Zamieszczone na stronach internetowych portalu WP.PL materiały sygnowane skrótem "PAP" stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazami danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie, chronionych przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez WP.PL na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.
samochód
17-02-2010 (12:00)

Palił marihuanę, zabił pieszego na pasach i uciekł

Sąd Rejonowy w Olsztynie aresztował na dwa miesiące 18-latka, podejrzanego o spowodowanie wypadku drogowego i pozostawienie rannego przechodnia bez pomocy. Mężczyzna, który został potrącony na przejściu dla pieszych, zmarł na skutek obrażeń.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Jak poinformował prokurator rejonowy prokuratury Olsztyn-Północ Jarosław Krzysztoń, sąd uzasadnił aresztowanie zagrożeniem wysoką karą oraz możliwością utrudniania śledztwa przez podejrzanego. Grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności.

Do wypadku doszło w sobotę wieczorem na jednej z ulicy w centrum Olsztyna. Jadący ładą samarą 18-letni Szymon T. potrącił na przejściu dla pieszych 26-letniego mężczyznę i uciekł pozostawiając rannego na ulicy. Mężczyzna w stanie krytycznym został przewieziony do szpitala, ale mimo pomocy lekarskiej zmarł.

W niedzielę policja znalazła porzucony przez sprawcę samochód, a następnie zatrzymała 18-latka, który przyznał się do winy. Badania wykazały, że w organizmie miał marihuanę. Prawo jazdy posiadał od dwóch miesięcy.

Polub WP Wiadomości
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.