wp

"To absurd!" - kontrowersyjny zapis dzieli Polaków

Sejm przyjął nowelę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. – Państwo nie radzi sobie z przemocą chociażby w szkołach, a ma ambicje, by drobiazgowo kontrolować życie prywatne; to jakiś absurd – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców. Za ustawą jest Jakub Śpiewak, prezes Fundacji Kidprotect.pl, którego zdaniem obecny zapis jest nie tylko prorodzinny, ale również w znacznym stopniu może usprawnić działanie organów zwalczających przemoc fizyczną i psychiczną w polskich domach.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"To absurd!" - kontrowersyjny zapis dzieli Polaków
(Jupiterimages)

Zagłosuj w ankiecie .

Posłowie odrzucili większość poprawek oraz sześć wniosków zgłoszonych przez opozycję. Pozostał zapis zakazujący stosowania kar cielesnych, w tym zadawania cierpień psychicznych i innych form poniżania dziecka, wzmacniający ochronę ofiar przemocy i kładący nacisk na profilaktykę. Za projektem opowiedziały się PO, PSL i Lewica. Przeciw były PiS i Polska Plus. Za przyjęciem ustawy głosowało 269 posłów, 158 było przeciw, a sześcioro wstrzymało się od głosu.

wp

Pro czy kontra

W marcu przeciwko ustawie, nad którą sejm pracował od blisko roku, protestowało przed sejmem kilkadziesiąt osób. Wśród nich byli przedstawiciele organizacji rodziców ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców i Związku Dużych Rodzin "Trzy Plus". Argumentowali, że proponowane zapisy są zamachem na autonomię rodziny i stwarzają pole do licznych nadużyć.– Zdecydowana większość z naszych postulatów została zbagatelizowana. Ta ustawa nic nie zmienia ponad to, że jest teraz więcej instytucji i osób mogących ingerować w życie rodziny w sytuacji kryzysu. Począwszy od sąsiada, którego donos jest w tej chwili bardzo poważnie traktowany, a skończywszy na pracowniku socjalnym – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Irena Bylicka ze Związku Dużych Rodzin "Trzy Plus". Innego zdania o ustawie jest Jakub Śpiewak, prezes Fundacji Kidprotect.pl, którego zdaniem przyjęta nowela może w znacznym stopniu usprawnić działanie organów zwalczających przemoc w polskich domach, jak również wspierać rodziny w lepszym ich funkcjonowaniu.

Ustawa zakłada m.in. powołanie w każdej gminie tzw. zespołów interdyscyplinarnych, w których skład mieliby wchodzić przedstawiciele jednostek, w tym pomocy społecznej, policji, kuratora czy organizacji pozarządowych. Specjalne powołane zespoły będą mogły zbierać dane osobowe ofiar i sprawców przemocy bez ich zgody (członkowie zespołów mają obowiązek poufności i ochrony danych osobowych, również po zakończeniu pracy). Przepis ten budził wiele kontrowersji, ostro sprzeciwiały się mu organizacje rodzinne.

Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców, które od marca zebrało ponad 42 tysiące podpisów przeciw ustawie, uważa taki zapis za niekonstytucyjny i godzący w dobro obywateli. – To poważna ingerencja państwa w ich prywatne życie, zupełnie poza kontrolą wymiaru sprawiedliwości – mówi Elbanowski w rozmowie z Wirtualną Polską. Jedną z osób, która sprzeciwiała się, pomysłowi, by dane zbierane były bez zgody osób, była tragicznie zmarła w katastrofie pod Smoleńskiem Izabela Jaruga-Nowacka, posłanka Lewicy (poza tym była zwolenniczką ustawy). Zgłosiła w tej sprawie poprawkę, która – po jej śmierci – nie mogła jednak zostać poddana pod głosowanie. W przypadku wygaśnięcia mandatu regulamin zabrania bowiem poddania wniosku pod głosowanie lub przejęcia go przez innego posła.

