Piętnaste spotkanie na piętnastolecie [OPINIA]
Viktor Orbán piątkowym świtem udał się wraz z delegacją do Moskwy. To jego piętnaste spotkanie z Władimirem Putinem. Ostatnia wizyta premiera w rosyjskiej stolicy miała miejsca na początku lipca 2024 r., w trakcie sławetnego "tournée" pokojowego. Orbán ukrywał wówczas swoje plany przed wszystkimi sojusznikami - pisze dla Wirtualnej Polski Dominik Héjj.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Nie inaczej było tym razem. Szabolcs Panyi, węgierski dziennikarz śledczy (m.in. Direkt36), kolejny raz ujawnił wizytę w Rosji. Poinformował o niej już w ostatnią środę. Samego wydarzenia władze nie potwierdziły aż do momentu wylotu (który miał nastąpić o 4 rano).
Po co Orbán poleciał do Moskwy? W oficjalnym przekazie słyszymy tylko jedno – by ochronić węgierskie rodziny przed wzrostem cen energii. Nikt z delegacji, w której znaleźli się m.in. szef węgierskiej dyplomacji Péter Szijjártó czy minister budownictwa János Lázár, nie wytłumaczył, w jaki sposób miałoby to nastąpić. Tekst zaczynam pisać w momencie, w którym delegacja rozpoczyna podróż powrotną na Węgry. Zdążono już obwieścić wielki sukces: bezpieczeństwo energetyczne Węgier zostało zagwarantowane. Prezydent Putin miał zapewnić premiera, że Rosja dostarczy na czas zakontraktowane ilości gazu i ropy, zarówno poprzez ropociąg Przyjaźń, jak i gazociąg Turkish Stream.
"Nie będę doradzał”. Szczucki o powrocie Ziobry z Budapesztu
Rosyjskie węglowodory płyną na Węgry szerokim strumieniem
Przypomnijmy, Węgry są uzależnione od rosyjskich surowców energetycznych, jednak nie podejmują faktycznych działań zmierzających do odwrócenia tego trendu. Już w wakacje Orbán przekonywał (i to skutecznie) prezydenta Donalda Trumpa, że nie wynika to z braku węgierskiej woli, ale ograniczeń m.in. natury geograficznej (braku dostępu do morza).
Rzecz jednak w tym, że są to argumenty fałszywe, o czym pisałem na łamach WP. Węgierskie zapotrzebowanie na ropę wynosi 8,1 mln ton rocznie, a 86 proc. tych dostaw realizowanych jest z Rosji. Z kolei w przypadku gazu w 2024 r. z Rosji importowano 74 proc. zapotrzebowania szacowanego na ok. 10 mld m3. Według danych podanych dzisiaj przez ministra spraw zagranicznych i handlu Pétera Szijjártó, od początku bieżącego roku do 28 listopada Węgry zaimportowały z Rosji 8,5 mln ton ropy i 7 mld m3 gazu. Węgry miałyby alternatywne szlaki dostaw – czy to z północy (np. z Polski), czy południa – np. z Chorwacji, jednak nie chcą z nich korzystać. Orbán twierdzi, że Unia Europejska narzuca Węgrom dywersyfikację w ten sposób, że nakazuje dostawy wyłącznie z kierunków innych niż rosyjski.
Deklaracja Orbána dotycząca tego, że bezpieczeństwo energetyczne opiera się na Rosji, pada w szczególnym momencie. W dniach 3-4 grudnia z wizytą na Węgrzech przebywać będzie prezydent Karol Nawrocki. Pierwszego dnia w Ostrzychomiu (Esztergom), odbędzie się szczyt Grupy Wyszehradzkiej, natomiast drugiego dnia prezydent ma złożyć wizytę w samym Budapeszcie. Spotka się tam zapewne zarówno z prezydentem Tamásem Sulyokiem, jak i premierem Viktorem Orbánem. Nawrocki w czasie swoich wizyt, które składa w kolejnych państwach regionu, zabiega o korzystanie przez państwa z polskiej oferty zakupu gazu, która umożliwia zmniejszanie uzależnienia od Rosji. Są to działania skuteczne.
