Trwa budowa Świątyni Opatrzności Bożej

W Warszawie, na Polach Wilanowskich, trwa budowa Świątyni Opatrzności Bożej. To wotum narodu, pierwotnie za Konstytucję 3 maja, obecnie za wolną ojczyznę.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Zobacz budowę Świątyni Opatrzności Bożej

Dwieście lat minęło zanim ruszyła budowa. Najpierw przeszkodziły zabory. Potem, gdy po raz drugi nadszedł czas realizacji narodowego zobowiązania, wybuchała druga wojna światowa. Teraz rozpoczęto trzecią próbę, a ekipy budowlane montują szkielet ogromnej kopuły. Prace trwają na wysokości 55 metrów. Sama czasza ma mieć wysokość 28 metrów.

26 metrów nad ziemią, pod kopułą, będzie znajdować się Muzeum Jana Pawła II i kardynała Stefana Wyszyńskiego. Dziennie placówkę będzie mogło odwiedzić 2 tysiące pielgrzymów i turystów. Przez ekspozycję będzie można przejść "ścieżką dla dociekliwych", "ścieżką warszawską", "symboliczną", czy specjalną dla dzieci. Poprzez życiorysy dwóch bohaterów wystawy zostaną pokazane losy kościoła i narodu.

"Lekcje historii" w Centrum Opatrzności Bożej zaczną się wcześniej, jeszcze przed otwarciem muzeum. Rodzajem takiej lekcji ma być wielkie spotkanie młodzieży na Polach Wilanowskich piątego czerwca. Następnego dnia, w Święto Dziękczynienia, do Panteonu Wielkich Polaków, w kościele dolnym świątyni, zostaną wprowadzone relikwie błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki.

Ze zgromadzonymi na Polach Wilanowskich młodymi Polakami spotka się metropolita warszawski. Arcybiskup Kazimierz Nycz powiedział, że zależy mu na przedstawieniu księdza Jerzego jako postaci bliskiej młodemu pokoleniu. - Był tak młody, jak oni są młodzi. Mogą go naśladować. Chcemy im powiedzieć o czasie sprzed "Solidarności", czasie stanu wojennego. Wyjaśnić, jak to się stało, że dziś mogą studiować za granicą, mają dostęp do tego wszystkiego, do czego ma dostęp człowiek w całej Europie, a czego jeszcze 20 lat temu nie było- powiedział arcybiskup Kazimierz Nycz.

Polub WP Wiadomości
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.