wp

- Takie zespoły interdyscyplinarne działają już w niektórych gminach i to z bardzo dobrym skutkiem – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Jakub Śpiewak, dodając, że wprowadzona ustawa zmienia tylko tyle, że teraz taka praktyka prowadzona będzie w całej Polsce. Podobne jednostki mają służyć temu, żeby osoba, czy to ofiara czy świadek przemocy, nie szukała pomocy w kilkunastu instytucjach, tylko zgłosiła się do jednej, w skład której będą wchodzić poszczególne organy. – Mają się one między sobą porozumieć i podzielić pracą. To znacznie usprawnia udzielanie pomocy ofiarom – mówi Śpiewak, i dodaje, że dzisiejsza dotąd obowiązująca praktyka w tym zakresie była niefunkcjonalna. Zdarzało się, że zgłaszany był przypadek przemocy w rodzinie na policję, tam zakładano Niebieską Kartę, po czym wysyłano pismo do Ośrodka Pomocy Społecznej (OPS). – OPS przez pół roku się sprawą nie interesował, tłumacząc, że nie ma na to czasu. Potem mówi, że trzeba coś zrobić, ale policja proponuje zupełnie inne rozwiązanie. W konsekwencji
ani ofiara, ani osoba, która chce jej pomóc, nie wiedzą, co robić – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Śpiewak.

Pytany o słuszność przechowywania w takim przypadku danych osobowych, odpowiada, że taka praktyka nie jest niczym nowym. Nowością jest praktyka, że każdy z członków zespołu interdyscyplinarnego musi złożyć oświadczenie dotyczące ochrony danych osobowych, które będzie obowiązywało również po zaprzestaniu przez niego pracy w zespole. – Wiele wchodzących w skład zespołu instytucji, jak choćby policja czy kurator, jest ustawowo uprawniona do przetwarzania danych osobowych – mówi Śpiewak. Posłowie, choć w złagodzonej formie, pozostawili artykuł uprawniający pracowników socjalnych do interweniowania, w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia dziecka. Zgodnie z poprawką PO pracownik socjalny (w porozumieniu z policjantem czy lekarzem) w „szczególnych sytuacjach” – na przykład, gdy opiekunowie są nietrzeźwi – jest zobowiązany do zapewnienia dziecku bezpieczeństwa. W podobnym przypadku powinien je umieścić u innej nie zamieszkującej wspólnie osoby z rodziny lub w rodzinie zastępczej bądź placówce.

Zdaniem organizacji rodziców taki zapis pozostawia „niebezpiecznie dużo swobody pracownikom socjalnym”, a więcej dzieci będzie odbieranych rodzicom na tzw. wszelki wypadek. Powołują się na Szwecję, gdzie – utrzymują – liczba odbieranych dzieci wzrosła o połowę. – Wiadomo, że część dzieci będzie odbieranych przez pomyłkę – mówi Elbanowski, wspominając słowa Katarzyny Piekarskiej, jednej z promotorów ustawy, kiedy mówiła, że „osobiście woli, żeby dziecko zostało odebrane rodzicom za szybko, niż żeby zostało znalezione w beczce”.

- Przepis jest dobry, bo umożliwia przewiezienie dziecka do członków rodziny, albo do placówki opiekuńczej czy na komendę policji, gdy w placówce nie było miejsca. Lepiej przecież zawieźć dziecko, na przykład do dziadków, niż do pogotowia opiekuńczego – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Śpiewak, zwracając uwagę, że pracownik socjalny nie podejmuje w takim przypadku decyzji sam, ale w porozumieniu z lekarzem czy policjantem. Taka nowela, zauważa, jest wyraźnie prorodzinna. Dotąd to wyłącznie sąd decydował, czy zabrać dziecko.