W czasie wizyty na Słowacji wstępne zainteresowanie miał wyrazić prezydent Słowacji Peter Pellegrini. Co zrobią Węgrzy? Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że zapewne oczarują swoich gości zainteresowaniem, z którego ostatecznie nic nie wyniknie. Nie byłaby to zresztą pierwsza tego typu sytuacja. Jesienią 2023 r. Szijjártó przyjechał na forum w Karpaczu. Spotkał się wówczas z ówczesną minister klimatu Anną Moskwą, by omówić wstępne, polityczne porozumienie w sprawie dostaw gazu z Polski. Ostatecznie nic z tego nie wyniknęło. Nie wydaje się, żeby w ogóle miało, bowiem poza możliwościami technicznymi, które są już od dawna, kluczowa jest wola polityczna, której nad Dunajem próżno szukać.
Węgrzy chcą pomóc rosyjskim przedsiębiorstwom w zmniejszaniu konsekwencji sankcji nakładanych na Rosję – chodzi o Łukoil. Taką informację podał rosyjskiej telewizji informacyjnej Pierwyj kanał wicepremier Aleksandr Nowak. Chodzi o aktywa rosyjskich koncernów naftowych w Serbii, Bułgarii i Rumunii. Wczoraj (27 listopada), agencja Reuters poinformowała, powołując się na szefa kancelarii Orbána, że węgierski MOL może kupić udziały w serbskiej NIS (spółce należącej do Gazprom Nieft), która została objęta amerykańskimi sankcjami. Rozmowy w innych spółkach są prowadzone.
Na marginesie wątku energetycznego warto wspomnieć, że Rosja i Węgry miały uzgodnić w Moskwie "znaczące przyspieszenie budowy elektrowni jądrowej Paks". Już 5 lutego miałyby zacząć się prace naziemne. Inwestycję, którą Orbán ustalił z Putinem również w Moskwie w styczniu 2014 r., realizuje rosyjski Rosatom.
Tajemnicza trasa dookoła
Chociaż sama wizyta węgierskiej delegacji w Rosji nie przynosi póki co żadnych przełomowych informacji, to na szczególną uwagę zwraca droga, jaką rządowy samolot przemierzył trasę Budapeszt-Moskwa. Zawsze odbywała się ona przez terytorium Polski, co było zresztą przedmiotem sporej krytyki. Lot przez Polskę był najkrótszy – trwał do 3 godzin. Tym razem jednak portal śledzący trasę samolotu pokazał, iż po starcie ze stolicy Węgier wojskowy Airbus obrał kierunek na Serbię i Bułgarię, a następnie przeleciał nad Morzem Czarnym. Cała trasa zajęła ponad 5 godzin. Wybór trasy południowej może być przedmiotem domysłów.
Pomiędzy państwami obowiązują roczne umowy na przeloty samolotów rządowych i wojskowych. Na etapie przygotowania trasy wystarczy przesłać drugiemu państwu plan lotu. Dość prawdopodobnym jest, że gdyby taki plan wpłynął do Polski, to nie został przyjęty dostatecznie "entuzjastycznie", stąd też lot zaplanowano przez Serbię, która w kontaktach z Rosją nie ma problemu, a także przez Bułgarię.
Z informacji powziętych w polskim MSZ wynika, że strona węgierska w ogóle nie zwracała się do Polski w tej sprawie. To pozwala przypuszczać, że Węgrzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, jakie wzburzenie w Polsce budzą przeloty na Wschód. Na przykład 10 września rano szef węgierskiej dyplomacji leciał do Mińska w momencie, w którym wciąż nad Polską obowiązywały obostrzenia wynikające z wtargnięcia tej nocy rosyjskich dronów. Ostatni raz do Moskwy Szijjártó nad Polską leciał 15 października. Szef węgierskiej dyplomacji ze swoim rosyjskim odpowiednikiem spotkał się od wybuchu wojny po raz 16. Jest kawalerem orderu przyjaźni, który przed pięcioma laty przyznał mu Władimir Putin.
Dla Wirtualnej Polski Dominik Héjj
Dominik Héjj to politolog specjalizujący się w tematyce węgierskiej. Doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce. Autor książki "Węgry na nowo".