Pilny telefon i zdziwienie Kurskiego. Kaczyński dał akcept, ale zmienił zdanie. Tak powstał głośny wpis
Jacek Kurski w długim tekście zaatakował Mateusza Morawieckiego. Dostał na to zgodę Jarosława Kaczyńskiego, który jednak po rozmowie z byłym premierem zmienił zdanie i polecił Kurskiemu niepublikowanie tekstu. Było za późno - tekst "wisiał" już na jednej z platform społecznościowych. I wywołał burzę w PiS, doprowadzając do wściekłości polityków związanych z Morawieckim.
Mówi jeden z polityków PiS: - "Kura" ma dobre relacje z Jarosławem. To człowiek, który może zadzwonić do prezesa w środku nocy i rozmawiać z nim o polityce. A prezes słucha i bierze pod uwagę zdanie "Kury".
Inny rozmówca: - "Kura" paradoksalnie może czasem więcej, bo ma bliskie relacje z prezesem, a jednocześnie nie jest posłem czy europosłem. Dlatego lubi wbijać kij w mrowisko i powiedzieć to, co bywa niewygodne.
Kurski uderza w Morawieckiego
Poniedziałek, godz. 17.20. Na profilu byłego prezesa TVP Jacka Kurskiego na portalu X (dawnym Twitterze) ukazuje się bardzo długi wpis - objętością równy poważnej analizie w tradycyjnym medium - w którym uderza w Mateusza Morawieckiego i wskazuje na - jego zdaniem - główne porażki i zaniechania pod rządami byłego premiera i wiceprezesa PiS.
Kurski wskazuje w tekście kierunek, w którym powinno zmierzać PiS i nie widzi w tym kontekście przestrzeni dla Morawieckiego. Dzieli publikację na kilka części, choć i tak dla wielu polityków PiS, z którymi rozmawialiśmy, trudno było "przebrnąć" przez całość. Ale każdy to zrobił - bo tekst dotyczy fundamentalnego sporu w partii.
- Głowa mi wybuchła - mówi jeden z posłów PiS. Inny rozmówca stwierdza: - Wiem, że Jacek to długo przygotowywał.
Stronnik Kurskiego: - To jeden z najważniejszych wpisów w jego życiu.
Tekstem żyła cała partia
Moment był szczególny, ponieważ godzinę po publikacji w kanale "Tak" Michała Karnowskiego, Michała Adamczyka i Marcina Tulickiego miał wystąpić Jarosław Kaczyński.
Jak słyszymy od naszych źródeł, prezes PiS dał wcześniej zgodę Kurskiemu na publikację tekstu o Morawieckim. - Jacek nie jest samobójcą, oczywiście, że dostał zgodę - słyszymy.
Ale w poniedziałkowe popołudnie - w czasie, gdy Kurski tekst publikował - Kaczyński postanowił przeprowadzić rozmowę z Mateuszem Morawieckim. Rozmowa miała być dobra i zmierzać do "deeskalacji" sporu w PiS. Po niej prezes stwierdził, że musi zadzwonić do Kurskiego i przekazać mu, żeby jednak tekstu atakującego Morawieckiego nie publikował. Jednak było za późno; tekst "wisiał" już na portalu X i wywołał burzę.
O tekst Kaczyński został zapytany w rozmowie na żywo na youtubowym kanale "Tak". Nazwał publikację… "niefortunną". I tyle. Rozmowę z Morawieckim określił jako "nienajgorszą".
Jeden z polityków PiS tłumaczy: - Gdyby Kaczyński nie wydał zgody Kurskiemu wcześniej na publikację, i Kurski tekst opublikowałby bez akceptu prezesa, to prezes by go za***. A tak to powiedział tylko: "no cóż, niefortunnie wyszło".
Współpracownik Kurskiego: - Jacek by nie puścił takiego tekstu bez zgody prezesa Kaczyńskiego.
Po publikacji wielu polityków PiS stanęło w obronie Morawieckiego. Atakowało Kurskiego, wypominając mu m.in. jego wyjście z PiS i krytykę Kaczyńskiego po tragedii smoleńskiej, a także jego kiepski wynik wyborczy z ostatnich wyborów europarlamentarnych.
"Kurski jest dobrym antywskaźnikiem dla prawicy - wszystko, co pisze lub robi, łącznie z ordynarnym lansem własnej osoby, należy traktować jako przykład działań, których podejmować nie należy. A co robić? Odpowiedź brzmi: dokładnie odwrotnie, niż doradza" - napisał na X Jan Pawlicki, były dyrektor w TVP za czasów Kurskiego (który szybko z telewizji odszedł).
W podobnym tonie pisali bliscy Morawieckiemu politycy. Stanęli murem za swoim liderem i zamieszczali kolejne wpisy na portalu X, dezawuujące Kurskiego.
"Mateusz Morawiecki ewidentnie realizuje jakiś plan. Zachowuje się przy tym tak, jakby się czegoś strasznie bał. A strach jest złym doradcą. Deklaracje b. premiera dalece wykraczają poza mandat naszego środowiska, a chwilami przekraczają granice politycznej śmieszności. Śmieszność polega na ogłaszaniu się premierem wbrew zdrowemu rozsądkowi" - napisał Kurski.
"Dlatego irracjonalne, nielojalne wobec PJK zachowania Mateusza Morawieckiego, przybierane przezeń ostatnio miny i pozy, wydawane sprzeczne komunikaty świadczą o tym, że człowiek ten musiał znaleźć się pod wielkim naciskiem i działa w warunkach osobistego strachu. Strach jest bardzo złym doradcą. Dlatego b. premier powinien być otoczony przez naszą partię ochroną. Jeśli jest on czymś szantażowany, jeśli kuszony jest kooptacją do władzy i osobistymi gwarancjami w zamian za rozbicie albo osłabienie prawicy, to jego obowiązkiem jest stanięcie w prawdzie i powiedzenie tego albo publicznie, albo swojemu politycznemu zwierzchnikowi. Tylko prawda i jasność sytuacji daje wolność i możliwość zarządzenia problemem po naszej stronie i dla dobra obozu patriotycznego" - czytamy we wpisie byłego prezesa TVP.
