straż pożarną i wspólnie weszli do domu. Tam zobaczyli rozstawione na podłodze butle gazowe z otwartymi zaworami i zamontowanymi na nich domowej konstrukcji zapalnikami; obok stało kilka plastikowych butli z benzyną.
Ponieważ uznano, że sytuacja jest groźna, bo nie można wykluczyć wybuchu gazu oraz pożaru, ewakuowano mieszkańców kilku okolicznych domów. Akcja zabezpieczania butli trwała kilka godzin.
Mężczyzna, którego podejrzewamy, według sąsiadów na stałe mieszka w Australii. Nie mamy pewności, czy nie wyjechał już z Polski - powiedział Borowiak. Policja szuka też właścicieli domu.