Sinusoida Tuska. Rosnące słupki Brauna mogą mu pomóc [OPINIA]
Gdyby chcieć przedstawić polityczną drogę Donalda Tuska w ostatnich dwóch latach, to miałby on kształt nieregularnej sinusoidy. Krzywa, która osiągnęła swoje najniższe wartości w kilku tygodniach po klęsce Rafała Trzaskowskiego, dziś znów się pnie - pisze dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Poparcie obozu rządowego ciągle nie daje mu gwarancji zachowania władzy w następnych wyborach, ale patrząc na swoje notowania w połowie kadencji, dwa lata po powstaniu nowego rządu, nie ma on powodów do narzekań: zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak źle było, gdy urząd prezydenta obejmował Karol Nawrocki oraz problemy głównego konkurenta, Prawa i Sprawiedliwości.
Powrót roku
W tym roku Tusk bez wątpienia zasługuje na politycznego Oscara w kategorii "powrót roku". To, jak udało się mu wydobyć z politycznego dołka, w jakim sam wkopał się w związku z przegranymi wyborami prezydenckimi, było jednym z najbardziej imponujących osiągnięć w tegorocznej polityce. Choć oczywiście o wiele większym i bardziej znaczącym była wygrana Karola Nawrockiego.
Okres między końcówką maja a początkiem września był najgorszym politycznym czasem dla premiera w ciągu całej obecnej kadencji. Tusk nie tylko nie pomógł, ale wręcz zaszkodził Trzaskowskiemu w kampanii wyborczej. I nie chodzi tylko o niesławny wywiad w Polsat News, gdzie premier dość desperacko zaatakował Karola Nawrockiego, powołując się na freak fightera Jacka Murańskiego, prawdziwym problemem było to, że Trzaskowski przegrał, bo był postrzegany jako człowiek Tuska, jako kandydat związany z niepopularnym rządem.
Po wyborach Tusk przez długi czas nie był w stanie powiedzieć swoim wyborcom - co dalej. Co robią, gdy ich główny plan nie wypalił, jaki mają plan B. Nie był nawet w stanie powiedzieć przekonująco: słuchajcie, jakbyśmy właśnie nie dostali w głowę, to trzeba się podnieść i walczyć dalej.
Obóz rządowy wdał się za to w pozbawione podstaw i potencjalnie niebezpieczne dla demokratycznego procesu rozważania o "sfałszowanych wyborach". Tusk początkowo tonował nastroje, pisał: "Rozumiem emocje, ale zakładanie z góry, że wybory zostały sfałszowane, nie służy polskiemu państwu". Nie był jednak w stanie zapanować nad emocjami swojego obozu, a czasem sam je podsycał wpisami typu: "Panowie Andrzej Duda, Karol Nawrocki i Jarosław Kaczyński - nie jesteście tak zwyczajnie po ludzku ciekawi, jakie są prawdziwe wyniki głosowania?" - sugerującymi, że jest jakiś "prawdziwy wynik", być może inny od tego podanego przez PKW.
Gdy okazało się - co było od początku oczywiste - że nie będzie wielkiej akcji ponownego liczenia głosów przed kamerami na oczach całej Polski, Tusk na dobrych kilka tygodni zniknął z widoku opinii publicznej, zostawiając przytłoczony klęską Trzaskowskiego obóz polityczny niemal bez przywództwa. Rząd nie był w stanie przeprowadzić własnej, długo zapowiadanej rekonstrukcji. W mediach zaczęły pojawiać się analizy mówiące, że Tusk być może się już po prostu politycznie zużył, że jeśli obecny obóz władzy chce powalczyć o jej utrzymanie, to może być zmuszony zmienić lidera.
Wszystkie te spekulacje Tusk przeciął jednak, wracając z drugiej politycznej podróży na przełomie lata i jesieni. Przełomem była pierwsza Rada Gabinetowa Karola Nawrockiego z 27.08. Nawrocki zaplanował sobie, że publicznie zruga rząd, pokazując wyborcom "jak zagania rząd do roboty" i kto tu tak naprawdę rządzi. Tusk jednak zjawił się w Pałacu Prezydenckim w doskonałej politycznej formie i wygrał konfrontację z Nawrockim.
