"Rzeczpospolita" weszła na grabie - Jerzy Dziewulski dla WP

Nie tak dawno w Wirtualnej Polsce ostrzegałem, że tworzenie własnych scenariuszy - mimo, że na stole leży napisany przez dobrego scenarzystę - i do tego korzystanie ze złych suflerów, skończyć się może sporymi kłopotami. I oto go mamy, związany z tym, że co innego mówią suflerzy, a co innego rząd. Bo jak inaczej nazwać to, co zrobił dziennik "Rzeczpospolita"?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Rzeczpospolita" weszła na grabie - Jerzy Dziewulski dla WP

Wchodząc głębiej w argumenty, jakich używa redaktor naczelny Grzegorz Gauden, można zrozumieć dobre intencje i powody, dla których zdecydowano się na powielenie karykatur Mahometa. Jednak nie mogę pojąć, dlaczego tak poważna gazeta decyduje się na pokerową zagrywkę metodą "sprawdzam". I to w stosunku do siedzącego naprzeciw gracza, który tylko czeka na to, aby go do tego zmusić.

Czy dziennikarze "Rzeczpospolitej" nie zdają sobie sprawy z tego, że argumenty ich są dobre i rzeczowe dla naszego europejskiego świata, ale nie dla świata niektórych wyznawców islamu? Tych, którzy chcą w sposób bezwzględny wykorzystać konflikty o podłożu religijnym i dążyć do eskalowania zagrożenia terrorystycznego. Czy zatem za wszelką cenę, nawet za cenę wolnej demokratycznej prasy, mamy unikać tego typu zdarzeń? Nie, ale skoro przyjmujemy zasadę, że należy starać się zapobiegać zamachom terrorystycznym w różny sposób, to nie możemy stwarzać otwartego pola do prowokowania zamachów i konfliktu. Konfliktu, który przyniesie wyłącznie same straty.

Wielokrotnie pisałem, że przeciwdziałanie terroryzmowi to także pewna forma wyprzedzania - zjawisk, zdarzeń, sytuacji, które mogą lub nawet wskazują na to, że zamach może nastąpić. W tej walce antyterrorystycznej należy trzymać się pewnej generalnej zasady: ZLIKWIDUJ TO, CO MOŻE STANOWIĆ ZAGROŻENIE.

Co miało przynieść powielenie karykatury Mahometa? Moralne wsparcie tych gazet, które zrobiły to pierwsze? W obliczu napięć w świecie muzułmańskim, w którym ortodoksyjni wyznawcy usiłują skierować walkę terrorystyczną na tory wyłącznie konfrontacji pomiędzy religiami, uznać to należy za poważny błąd. Przecież to jest woda na ich terrorystyczny młyn. Odżegnujemy się od stosowania siły w rozwiązywaniu problemów ze światem wyznawców islamu, a z drugiej strony - jakby na własne życzenie - eskalujemy ten problem. Zamiast zlikwidować to, co stanowi zagrożenie, podsycamy je.

Terroryzm przestał być wyrazem gniewu, a stał się bronią polityczną. Przy pomocy takich publikacji może stać się walką o podłożu religijnym, o nieobliczalnym zasięgu. Ekstremiści muzułmańscy już apelują o świętą wojnę z "niewiernymi", nawołują do podpalania budynków, flag, samochodów - i wszystko w imię obrony świętości wartości muzułmańskich.

Stawiam sobie także pytanie, jaki skutek (od tego, co zamierzali dziennikarze Rzeczpospolitej) przyniosła ta publikacja. Nie widzę pozytywów, poza trwaniem przy ocenie, że chodzi o demokratyczne zasady, o prawo do swobodnego wyrażania myśli i opinii.

No to stało się temu zadość. Tylko czy przewidzieliście Państwo ewentualne czysto polityczne skutki takiego ruchu? Wydaje mi się, że nie. Można by ewentualnie zdecydować się na powielenie tych rysunków, gdyby w geograficznej strefie muzułmańskiej była stabilna sytuacja, gdyby nie było wojny, rozwarstwienia społecznego, frustracji związanej z wykluczaniem ludzi świata muzułmańskiego z naszej strefy cywilizacyjnej.

A tak, na ich agresję, stosowaniem terroryzmu jako formy walki, odpowiadamy kpiną w najgorszym stylu. Niech ktoś w Polsce odważy się na opublikowanie karykatury Chrystusa, zobaczymy co się stanie i jaki będzie wrzask. Jeżeli ktoś, kto pierwszy opublikował te rysunki, myślał, że w ten sposób ukarze terrorystów muzułmańskich za stosowane przez nich metody, to postawić należy pytanie - czy nadwyżka kary służy umacnianiu naszego europejskiego systemu państwowego? Bo to jest nadwyżka kary. Nie wykluczam i nigdy nie wykluczałem stosowania przemocy w stosunku do terrorystów. To jest walka o przetrwanie, ale takie metody nie tylko mnie nie przekonują, ale uważam je za prymitywne.

Protestowałem przeciwko poszukiwaniu przez dziennikarzy rzekomych śladów pobytu terrorystów przetrzymywanych przez CIA w Polsce. Prowadziło to do niepotrzebnej konfrontacji. W świetle tego, co niepotrzebnie uczyniła "Rzeczpospolita", tamte okoliczności wydają się mało istotne, ale już wówczas stawiałem sobie pytanie, czy czasem "nie wleźliśmy na grabie". Tym razem jednak już nie pytam, a jestem przekonany że TAK. Problem jest w tym, czy tylko nabijemy sobie trzonkiem guza, czy wybijemy zęby.

Jerzy Dziewulski
były antyterorysta, były Doradca Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego ds. Bezpieczeństwa

Polub WP Wiadomości