Tituszki - napadają, wyciągają ludzi z aut, palą i grabią

Mieszkańcy Kijowa całą noc alarmowali o grupach tituszek, które urządzały polowania na uczestników Majdanu. Napadali na przechodniów, wyciągali ludzi z samochodów, grabili i palili.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Tituszki - napadają, wyciągają ludzi z aut, palą i grabią
(PAP/EPA, Fot: Igor Kovalenko)

Dziennikarz Wiaczesław Wieremij z kolegą jechali taksówką w centrum Kijowa. Obaj pracowali w tygodniku "Vesti Reporter", to lojalne wobec ukraińskich władz wydanie. Wieremij nie bronił Majdanu, nie atakował milicji. Po prostu wracał z pracy do domu.

Kiedy samochód zatrzymał się na światłach, na kierowcę i pasażerów napadła grupa obcych mężczyzn. Rzucali w taksówkę koktajlami Mołotowa. Wyciągnęli z auta Wiaczesława i jego towarzyszy. Bili bez litości. Po twarzy, brzuchu, nogach, gdzie popadnie. Któryś z nich wystrzelił z broni palnej, która śmiertelnie raniła Wiaczesława. Dziennikarz zmarł po reanimacji.

Neologizm "tituszki" na dobre zagościł w ukraińskim słowniku. Oznacza wynajętych przez władzę dresiarzy, którzy współpracują z milicją i niczym nie ograniczeni pacyfikują opozycyjne demonstracje. Ukraińscy i zagraniczni dziennikarze przedstawili już tysiąc dowodów – zdjęć, nagrań, relacji świadków, również "spowiedzi" pojmanych dresiarzy – na współpracę tituszek z przedstawicielami państwa. Przeciwko nim wystąpili nawet ukraińscy kibole, choć z wyglądu (krótko ścięte włosy, sportowy strój, czarne skórzane kurtki) trudno odróżnić jednych od drugich.

Dlaczego tituszki? To od nazwiska Wadima Tituszki, dwudziestoparoletniego dresiarza z Białej Cerkwi, niewielkiego miasta w obwodzie kijowskim. Tituszko niczym specjalnym się nie wyróżniał: jak setki jemu podobnych z powodzeniem łączył sporty walki z drobną działalnością przestępczą.

W ukraińskiej stolicy zadebiutował w maju 2013 r. Wraz z kolegami przyjechał do Kijowa na Dzień Europy. Tego dnia zwolennicy eurointegracji Ukrainy zorganizowali pokojowy marsz po centrum miasta. Tituszko i jego kompanii atakowali manifestantów. Na oczach milicji i zachwyconych kolegów Wadim Tituszko rzucił się na dziennikarkę telewizyjną i jej operatora. Dziennikarze nagrywali brutalne działanie dresiarzy i patrzących przez palce na ich wybryki stróżów prawa.

Tituszko uderzył dziennikarkę. Mimo apeli przechodniów milicjanci nie zatrzymali agresywnego dresiarza. Wadim Tituszko spokojnie poszedł dalej.

Nie warto zadzierać z dziennikarzami: koledzy pobitych na podstawie nagrań i zdjęć zidentyfikowali Wadima Tituszkę. Dzięki temu krewki dresiarz z Białej Cerkwi stanął przed sądem. Nie przyznał się do winy.

Od tego czasu na wynajętych na potrzeby władz dresiarzy mówi się "tituszki". Przyjeżdżają do Kijowa autokarami. Dostają 200 hrywien na dobę. Ochraniają prorządowe demonstracje. Atakują majdanowych demonstrantów.

Ich przemoc jest wprost proporcjonalna do przemocy milicji. Kiedy Berkut walczy z obrońcami Majdanu bronią i granatami hukowymi, tituszki atakują tyły. Krążą po Kijowie jak watahy wilków. Wyszukują ofiar. Biją, zabijają. Odważni tylko w grupie. Złapani przez samoobronę Majdanu natychmiast tracą rezon: robią z siebie bezbronne niewiniątka, wykorzystywane przez władze.

Ludzie z Majdanu machają przed nimi banknotami, wołając: chodźcie do nas, zapłacimy wam więcej niż władze.

- Z 28 dziennikarzy, którzy ucierpieli wczoraj 9 zostało zaatakowanych przez tituszków – mówi Roman Kabaczij z Instytutu Masowej Informacji, który monitoruje warunki pracy dziennikarzy na Ukrainie.

Ekspert dodaje: Tituszki biją wszystkich, którzy staną im na drodze, zdarza się, że nawet uczestników prorządowych manifestacji. Są podejrzenia, że w walkach z demonstrantami biorą udział nie tylko zwykli dresiarze. Od jakiegoś czasu mówi się, że władze mogły dogadać się kryminalistami, którzy wypuszczeni zostali z więzień pod warunkiem walki z Majdanem.

Katarzyna Kwiatkowska

Polub WP Wiadomości
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.