Belka przedstawił procedury lustracyjne, jakiej był poddawany. Szef rządu podkreślił, że ponad rok temu Rzecznik Interesu Publicznego poinformował go, że zamyka procedurę z powodu braku jakichkolwiek podstaw.
Belka oświadczył, że zawartość jego teczki jest przedmiotem gry, w której kompetencja i bezstronność się nie liczą.
Belka powtórzył, że w 1984 roku przed wyjazdem na stypendium do USA podpisał tzw. instrukcję wyjazdową, ale - jak zapewnił - nie był tajnym współpracownikiem służb PRL.
Belka poinformował, że naciskano na niego, posługując się zarówno groźbą, jak i apelując do uczuć patriotycznych, ostrzegając również o możliwości wystąpienia prób werbunku ze strony służb amerykańskich.
Premier podkreślił, że miał świadomość, iż istnieje "cienka granica" między lojalnością wobec PRL, jedynego - jak powiedział - państwa, które było jego ojczyzną, a współpracą ze służbami.
Granicy tej nie przekroczyłem. Zarówno w znaczeniu obowiązującego dziś prawa, jak i ważniejszym dla mnie, sensie moralnym - oświadczył Belka.
Jak podkreślił, obecnie jest w sytuacji kuriozalnej, gdy jako najbardziej zainteresowany, nie ma dostępu do swoich materiałów z IPN. W tej sytuacji, choć uważam, że to rozwiązanie złe, zwróciłem się o odtajnienie swojej teczki - dodał.
Ostrzegł, że lustracja totalna i pełna jawność teczek nie zapewnią jawności życia politycznego i publicznego. Dodał, że ujawnienie teczek polityków nie oznacza jawności życia publicznego ale oddanie napisania historii ludziom ze służb specjalnych PRL a jej interpretacje - osobom zaangażowanym w bieżące gry polityczne. Przytoczył tu medialne doniesienia, jakoby z jego teczki zginęły jakieś materiały. Premier zdecydowanie zaprzeczył tym rewelacjom, podkreślając, że ujawnienie teczek będzie prowadzić do takich skutków.