Michnik: nie nagrałem całej rozmowy


Cała rozmowa z Rywinem z 22 lipca nie została zarejestrowana na magnetofonie cyfrowym, bo jej część toczyła się na tarasach siedziby spółki - przyznał Adam Michnik na konferencji prasowej. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, że sprawa Rywina zatoczy tak szerokie kręgi, to opisalibyśmy ją wcześniej; dziś żałuję też, że wcześniej nie zawiadomiliśmy prokuratury - dodał redaktor naczelny Gazety Wyborczej.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
... dziś żałuję , że wcześniej nie zawiadomiliśmy prokuratury - mówił na konferencji prasowej Adam Michnik (PAP - Tomasz Gzell)
Podziel się

Michnik, a także wiceprezes spółki Agora Helena Łuczywo, zastępcy redaktora naczelnego Gazety Piotr Stasiński i Juliusz Rawicz oraz autor artykułu "Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika" Paweł Smoleński zorganizowali w środę w siedzibie Agory konferencję prasową.

Wyjaśnili, że pretekstem do niej jest postawienie Lwu Rywinowi przez prokuraturę zarzutu płatnej protekcji, a także pismo do redakcji z Klubu Parlamentarnego Samoobrony przysłane przez - jak go określił Rawicz - "Pana Stonogę" (Zbigniew Stonoga z otoczenia szefa Samoobrony Andrzeja Leppera).

"Dokument pochodzi mianowicie z klubu parlamentarnego Samoobrony. Otóż z klubu parlamentarnego Samoobrony wpłynął do Prokuratury list pana Stonogi, o którym ja nigdy w życiu do wczoraj nie słyszałem, a który oskarża pana Adama Michnika o to, że namawiał tego pana Stonogę do artykułu autoryzowanego - nie wiemy co to znaczy - który ma skompromitować Leszka Millera. (...) Rzecz - podaje pan Stonoga dokładną datę - rzecz się miała dziać w Nowym Domu Poselskim. Michnik nigdy w życiu nie widział pana Stonogi, a w domu poselskim, jak wczoraj nam powiedział, od kilku lat nie był" - wyjaśnił Rawicz.

"Dokument jest dość idiotyczny, aż trochę wstydzimy się o tym mówić, ale Samoobrona jest dużą siłą polityczną, członek tego ugrupowania jest w sejmowej komisji śledczej, my nie wiemy, o co chodzi więc dmuchamy na zimne i ujawniamy to" - wyjaśnił Rawicz. Michnik dodał: "Z panem Stonogą spotkamy się w sądzie, już tam złożyłem mój akt oskarżenia".

Przez godzinę Michnik oraz jego zastępcy odpowiadali na pytania licznie zgromadzonych dziennikarzy, dotyczące szczegółów powstawania tekstu o sprawie Rywina. Michnik powtarzał, że nie wiedział, iż sprawa zatoczy tak szerokie kręgi i gdyby miał tego świadomość, to być może artykuł zostałby opublikowany wcześniej.

"Gdybym miał dzisiejszą świadomość skutków całej sprawy, to rzeczywiście poszedłbym wtedy do prokuratora i uważam za swój błąd, że tego nie zrobiłem" - przyznał Adam Michnik.

Komentując doniesienia środowej prasy, według której rozmowę Michnika z Rywinem nagrywał nie tylko naczelny Wyborczej, ale także Rywin, Michnik odpowiedział, że "byłby szczęśliwy" gdyby w sprawie tej pojawił się jeszcze jeden wiarygodny - bo pochodzący od podejrzanego - dowód.

Wyjaśnił też, że faktycznie cała rozmowa z Rywinem z 22 lipca nie została zarejestrowana na magnetofonie cyfrowym, bo jej część toczyła się na tarasach siedziby spółki. Jeden magnetofon - Pawła Smoleńskiego - stał za książkami i nic nie nagrał, drugi - cyfrowy - był w marynarce Michnika. "Ale ta marynarka wisiała na krześle, był upał, więc chodziłem po tarasach w samej koszuli" - powiedział Michnik. Zaznaczył jednak, że nagrało się wszystko, co dotyczyło "korupcyjnej propozycji Rywina", bo na tarasach rozmawiali "o sukcesach „Pianisty” w Cannes".

Michnik podkreślał, że odkąd przyszedł do niego Rywin i złożył "korupcyjną propozycję", uważał to "albo za idiotyzm, albo za mitomanię, albo za prowokację, próbę skompromitowania Agory". Uważa on, że na całą sprawę należy spojrzeć przez pryzmat tego, kto ma korzyść z kompromitacji jego gazety. "Przez 5 miesięcy (do publikacji artykułu), zastanawialiśmy się właśnie nad tymi korzyściami i uważamy, że warto przeanalizować reakcję poszczególnych ludzi na tę publikację. Kto ma interes w tym, żeby przedstawić tę sprawę nie jako „Rywingate”, ale jako „Agoragate" - mówił.

Dziennikarz jednej z amerykańskich agencji prasowych kolejny raz spytał Michnika o to, dlaczego redakcja wstrzymywała się z publikacją tekstu. "Nigdy nie ma dobrego czasu na ujawnienie afery, zawsze będą jakieś negocjacje w Kopenhadze, albo referendum unijne. W amerykańskiej prasie jest tak, że gdy się już zbierze materiał to trzeba go opublikować i tyle. Jak państwa zachowanie można ocenić z punktu widzenia wiarygodności gazety?" - pytał.

"Ja też niedawno rozmawiałem z moimi przyjaciółmi z „Washington Post” i rozmawialiśmy o tym. (...) W II połowie października byliśmy z tekstem gotowi. Mieliśmy wtedy referendum w Irlandii i negocjacje z Unią Europejską. Nie spodziewałem się reakcji opinii publicznej aż tak dramatycznej. Ale przecież gdybyśmy opublikowali to zaraz przed Kopenhagą, wszyscy by powiedzieli, że redakcja Gazety Wyborczej zachowała się nieodpowiedzialnie, szkodliwie dla podstawowych interesów państwa" - odparł mu Michnik.

"Czy może więc pan dać zapewnienie, że Gazeta Wyborcza nie siedzi przy drugiej takiej bombie, której nie publikuje z powodów polityczno-społeczno-ogólnych" - dopytywał się korespondent. "My dziennikarze nie możemy dawać takich gwarancji" - brzmiała odpowiedź Michnika. (an)

Polub WP Wiadomości
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.