Potem było tylko lepiej. Rząd ogarnął się komunikacyjnie. Minister Żurek okazał się bardzo sprawny jako polityk sprzedający wyborcom nową falę rozliczeń z PiS. Rząd też nauczył się w końcu politycznie odpowiadać na kolejne weta Nawrockiego - nie tylko uruchamiając narrację o "wetomacie", ale też próbując obalać weta w Sejmie, tam, gdzie decyzja prezydenta wydaje się iść wbrew opinii publicznej - jak w sprawie ustawy łańcuchowej.
Napięta sytuacja międzynarodowa, rosyjskie prowokacje i akty sabotażu wymierzone w Polskę, mogą też tworzyć "efekt flagi", gromadzący elektorat wokół rządu. Sytuacja międzynarodowa zostawia mniej przestrzeni PiS i prezydentowi na totalną konfrontację z rządem, czego ani Pałac Prezydencki ani tym bardziej Nowogrodzka na razie nie do końca wydają się przyjmować do wiadomości. Choć Nawrocki był w stanie współpracować z rządem, gdy do Polski na początku września wleciały prezydenckie drony.
Na ręcznym hamulcu
Można się przy tym zastanawiać, czy to, że rząd nie reagował zdecydowanie na weta Dudy, że nie wszedł z nim w podobny otwarty polityczny konflikt jak z Nawrockim, nie było największym strategicznym błędem Tuska w tej kadencji. I to błędem kładącym fundamenty pod klęskę Trzaskowskiego w czerwcu. Rząd uznał bowiem, że jeśli zarzuci Dudę ustawami - np. próbującymi rozwiązać spowodowany przez "reformy" PiS kryzys praworządności - które na pewno zostaną zawetowane, to zblokowany przez prezydenta rząd pokaże w ten sposób tylko swoją słabość i brak sprawczości. Zadecydowano więc, że kluczowe reformy zrobi się, jak Rafał Trzaskowski wygra wybory. Bo przecież z takimi sondażami nie może przegrać.
Jak wiemy, przegrał i być może dlatego, że wyborcy stracili cierpliwość do rządu niezdolnego dowieźć swoich obietnic.
Jeszcze do wyborów europejskich Tusk i jego rząd znajdowali się na wznoszącej fali. Mimo cyrku z dwutygodniowym rządem Morawieckiego, mającym odebrać koalicji rządowej moment zwycięstwa, powrót Tuska do władzy był wielkim świętem dla Polski nie-PiS-owskiej.
Nowy rząd zaczął rządy w zdecydowany sposób: przywrócił finansowanie in vitro wstrzymane przez PiS z przyczyn ideologicznych, odebrał TVP ludziom, którzy zmienili ją w partyjną telewizję PiS, rozpoczął zmiany w prokuraturze, bez których nie byłyby możliwe obecne rozliczenia, a co najważniejsze odblokował środki z KPO.
Wyborcy to docenili. W październiku 2023 roku PiS był jeszcze w stanie zająć pierwsze miejsce z przewagą prawie 4,9 punktu procentowego. W wyborach do sejmików w kwietniu 2024 ta przewaga zmniejszyła się do niecałego 3,7 punktu procentowego, a wybory europejskie w czerwcu wygrała już - różnicą niecałego punktu procentowego - KO.
W pierwszą rocznicę wyborów widać było już jednak demobilizację elektoratu koalicji rządowej, rozczarowanego tym, że nie jest ona w stanie spełnić swoich kluczowych obietnic. I to nie tylko z powodu legislacyjnego hamulca trzymanego w ręku przez prezydenta Dudę, ale także z powodu paraliżujących koalicję wewnętrznych sporów, widocznych w takich kwestiach jak związki partnerskie, prawa reprodukcyjne czy polityka mieszkaniowa.