wp

Decyzja o zabraniu dziecka z domu nie może być podejmowana jednoosobowo, ale wspólnie z funkcjonariuszem policji i przedstawicielem służby zdrowia. Ustawa daje także rodzicom prawo do odwołania się od tej decyzji. W przypadku zabrania dziecka z domu w sytuacji zagrożenia jego życia, sąd rodzinny musi niezwłocznie, w trybie 24-godzinnym, podjąć decyzję o jego dalszych losach. – Dlatego uważam za manipulacyjny argument, że zabranie dziecka z domu ma się odbywać bez decyzji sądu – mówi Śpiewak, odnosząc się do historii znanej z mediów, kiedy to dziecko niesłusznie zostało odebrane rodzicom, a w których to sąd rodzinny a nie pracownik socjalny podjął taką decyzję. Odnosi się do podawanego przez oponentów przykładu Szwecji, zaprzeczając, żeby wprowadzenie podobnego przepisu skutkowało wzrostem liczby odebranych dzieci i zauważając, że większość pracowników socjalnych – co mocno akcentowali w debatach publicznych – wcale nie chciała mieć takiego uprawnienia, co świadczy o tym, że wcale nie spieszą się oni z
odbieraniem komukolwiek dzieci.

Ustawa przewiduje również odwołanie rodziców od zabrania dziecka w trybie 24-godzinnym. Śpiewak zauważa, że zabranie dziecka, w sytuacji, gdy jest to ewidentnym przekroczeniem uprawnień pracownika socjalnego, jest przestępstwem karalnym. – Takie nadużycia można zgłaszać i są one karalne – mówi Śpiewak.

Dyskusyjny klaps

Przyjęta ustawa zakazuje kar cielesnych, w tym zadawania cierpień psychicznych i innych form poniżania dziecka. Umożliwia izolację sprawców od ofiar przemocy – nakaz opuszczenia wspólnego mieszkania będzie można zastosować zarówno wobec najbliższych, jak i osób niespokrewnionych, ale wspólnie mieszkających, np. dzieci konkubentów. Z takiego zapisu zadowolone są stowarzyszenia pomagające ofiarom przemocy.

wp

Elbanowski uważa, że błędem jest zastosowana zbyt szeroka definicja przemocy, wykraczająca ponad to, co jest w kodeksie karnym. – Wystarczy, że sąsiad złoży donos i komisja już zaczyna zbierać informacje o rodzinie – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską i zauważa, że nikt nie pyta też domniemanej ofiary przemocy, czy w ogóle życzy sobie takiej procedury, tylko ona się zaczyna. Zwraca uwagę, że w uzasadnieniu ustawy, o występowanie przemocy podejrzewana jest połowa rodzin w Polsce. Tymczasem Bylicka, prywatnie mama ośmiorga dzieci, zwraca uwagę na bezsensowność zakazywania dziecku dawania klapsa. – Równie dobrze można by zakazać prawnie mlaskania przy stole – mówi, dodając, że choć kary cielesne są niepotrzebne, należy ich unikać, to ich niestosowanie wymaga ogromnej inteligencji i determinacji rodzica. Uważa, że w sytuacji, kiedy rodzina nie ma ze strony państwa wsparcia, nie powinno się na nią nakładać takich restrykcji: - W Polsce coraz więcej wymaga się od rodziny, coraz mniej dając jej w zamian.

- Przepis zakazujący stosowania kar cielesnych wcale nie jest restrykcyjny – mówi Śpiewak, zauważając, że nie jest on powiązany z żadną sankcją karną: - Nie jest tak, jak próbują twierdzić niektórzy, a co jest ewidentnym nadużyciem i manipulacją, że teraz jak ktoś da dziecku klapsa to od razu pójdzie do więzienia, albo zabiorą mu dziecko. To brednia, nic takiego w tej ustawie nie ma. Restrykcyjny przepis, który mógłby być groźny dla ludzi, byłby wtedy, gdyby za ten klaps groziła jakaś kara. A ta ustawa takiej kary nie przewiduje. Ona zakłada jedynie, że dzieci bić nie wolno.