Wobec wpisów Kurskiego nie przeszli obojętnie inni politycy PiS. Pojawiło się wiele uszczypliwych komentarzy w kierunku byłego szefa TVP.
"Jacku, wykorzystaj swój talent do obrony prof. Cenckiewicza, do wypunktowania jak zrujnowali służbę zdrowia albo jak zamiast CPK zrobili 'port' rodem z filmów Barei. Na wewnętrzne uszczypliwości go szkoda, szczególnie że sto lajków w trzy godziny to ich najlepsza recenzja..." - stwierdził Janusz Cieszyński.
"Taka refleksja: nie zamieściłeś wczoraj ani dziś, Jacku, ani jednego wpisu w obronie atakowanego prof. Cenckiewicza. Stworzyłeś za to esej na cztery długie wpisy, łącznie kilka tysięcy znaków - przeciwko Mateuszowi Morawieckiego. Po co? PS. Stwierdzenie, że Prezydent Nawrocki odciął się w kampanii od b. premiera Morawieckiego, jest z twojej strony - by tak rzec - dość odważne..." - napisał Paweł Jabłoński. Do swojego komentarza dodał wpis Karola Nawrockiego, który skomentował zapowiedź Kurskiego powrotu do telewizji publicznej. "Po moim trupie..." - napisał wówczas prezydent.
"Jacku, poza tym, że strasznie długie, po co to?" - skomentowała posłanka PiS Anita Czerwińska.
Kaczyński o "interesach personalnych"
Problem ze sporem w partii, który ujawniliśmy kilka tygodni temu (w kontekście powołania zespołów programowych PiS, z których przez wrogą frakcję wycięty został Morawiecki), ma sam Kaczyński.
- Ja mogę powiedzieć tak: zamierzam zrobić z tym porządek, ale to jest partia demokratyczna wbrew opowieściom - powiedział podczas Q&A na Kanale "Tak".
- Takie spory, jak w tej chwili się właściwie z jakiegoś błahego powodu zaczęły toczyć, można powiedzieć, wybuchły, powinny się jak najszybciej skończyć - kontynuował. Jak dodał, "padło kilka niepotrzebnych słów w różnych miejscach, różne zapowiedzi, kto kim będzie, inni protestowali i w związku z tym doszło do sporu".
Kaczyński przyznał - wbrew dotychczasowej narracji polityków - że w sporze chodzi o "interesy personalne".
- To jest starcie takie zupełnie normalne w polityce, bo tutaj chodzi o interesy personalne. Tylko że te interesy w tej chwili powinny być nie na drugim, tylko na czwartym miejscu albo szóstym, żeby nie powiedzieć szesnastym miejscu, bo są naprawdę nieporównanie ważniejsze sprawy - powiedział Kaczyński, pytany o walkę dwóch frakcji wewnątrz PiS: "maślarzy" i "harcerzy".
Wezwał, by zaprzestać dyskusji o tym, kto ma być premierem z PiS, a kto nie. Jednocześnie sam sugerował, że mogliby nimi być Przemysław Czarnek lub Zbigniew Bogucki (o którym pisaliśmy niedawno w WP).
- Jest w partii z jednej strony grupa, która by chciała na premiera człowieka naprawdę niezwykle sprawnego, niezwykle zdolnego - wiadomo, o kim w tej chwili mówię. No i są tacy, którzy uważają, że tych sprawnych i zdolnych jest więcej - powiedział prezes (mając na myśli Czarnka).
- No i wreszcie jest taka nie grupa, tylko to jest bardziej rozproszone, ale jest takie oczekiwanie - tak bym to określił - na jakiegoś człowieka jednak trochę młodszego, nawet wyraźnie młodszego, który by jednocześnie budował taki układ w tych niezmiernie ważnych dzisiaj relacjach z prezydentem RP, który by, można powiedzieć, i tutaj umacniał tą jedność, która jest dzisiaj potrzebna na prawicy. A niewątpliwie budowniczym tej jedności może być prezydent - mówił dalej prezes PiS, tym razem sugerując nazwisko Zbigniewa Boguckiego.
- Dzisiaj, w tej szczególnej sytuacji walki w obronie najbardziej elementarnych polskich interesów, począwszy od demokracji, a skończywszy na suwerenności, bo w tej chwili ta suwerenność jest w oczywisty sposób zagrożona, to powinniśmy takich sporów już bardzo zdecydowanie unikać - zaapelował lider PiS.
We wtorek wieczorem odbędzie się wigilia klubowa PiS. Pracownicy klubu parlamentarnego - jak opowiadają nam ludzie związani z PiS - dzwonili i pisali do posłów, by się stawili, a jeśli ktoś organizuje alternatywne wydarzenia, to są one "antypaństwowe", "antypartyjne".
Po wigilii klubowej "wigilię środowiskową" organizuje Morawiecki. Jak pisaliśmy, Kaczyńskiemu zależało na wspólnym zdjęciu - "jednoczącym" - z wszystkim najważniejszymi politykami z frakcji PiS, ale na ostatnim posiedzeniu władz partii się nie udało (bo Morawiecki pojechał na spotkanie z wyborcami na Podkarpaciu). Być może zdjęcie zostanie zrobione na klubowej wigilii, na której Jacek Kurski również ma być obecny.
Michał Wróblewski, dziennikarz Wirtualnej Polski