Przez długi czas PSL blokował lewicy związki partnerskie, a lewica ludowcom nowy program dopłat do kredytów, obóz rządowy nie mógł się zdecydować, jak mocno ma trzymać konserwatywną kotwicę i jak w zasadzie ma zająć się problemem braku dostępności mieszkań dla młodych ludzi. Coraz bardziej zniechęcony tym elektorat, który 15 października 2023 roku masowo zmobilizował się na wybory, w trakcie elekcji prezydenckiej został już w części w domu. A zatem Trzaskowski przegrał demobilizacją własnego obozu.
Kluczowa obietnica
Choć rząd komunikacyjnie się ogarnął, to problem prezydenckiego hamulca pozostaje - a Karol Nawrocki jest gotowy korzystać z niego znacznie częściej niż Duda. Dwa lata po powstaniu rządu trudno powiedzieć, by rząd spełnił swoje wszystkie kluczowe obietnice, składane w kampanii w 2023 roku, takie jak przywrócenie praworządności, zagwarantowanie praw kobietom czy nawet powrót Polski do "stolika dla dużych graczy" w europejskiej polityce.
Choć rozliczenia z PiS ruszyły - co trzeba pochwalić - to ciągle nie udało się usunąć przyczyn chaosu w polskim wymiarze sprawiedliwości ani przywrócić konstytucyjnej formy takich organów jak Krajowa Rada Sądownictwa. Cały czas trwa spór o neosędziów, a Trybunał Konstytucyjny de facto przestał funkcjonować - co z punktu widzenia ochrony konstytucyjnych praw obywateli Polski jest bardzo niebezpieczne.
Nic nie ruszyło się w sprawie aborcji i z tym prezydentem nic się już nie ruszy - wbrew obietnicom składanym w trakcie wielkich protestów kobiet w 2020 roku. W wielkich bólach udało się wynegocjować ustawę nawet nie o związkach partnerskich tylko o "statusie osoby najbliższej", ale Pałac Prezydencki też daje do zrozumienia, że jej nie podpisze.
Rząd odblokował KPO, znormalizował relacje z Niemcami, podpisał traktat o wzajemnych gwarancjach bezpieczeństwa z Francją, ale dziś nie widać go w gronie czołowych europejskich przywódców prowadzących istotne działania w sprawie warunków zakończenia walk w Ukrainie - choć jako państwo z Ukrainą sąsiadujące żywotnie nas to dotyczy.
Rząd dowiózł jednak wiele mniejszych obietnic, istotnych dla różnych grup elektoratu - jak renta wdowia czy babciowe - spełnia też ciągle najważniejszą obietnicę dla swoich wyborców: nie jest PiS-em i chroni Polskę przed kolejną kadencją rządów Kaczyńskiego. Jednocześnie Tusk, by odebrać PiS paliwo, przesuwał rząd w prawo w takich kwestiach jak granica, migracja czy prawa uchodźców.
"Niebycie PiS" i przesuwanie się na prawo może jednak nie starczyć na rok 2027. Na szczęście Tusk ma w odwodzie Brauna i może liczyć, że jeśli nawet nie uda się mu przestraszyć wyborców samym PiS, to PiS w sojuszu z Braunem już tak. Dlatego prezes Kaczyński zapewnia dziś, że Braun mieści się poza granicą cywilizowanej polityki.
Warto docenić, że składa takie deklaracje, ale jego ludzie mówią coś innego - wyborcy mogą mieć wątpliwości czy to, co zdaniem Kaczyńskiego mieści się, a co nie mieści w granicach akceptowalnej polityki, nie przesunie się znacząco, jak przyjdzie do liczenia szabel w przyszłym Sejmie.
Jakub Majmurek dla Wirtualnej Polski
Z wykształcenia filmoznawca i politolog. Działa jako krytyk filmowy, publicysta, redaktor książek, komentator polityczny i eseista. Związany z Dziennikiem Opinii i kwartalnikiem "Krytyka Polityczna". Publikuje także w "Kinie", "Gazecie Wyborczej", portalu "Filmweb". Redaktor i współautor wielu publikacji, ostatnio "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".