14-latek zadzwonił we wtorek po południu z domowego telefonu pod numer 997. Powiadomił o bombie w gimnazjum numer 21. Natychmiast na miejsce pojechali strażacy, policjanci, energetycy, lekarze i gazownicy. Dyrekcja szkoły, w której trwały spotkania z rodzicami nie zdecydowała się na ewakuację. Funkcjonariusze zatrzymali "bombowego dowcipnisia" w jego mieszkaniu, w tym czasie ojciec chłopaka był na wywiadówce.
Młody człowiek zostanie dziś przesłuchany. Jego rodzice najprawdopodobniej będą musieli pokryć koszty akcji policyjnej.