Trwa ładowanie...
d2ag1kd

Mój mąż podpalił się z biedy

Zdesperowany mężczyzna podpalił się pod Kancelarią Premiera. – Płonął jak pochodnia – relacjonują świadkowie. Ugasili go związkowcy pikietujący pod siedzibą Donalda Tuska (56 l.). 56-letni Andrzej Filipiak w stanie ciężkim trafił do szpitala. – Zrobił to z biedy, nie miał pracy! Nie mamy z czego żyć. Mąż mówił, że to wina polskiego rządu – wyznała Faktowi żona desperata Wiesława Filipiak (54 l.).
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Policja w Alejach Ujazdowskich, naprzeciwko kancelarii premiera.
Policja w Alejach Ujazdowskich, naprzeciwko kancelarii premiera. (PAP, Fot: Paweł Supernak)
d2ag1kd

Andrzej Filipiak wyruszył do stolicy z Kielc wczoraj w nocy. – Poprosił mnie o 30 zł na bilet. Powiedział tylko, że jedzie do Warszawy. Ogolił się i wyszedł z domu – opowiada nam jego żona. W stolicy pan Andrzej udał się od razu przed Kancelarię Premiera. Trwała tam pikieta związkowców, którzy od kilku dni protestują przed siedzibą premiera. Mężczyzna nie miał ze sobą żadnych transparentów ani listów.

Najpierw spacerował, potem usiadł na ławce od strony Ogrodu Botanicznego. – Przysiadł się, nic nie mówił. Nagle zaczął oblewać się jakimś płynem z butelki – relacjonują związkowcy. Protestujący myśleli najpierw, że oblewa się wodą. Nagle zapłonął. – Palił się jak żywa pochodnia – relacjonują świadkowie. Natychmiast rzucili się na pomoc. Nakryli desperata kocem i ugasili.

Mężczyzna trafił do szpitala przy ul. Szaserów. Jest w stanie śpiączki farmakologicznej, ma poparzone 60 proc. ciała. Sprawą zajęła się policja. Ma ustalić, dlaczego mężczyzna zdecydował się na tak desperacki krok. Jego żona mówi wprost: – On to zrobił, bo już był załamany i zrozpaczony naszą sytuacją. Nie miał pracy a MOPR nam odmawia pomocy większej, nie mamy z czego żyć – mówi nam Wiesława Filipiak. – Mąż mówił, że to wszystko co się złego u nas w rodzinie dzieje to wina polskiego rządu, który tak rządzi, że ludzie nie mają pracy i środków do życia – dodaje.

d2ag1kd

Andrzej Filipiak mieszka z żoną w Kielcach. Małżeństwem są od 35 lat. Mają dwoje dorosłych już dzieci. Pan Andrzej był budowlańcem, ale zachorował na kręgosłup i od 5 lat nie może znaleźć innej pracy. Utrzymują się z 570 złotych zasiłku. Dom Filipiaków stoi na peryferiach Kielc. Dopiero od niedawna jest tam woda, ale tylko zimna. Jest schludnie, choć bieda aż piszczy. – Na życie do dziesiątego lipca zostało mi 200 złotych – żali się zrozpaczona żona.

Polecamy wydanie internetowe Fakt.pl:
Polska tonie, a urzędnicy piją

d2ag1kd

Podziel się opinią

Share

d2ag1kd

d2ag1kd
Więcej tematów