Posłowie odrzucili poprawkę dotyczącą zmiany tytułu na „Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy”, nie zgodzili się również na wpisanie do preambuły, że ustawa dotyczy również innych form przemocy niż w rodzinie. – Bardzo protestowaliśmy przeciwko nazwie „przemoc w rodzinie”, bo dla nas rodzina oznacza małżeństwo z dziećmi. Natomiast w rozumieniu ustawy, w tym przypadku, to dowolny związek międzyludzki, w którym są dzieci – mówi Wirtualnej Polsce Bylicka. Powołuje się na przeprowadzone przez Stowarzyszenie Dużych Rodzin "Trzy Plus" rozeznanie, z którego wynika, że w rodzinie o klasycznym modelu (małżeństwo plus dzieci) znacznie rzadziej dochodzi do przypadków przemocy niż w innych modelach. – Ustawa dotyczy przemocy w ogóle, pod dachem, nie koniecznie w rodzinie. Dla nas to zasadnicza różnica, której już na wstępnym etapie pracy nie udało nam się przeforsować – mówi Bylicka. Śpiewak zauważa, że inna nazwa ustawy nie wchodzi w grę. – To jest nowelizacja ustawy już istniejącej. A prawo wyraźnie mówi, że ustawa o
zmianie danej ustawy musi mieć tę samą nazwę. Ponieważ zmieniamy ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, to ta ustawa musi się nazywać ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Ponadto do tej ustawy jest mnóstwo odwołań w innych aktach prawnych. Zmiana tytułu oznaczałaby, że wszystkie te odwołania są nieważne – mówi Śpiewak. Jego zdaniem choć w nazwie jest „w rodzinie” to na problem należy patrzeć szerzej, że jest to ustawia mówiąca o przeciwdziałaniu przemocy w ogóle w polskich domach.

Przyjęta ustawa, zdaniem Bylickiej, jest antyrodzinna. Rząd, uważa Bylicka, powinien przede wszystkim koncentrować się na profilaktyce rodzinnej. – Chodzi o zwykły, codzienny kryzys. Jak choćby sytuację, w której głowa rodziny straci pracę. Bo pomoc, którą w takiej sytuacji oferuje państwo, jest niewystarczająca do utrzymania rodziny – mówi. Uważa, że brakuje profilaktyki rodzinnej, a rząd nie wie nic lub bardzo mało nt. kondycji polskich rodzin: - Podążamy za unijnymi hasłami, natomiast nic nie wiemy o kondycji polskiej rodziny, o tym, dlaczego dochodzi do rozwodów. Przy czym trzeba sobie zdawać sprawę, że z punktu widzenia gospodarki to jest bardzo korzystne. Bo jak jest rozwód, to trzeba zdobyć gdzieś drugie mieszkanie, wyposażyć je itd, więc z punktu widzenia doraźnej polityki jest to bardzo korzystne, natomiast z punktu widzenia dalekosiężnej polityki, a takiej nie mamy, to jednak rodzina jest tą podstawową komórką. Jej zdaniem kryzys w rodzinie nierzadko ma bardzo prostą przyczynę – na przykład
spowodowaną brakiem funduszy – dlatego na pomocy wewnętrznej, nie zaś zewnętrznych nakazach powinna koncentrować się pomoc państwa.

wp

- Państwo ma wspierać rynek pracy, ale to nie znaczy, że państwo ma nie tworzyć skutecznych instrumentów reagowania wtedy, gdy ktoś bije członków swojej rodziny. Czy stosuje inną formę przemocy. Trzeba zarówno zapobiegać przemocy, jak i ją karać – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Śpiewak.

Elbanowski uważa, że sytuacja po katastrofie pod Smoleńskiem, kiedy miejsce prezydenta zajmuje tymczasowo urzędujący marszałek sejmu, mamy przyspieszone wybory, a w społeczeństwie nie minęły emocje związane z tragedią pod Smoleńskiem, nie jest właściwym czasem na podejmowanie decyzji mających tak wielki wpływ na życie prywatne obywateli. W wypadku zginął Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich, który zapowiedział, że zgłosi ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego przed przyjęciem przez sejm noweli o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie wystosował wspólnie z Joanną Krupską ze Związku Dużych Rodzin "Trzy Plus" specjalny list do marszałka sejmu i szefów klubów, prosząc o przełożenie czasu rozpatrywania ustawy po czerwcowych wyborach. – Uznaliśmy, że trudno prowadzić debatę publiczną teraz, kiedy zabrakło jej ważnych uczestników – mówi Elbanowski, przyznając, że jest zdumiony, że również ten postulat został zbagatelizowany.

Anna Kalocińska, Wirtualna Polska

Polub WP Wiadomości
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.