Rosyjskie obozy dla Ukraińców. Skala i metody są porażające
Tortury, gwałty, niedożywienie i pozorowanie egzekucji. Raport Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka przytacza relacje Ukraińców, którzy znaleźli się w rosyjskich obozach filtracyjnych i miejscach detencji.
Od wiosny 2022 r. organizacje praw człowieka oraz ukraińskie służby zidentyfikowały i udokumentowały co najmniej kilkadziesiąt miejsc, w których funkcjonowały tzw. obozy filtracyjne i tymczasowe miejsca detencji. Yale School of Public Health opisała 21 takich obiektów w samym obwodzie donieckim, a ukraińska policja raportowała w 2023 r., że śledczy rozpoznali 27 obozów i więzień na terenach okupowanych oraz dodatkowo siedem obiektów na terytorium Federacji Rosyjskiej tuż przy granicy z Ukrainą.
Skala jest trudna do weryfikacji. Z oczywistych względów Rosja ukrywa masowe aresztowania i zsyłki w głąb Federacji. Rządy i organizacje międzynarodowe podają szerokie przedziały w zależności od czasu i miejsca prowadzenia rozpoznania.
Amerykańskie służby i raporty rządowe w przeszłości szacowały, że przez proces filtracji mogło przejść od kilkuset tysięcy do ponad miliona osób. Sam prezydent Wołodymyr Zełenski mówił ok. 500 tys. osób, których los jest nieznany.
Negocjacje pokojowe trwają. Trump: myślałem, że to będzie łatwiejsze"
Prócz obozów przejściowych, Rosjanie zorganizowali obozy koncentracyjne, w których przetrzymywani są Ukraińcy. Pierwsze powstały w okupowanym Donbasie jeszcze w 2021 r. W obozie "Izolacja" byli więzieni ukraińscy jeńcy.
Większość obozów jest kontrolowana przez rosyjską armię. Około 12-15 z nich należy do Federalnej Służby Więziennej. W nich najczęściej przetrzymywani są oficerowie oraz cywile, którzy znaleźli się na listach proskrypcyjnych – lokalni politycy, lekarze, policjanci, dziennikarze, liderzy lokalnych społeczności. O wszystkich takich przypadkach informuje twórca publicznego projektu Gulagu.net Wołodymir Osieczkin.
Do obozu za książkę
O ile w pierwszych dwóch latach wojny do obozów trafiali głównie lokali, tak teraz, kiedy "russkij mir" wcale nie okazał się taki wspaniały i opór na terenach okupowanych rośnie, zatrzymywane są osoby, które jedynie rozmawiają po ukraińsku czy posiadają ukraińskie książki w domach.
W relacjach świadków, raportach organizacji praw człowieka i tekstach prasowych regularnie pojawiają się opowieści tych, którzy z błahych powodów trafili najpierw do punktów filtracyjnych, a potem – w wielu przypadkach - do więzień lub zostali deportowani w głąb Rosji.
W relacjach powtarzają podobne scenariusze - po nagłym aresztowaniu, zatrzymani są przewożeni autobusami z komisariatów do punktów zbiorczych, gdzie są szczegółowo przeszukiwani, pobiera się dane biometryczne, a potem zaczynają się brutalne przesłuchania. Pojawiają się groźby, pobicia i zmuszanie do składania oświadczeń czy nagrywania propagandowych filmów.
Raport Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka z 23 września 2025 r. zawiera relacje 215 zwolnionych osób, które mówiły o torturach, biciu, gwałtach, porażeniach prądem, pozorowanych egzekucjach, przetrzymywaniu w fatalnych warunkach, braku jedzenia czy opieki medycznej. Również Human Rights Watch zebrało obszerne zeznania osób, które przeszły przez obozy filtracyjne, które potwierdzają inne zeznania.
Wstrząsające zeznania
Irina Kulisz, gospodyni domowa po pięćdziesiątce, została aresztowana przez rosyjskich żołnierzy w październiku 2023 r. w okupowanej części obwodu zaporoskiego. Była przetrzymywana w areszcie FSB w Melitopolu przez 20 dni. Tam za pomocą tortur i gróźb Rosjanie zmusili ją do przyznania się do planowania podłożenia ładunku wybuchowego w lokalu wyborczym przed referendum w sprawie przyłączenia obwodu do Rosji.
Potem Kulisz została deportowana do Rosji i osądzona przed sądem wojskowym pod zarzutem terroryzmu. Odsiaduje obecnie karę ośmiu lat więzienia. Jej zeznania są znane dzięki przekazanym grypsom.
Kolejna kobieta, która została zatrzymana przez Rosjan, Jelizawieta Szyłyk, zeznała w raporcie, że podsłuchała, jak strażnicy w więzieniu w Tananrogu narzekali na konieczność skrócenia czasu trwania porażenia prądem do mniej niż dwóch godzin, aby uniknąć śmierci więźniów, ponieważ śmierć oznaczała więcej papierkowej roboty.
Najsłynniejszą ofiarą Tananrogu stała się dziennikarka Wiktoria Roszczyna, która na okupowanych terenach Zaporoża zbierała dowody na rosyjskie zbrodnie przeciwko ludzkości. Została aresztowana przez FSB i ostatecznie trafiła do Tananrogu. Kiedy po długich negocjacjach Rosjanie oddali jej ciało, miała usunięte niektóre organy. W akcie zgonu wpisano, że powodem jej śmierci było nagłe zatrzymanie krążenia.
Zaginieni obywatele
Wielu z zatrzymanych często miało nadzieję, że szybko wrócą do domów. W końcu albo nagrali propagandowy film, albo prócz książek niczego u nich nie znaleziono. Część rzeczywiście była wypuszczana, ale wielu – nawet jeśli otrzymało dokumenty potwierdzające zwolnienie, pozostawało przez tygodnie w ośrodkach tymczasowych - w szkołach, halach kultury, budynkach publicznych przystosowanych na chwilowe więzienia. Warunki były równie skandaliczne, jak w obozach filtracyjnych. Panowało przeludnienie, głód, brak higieny i opieki medycznej.
W raporcie z września 2025 r. byli więźniowie opisali śmierć przynajmniej 36 osób, które zmarły w wyniku tortur, warunków detencji lub braku opieki medycznej. Na Ukrainę do 2 lipca 2025 r. powróciło ok. 5757 Ukraińców, w tym ok. 294 cywilnych zakładników. W federalnych obozach pozostaje przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy. W propozycji pokojowej, jaką Rosjanie przekazali prezydentowi Donaldowi Trumpowi, nie poruszono tego tematu. Kreml raczej nie chce się chwalić kolejnymi zbrodniami wojennymi.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski