ycipk-yamfn6

Na zakupy po kościele. Jak Polacy łączą sacrum i profanum

Dzień święty święcić – jak wyjście w niedzielę do centrum handlowego ma się do 3. przykazania? Postawę większości pytanych przez agencję badawczą Danae wierzących praktykujących najlepiej oddaje stwierdzenie „przykazanie przykazaniem, a życie życiem”.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Na zakupy po kościele. Jak Polacy łączą sacrum i profanum
(Fotolia)
ycipk-yamfn6

To już kolejna odsłona badania, w którym firma Danae pyta różne grupy społeczne i zawodowe o to, co myślą o zakazie handlu w niedzielę. Przypomnijmy – od ubiegłego roku rząd zaczął stopniowo ograniczać Polakom możliwość zakupów w niedzielę. Obecnie sklepy – z pewnymi ustawowymi wyjątkami – są czynne raz w miesiącu. W przyszłym roku zakaz obejmie wszystkie niedziele.

Zakupy w niedzielę? Co najmniej raz w miesiącu

Kościół stoi na stanowisku, że ustawa o zakazie handlu "tysiącom pracujących i ich rodzinom przywróciła niedzielę jako wolny dzień, dzień odpoczynku i umacniania więzi rodzinnych oraz społecznych relacji".

ycipk-yamfn6

Księża często sięgają też po argument, że zakaz obowiązuje w wielu państwach UE. Tymczasem w krajach katolickich: Portugalii, Hiszpanii czy Włoszech ograniczenie nie obowiązuje lub prawo nie jest aż tak restrykcyjne. Portugalia na przykład z zakazu wycofała się w 2010 roku.

Duchowni przytaczają także badania, z których wynika, że większość praktykujących chrześcijan w Polsce popiera zakaz. Tymczasem wyniki uzyskane przez agencję Danae, która była odpowiedzialna za przygotowanie licznych badań dla agencji i instytucji rządowych,nie są tak jednoznaczne.

Badacze przeprowadzili 60 pogłębionych wywiadów w 10 miastach w Polsce.

Dodatkowo, jak wskazują badania SW Research - w sumie 70 proc. badanych korzystało z niedziel handlowych (przed wprowadzeniem ograniczenia) co najmniej raz na miesiąc lub częściej, w tym zakupy co niedzielę robił co piąty ankietowany.Co trzeci do sklepów zaglądał kilka razy w miesiącu, a 19 proc. – tylko raz na 4-5 tygodni.

ycipk-yamfn6

6 proc. nie robiło tego nigdy.

Najrzadziej, w przeciwieństwie do mieszkańców dużych miast, na zakupy w niedziele przychodziły osoby po pięćdziesiątce. Co ciekawe, jeśli chodzi o tych, którzy w sklepach lub w centrach handlowych bywali kilka razy w miesiącu, nie ma różnicy między wierzącymi i niewierzącymi. Więcej niewierzących robiło zakupy co niedzielę, a wśród wierzących więcej było tych, którzy zakupy robili raz w miesiącu.

Święcić, ale po swojemu

ycipk-yamfn6

Badani przez Danae nie uważają niedzielnych zakupów za coś złego. Nie jest to dla nich ciężka czy nieprzyjemna praca, której starają się unikać. Prędzej sprzątanie czy prace budowlane trafiają u nich na listę zajęć "zakazanych".

Wśród badanych można wyróżnić kilka grup.

Pierwsza to osoby zdystansowane wobec religii. Wśród nich są i ci, którzy trzymają się z daleka od spraw wiary, ale też wierzący, ale na swój własny, prywatny sposób. Przykazania religijne ich nie dotyczą.

Pracująca w biurze mieszkanka podwarszawskiej miejscowości: – To nie jest to, co było kiedyś. Inaczej podchodziło się i do życia, i do praktyk religijnych.

ycipk-yamfn6

Druga grupa to zdystansowani wobec Kościoła. Osoby te uważają się za wierzące, ale raczej niepraktykujące.

Ich zdaniem Kościół w Polsce stracił moralne prawo do wydawania zaleceń wiernym, szczególnie po mocno ostatnio nagłośnionych aferach pedofilskich. Te osoby nie chcą, by kościół narzucał im swoją wizję spędzania wolnego czasu.

Marzena mieszka i pracuje w Pruszczu Gdańskim, w spółdzielni. Jej zdaniem każdy powinien decydować o sobie. – Myślę, że wszystko zależy od tego, jakim jest się katolikiem. Jeżeli człowiek ma swoje zasady i jest wierzący, to zrobi wszystko, żeby pójść do kościoła. Od nas samych to zależy.

ycipk-yamfn6

Jolanta pracuje w Warszawie, codziennie dojeżdża do pracy w stolicy:

– Żyjemy dziś w takim pędzie, że sama często łapię się na tym, że pracuję w domu, a wtedy mama mnie upomina. Ale to jest mój sposób na święcenie tego dnia i uważam, że jest to w porządku wobec mojej religii i Boga. Staram się poświęcić ten czas rodzinie. I nie ma znaczenia czy idziemy do galerii, chodzi o to, byśmy byli razem.

Właścicielka salonu kosmetycznego, w branży od 7 lat:– Moi rodzice byli bardzo wierzący, ja też jestem wierząca, ale mniej praktykująca ze względu na to, co dzieje się na świecie. Wracając do rodziców, to oni zawsze w niedzielę pracowali, zbierali zboże czy kukurydzę. Rolnik czasami nie ma wyjścia i idzie w niedzielę w pole, szczególnie gdy wie, że w poniedziałek ma padać deszcz.

Jednym kościół w zakupach nie przeszkadza…

Umiarkowani, to osoby wierzące, które do kościoła chodzą nieregularnie. Do spraw codziennych mają podejście pragmatyczne – jeśli niedziela jest dla nich dogodnym dniem na zrobienie zakupów, po prostu idą do sklepu. Wyjścia te chętnie łączą ze spacerem czy wypadem do kina. Dla nich niedzielne zakupy to jeden ze sposobów spędzenia czasu z rodziną.

Pracownica samorządu w jednej z podwarszawskich miejscowości:– Myślę, że jak ktoś chodził do kościoła, to nadal chodzi. Ma w sobie ten obowiązek i wie, że niedziela to jest dzień święty. Niby mama zawsze mi powtarzała: nie prasuj, bo to niedziela. Ale kiedy to robić, jak niedziela jest takim dniem, kiedy mogę usiąść, poprasować i telewizję przy tym obejrzeć.

Dla niej zakupy to przyjemność. – Lubię chodzić, patrzyć, przymierzać. Zakupy to rozrywka. Nigdy też nie myślałam, że ktoś musi pracować, żebym ja mogła pójść do sklepu. Uważam, że jeśli ktoś chce pracować w niedzielę, to pracuje, a jeżeli nie, to wybiera inny zawód. Zawsze tak było. Piekarz też w niedzielę pracuje, bo w poniedziałek trzeba dać ludziom chleb. Lekarze, dyżurne przychodnie, stacje paliw.

Według kobiety, z którą rozmawiało Danae, nie ma żadnego związku między frekwencją w kościele, a tym, czy niedziela jest handlowa czy nie. – Przeważnie widzi się te same twarze– zapewnia.
– Myślę, że jeżeli się jest praktykującym, to spełnia się obowiązek niedzielny, łącząc go z zakupami. Tak po prostu – dodaje finansistka, mieszkanka podkrakowskiej miejscowości.

Pracownica biura w Warszawie, mieszkanka jednej z podwarszawskich wsi: – Wiadomo,w niedzielę do kościoła się chodzi. Jednak można się pomodlić i pójść do sklepu.

…inni wybierają zakupy, ale zdążą też do kościoła

I wreszcie tradycjonaliści, ci praktykują regularnie. I unikają niedzielnych zakupów. Dla nich to tylko zbędny konsumpcjonizm, strata czasu, wygodnictwo.

Magda, sprzątaczka z Pruszcza Gdańskiego: – Po wprowadzeniu zakazu handlu w moim życiu nic się nie zmieniło. Jak jest zamknięte, to jest zamknięte.

Magda pochwala zakaz. – Pracujący w niedziele, mogą teraz spędzić czas z rodziną, odpocząć…

Alina mieszka na wsi na Pomorzu, a pracuje w spółdzielni. Przed zakazem nie zawsze udawało jej się dotrzeć do kościoła."Winne" były zakupy.– Zazwyczaj, jak były te niedziele handlowe, to chciałam jechać na zakupy. Równocześnie szkoda mi było tego popołudnia, bo wtedy chciałam jechać na przykład do mamy. I wtedy faktycznie przesuwał się ten kościół w czasie i zdarzało się, że w ogóle na mszę nie dojechaliśmy.

Ale i wśród praktykujących zdarzają się tacy, którzy jeszcze przed wprowadzeniem zakazu po mszy chętnie zaglądali do sklepów.

Anna, mieszkanka podkrakowskich Polanowic opowiada historię swoich rodziców:– Moja mama jest osobą wierzącą, z tatą co niedzielę są w kościele. Mimo to, jak były niedziele handlowe, to wychodzili popołudniami do sklepu. Czasami z nudów, żeby się przespacerować. Zawsze kogoś mama spotkała w tym markecie. A dziś dużo rozmawia przez telefon. Mówiąc szczerze - nie może sobie teraz znaleźć rozrywki.

Pracują, by godnie żyć

W powszechnym przekonaniu pracownicy sklepów czy restauracji nie naruszają zasad religijnych, pracując w niedzielę. W ten sposób zapewniają byt sobie i bliskim, a więc są usprawiedliwieni. Niektórzy im współczują.

Z pracy w niedzielę "rozgrzeszają się" też sami pracujący. Dla nich to tylko sposób na zarabianie pieniędzy, nic więcej. Przedsiębiorca, właściciel lokalu gastronomicznego w hali sportowej chodzi do kościoła niezależnie od tego, czy w niedzielę musi pracować czy nie.

– Moja praca jest wbrew przykazaniu,bo pracuję w dzień święty, no ale muszę. Tak to tłumaczę - broni się.

Podobnego zdania jest Aneta, florystka ze Starachowic. I choć widzi sprzeczność w przykazaniu "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” i robieniu zakupów, to uważa, że praca w niedzielę jest koniecznością. – Gdybyśmy mieli nic nie robić, to bylibyśmy biedni – zwraca uwagę.

Dla niej pójście do kościoła to wolna wola każdej osoby.

– Modlę się, kiedy chcę, idę do kościoła, kiedy chcę, niekoniecznie na mszę, wolę iść jak jest już pusto, modlić się można wszędzie – zapewnia.

I tylko boli ją, że ludzie próbują ją oceniać. – Myślą, że jestem zachłanna na pieniądze, bo w niedzielę się nie pracuje, w niedzielę powinien być kościół, bo to jest dzień święty. Ludziom poprzewracało się w głowach. A ja uwielbiam pracować, czuję wtedy, że żyję, muszę mieć jakiś cel i pragnienie. Człowiek ma pewny tryb życia i według niego goni – przekonuje.

Emeryci, studenci czy ci, którzy mieli za pracę tego dnia wyższą stawkę też lubili to, co robili.

Polub WP Wiadomości
ycipk-yamfn6
ycipk-yamfn6