Cel nie uświęca mobbingu [OPINIA]

Zarzuty, jakie stawiają autorki z TVN24+ wobec rzeczniczki praw dziecka, są poważne. Mobbing, psychiczna i emocjonalna przemoc wobec pracowników - to te najpoważniejsze. Usprawiedliwieniem modelu zarządzania nie może być szczytny cel, jaki przyświeca instytucji i jej szefowej - pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski.

Monika Horna-Cieslak rzeczniczka Praw Dziecka
Monika Horna-Cieslak rzeczniczka Praw Dziecka
Źródło zdjęć: © East News | Artur Szczepanski/REPORTER
Tomasz P. Terlikowski

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Jestem dziennikarzem od prawie trzydziestu lat i miałem naprawdę wielu różnych szefów. Doskonale pamiętam, że byli też tacy, którzy "dobrem stacji", jakością pracy albo zwyczajnie własną pozycją usprawiedliwiali rozmaite formy przemocy psychicznej i emocjonalnej wobec pracowników i jak powoli i nie bez udziału odważnych pracowników się to zmieniało. Widziałem też, jak głęboko tego rodzaju zachowanie wpływało na pracowników i jak niekiedy niszczyło im życie, nawet jeśli budowało sprawnie działające mechanizmy.

Wszystkie te (podkreślam, że nie dotyczą one wszystkich z moich szefów i współpracowników, a tylko niektórych, o innych zaś jedynie słyszałem) wspomnienia wróciły, gdy przeczytałem materiał o modelu pracy i zarządzania, jaki prezentować ma rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak.

Nie rozstrzygam o prawdziwości wszystkich zarzutów, bo to rozstrzygnąć muszą kompetentne organy (w tym sąd). To, co wynika z samych wypowiedzi pani rzecznik, a także opublikowanej korespondencji, wskazuje na głęboko patologiczny model zarządzania instytucją.

Wysyłanie maili, instrukcji i poleceń poza godzinami pracy - dowodzi nie tylko braku umiejętności odpoczynku u samej rzeczniczki, ale także stwarza niedopuszczalny model nacisku na pracowników, a łaskawe wysłanie im maila, w którym pozwala im się nie odpisywać na nocne czy wieczorne polecenia, pokazuje kompletny brak zrozumienia władzy jaką sprawuje się nad pracownikami.

Brak zaufania do własnych pracowników?

Nieustanne przetrzymywanie pracowników w sytuacji niepewności własnej pracy, a także rezerwowanie dla siebie osobiście wszystkich istotnych decyzji ujawniają nie tylko głęboki brak zaufania do własnych pracowników, ale też niezdolność do delegowania kompetencji na innych. I o ile to może się sprawdzać (krótkoterminowo) w jakiejś prywatnej inicjatywie, to nie może się sprawdzić w instytucji państwowej, która ma działać i istnieć o wiele dłużej niż jej aktualny szef. On odejdzie, a wprowadzona przez niego kultura pracy zostanie, a wcześniej odejdzie część wartościowych pracowników.

I nie jest - a to przecież także wynika z osobistych wypowiedzi i tekstów pani rzecznik - usprawiedliwieniem tego modelu działania szlachetność celów i zadań, jakie stoją przed instytucją. Prawa dzieci i ich obrona, a nie ma wątpliwości, że Monika Horna- Cieślak ma zasługi w tej przestrzeni i naprawdę w wielu kwestiach ma rację, nie mogą być usprawiedliwieniem dla przemocy psychicznej czy eskalowania wymagań, a niekiedy kompletnego braku umiejętności zarządzania dużymi instytucjami. Nie da się bowiem - i to jest już refleksja ogólniejsza - bronić wartości i praw dzieci, jeśli nie szanuje się wartości i praw dorosłych, w tym własnych pracowników.

Integralność szefa ma znaczenie dla jego pracowników, a wyznawane idee sprawdzają się w konkrecie własnej działalności.

Opisany model działania, i to też jest istotne, jest także szkodliwy dla sprawy na płytszym poziomie, co utrudnia procedowanie pewnych kwestii, zmniejsza zaufanie i możliwości współpracy między poszczególnymi organami Biura Rzecznika i wreszcie wypycha część z wartościowych pracowników z pracy, innym odbiera chęć i zapał do niej. A to ani w krótkim, ani w długim terminie nie służy instytucji i zaufaniu społecznemu do niej.

Potrzebne wyjaśnienia

I właśnie to sprawia, że sprawą powinny zająć się stosowne organy, i to nie tylko sądowe (część z tych spraw już tam trafiła), ale także parlamentarne. Już wiadomo, że zarzutami zajmą się połączone Komisja Polityki Społecznej i Rodziny oraz Komisja do spraw Dzieci i Młodzieży.

"Oczekujemy wyjaśnień w związku z informacjami medialnymi o sytuacji w Biurze Rzeczniczki Praw Dziecka" - napisała na platformie X posłanka Monika Rossa.

Możliwe, bo tego nigdy nie należy wykluczać, że część z zarzutów zostanie adekwatnie wyjaśniona, ale jeśli przynajmniej część (ta dotycząca przemocy) się potwierdzi, to Sejm powinien wyciągnąć z tego stosowne wnioski.

Na koniec podzielę się jeszcze jedną refleksją, która nachodzi mnie zawsze, gdy obserwuję przejście zaangażowanych społeczników (niekiedy samotnych wilków) z NGO czy przestrzeni adwokatury do pracy urzędniczej czy instytucjonalnej. To niestety - im bardziej trudna, niszowa, wymagająca ogromnego zaangażowania jest tematyka, jakiej się poświęcają, tym bardziej jest trudne.

Dlaczego? Bo tematy te często przyciągają ludzi niezwykle samodzielnych, trudnych do opanowania, przekonanych o własnej racji i raczej nie idących na kompromisy, a dla osiągnięcia celów zdolnych do ogromnych poświęceń. I to jest ich siła w przestrzeni działania społecznego, to pozwala im prowadzić działalność, z jakiej inni by zrezygnowali.

To jednak, co jest siłą w tej przestrzeni, może łatwo się stać słabością, gdy zaczyna się działać w instytucji. Dlaczego? Bo to wymaga innych, bardziej miękkich kompetencji, które nie zawsze wynosi się z takiego zaangażowania społecznego. Nie, nie zawsze tak jest, zdarzają się świetne przejścia, ale gdy się na nie decyduje, warto zmierzyć się z własnymi kompetencjami. Warto też, by świadomi tego wyzwania byli także ci, którzy ich wybierają. Wyważenie tego nie jest oczywiście proste, ale konieczne, by uniknąć pewnych wyzwań, przed którymi stają urzędy i instytucje, które zajmują się szczególnie trudnymi kwestiami.

Biuro Rzecznika Praw Dziecka nie jest jedyną taką instytucją.

Wybrane dla Ciebie