- Darek jechał z Brzozy rowerem do pracy w Bydgoszczy. Tego dnia miał nockę. Było około godziny 19.45, kiedy nagle od tyłu najechała na niego skoda favorit. Syn uderzył głową w murowane ogrodzenie. Zmarł w szpitalu Biziela 19 grudnia, nie odzyskując przytomności - mówi Henryk Beszczyński.
Dariusz Beszczyński miał 39 lat. Był cukiernikiem. Zostawił żonę i dwóch synów w wieku 12 i 14 lat. Sprawcą wypadku okazał się Tomasz Sz., funkcjonariusz bydgoskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W jego krwi stwierdzono 1,9 promila alkoholu.
Feralnego wieczoru bezpośrednio po śmiertelnym potrąceniu rowerzysty zderzył się czołowo z polonezem, którego kierowca i dwaj pasażerowie doznali obrażeń ciała. Sam sprawca złamał kość udową i trafił do Kliniki Ortopedii Szpitala Wojskowego w Bydgoszczy.
Prokuratura nie zastosowała wobec Tomasza Sz. żadnego środka zapobiegawczego. 30 grudnia został odwieziony do Szpitala Psychiatrycznego w Świeciu nad Wisłą. - W uzasadnieniu decyzji o powołaniu biegłego prokurator napisał, że sprawca próbował popełnić samobójstwo przed wypadkiem i po nim. Ale gdzie są na to świadkowie oprócz samego Tomasza Sz.? - powątpiewa Henryk Beszczyński.
Prokurator Jan Bednarek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy, mówi, że w sytuacji unieruchomienia sprawcy nie było potrzeby stosowania środka zapobiegawczego. Jak twierdzi, Tomasza Sz. poddano obserwacji psychiatrycznej ze względu na jego stan zdrowia i po to, żeby sprawdzić, czy może uczestniczyć w procesie i przebywać w areszcie.
- O pierwszej próbie samobójczej, która miała nastąpić kilka minut przed wypadkiem powiedział nam sam sprawca. O drugiej poinformował szpital wojskowy - mówi Jan Bednarek. Wersja Tomasza Sz.. jest taka, że pojechał na działkę, aby popełnić samobójstwo.. Pił dla dodania sobie odwagi. Potem wsiadł do samochodu, którym rzekomo chciał uderzyć w drzewo. Czy ABW nie wiedziała o problemach swego funkcjonariusza? - stawia pytanie "EB".(PAP)