Marta Tychmanowicz: Józef Kuraś "Ogień" - bohater czy bandyta, patriota czy morderca?

22 lutego 1947 roku zmarł w szpitalu w Nowym Targu słynny Partyzant z Podhala Józef Kuraś „Ogień”. Kilka godzin wcześniej na strychu jednej z wiejskich chat w Ostrowsku okrążony przez oddziały MO i UB postrzelił się w głowę w próbie samobójczej. Jego historia do dziś wzbudza kontrowersje – przez przeciwników oskarżany jest o antysemityzm, bandytyzm, liczne morderstwa zarówno na tle rabunkowym jak i rasowym; przez zwolenników nazywany jest Janosikiem XX wieku, polskim patriotą walczącym z komunistami, ostatnim wielkim harnasiem, królem Podhala - pisze Marta Tychmanowicz w felietonie dla Wirtualnej Polski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Przeczytaj wcześniejsze felietony historyczne Marty Tychmanowicz

Losy Józefa Kurasia „Ognia”, a szczególnie jego działalność z lat 1944-1947, po dziś dzień budzą skrajne emocje. Temperaturę tych sporów podsyciła oficjalna obecność prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sierpniu 2006 roku w Zakopanem na uroczystości odsłonięcia pomnika „Partyzanta z Podhala”. Dla jednych bowiem Kuraś był bohaterem, niepokornym bojownikiem z faszyzmem i komunizmem, dla drugich – okrutnym przestępcą, samozwańczym góralskim watażką.

Ksiądz Józef Tischner, który wielokrotnie wracał do problemu związanego z Kurasiem pisał: „Jestem głęboko przekonany, że kto nie pozna historii Józefa Kurasia 'Ognia' i jego oddziału, ten nie zrozumie, czym był komunizm i w jaki sposób wchodził w polski organizm społeczny. W historii tej niczym w soczewce odbija się ówczesna sytuacja Polski”.

Komunistyczna propaganda w pierwszych powojennych latach nazywała go „psychopatą” i wspólnikiem „wilkołaków i pokrewnych ruchów faszystowskich”, bandytą „odznaczającym się szczególnym sadyzmem wobec eksploatowanej ludności góralskiej”, który już przed wojną był „znanym koniokradem”. Według autorów dwóch niezależnych monografii historycznych poświęconych Kurasiowi – Bolesława Derenia i Macieja Korkucia – to właśnie komunistycznej propagandzie Józef Kuraś zawdzięcza narodziny swej mrocznej legendy, która przeżyła nawet sam komunizm w Polsce. Niewykluczone też, że w ramach oczerniania Kurasia, jako przywódcy pospolitej bandy, a wręcz organizacji przestępczej, przypisano mu oraz jego żołnierzom szereg zbrodni popełnionych przez innych.

We wtorek 21 lutego 1947 roku przed południem do Ostrowska, wsi oddalonej kilka kilometrów od Nowego Targu, przyjechało kilku funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa oraz 50 żołnierzy. Dzień wcześniej przybył tam rankiem z najwierniejszymi żołnierzami słynny Partyzant z Podhala – Józef Kuraś „Ogień”. Intensywne polowanie na niego trwało już od kilku dni. Zliczając jednak obławy na Kurasia od początku jego konfliktu z nową komunistyczną władzą, to ta była już 160 (śledztwo w jego sprawie miało kryptonim „Mściciel”). O jego zejściu z gór do Ostrowska donieśli do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego agenci „Śmiały” i „Orientacyjny”. Jan Kolasa „Powicher”, zastępca Kurasia i najbliższy jego współpracownik, mówił: „swój nas zdradził. Góral”. Za pomoc w złapaniu Kurasia UB obiecywało wysokie nagrody pieniężne.

Szybko rozpętała się nierówna walka, zginęli Kazimierz Kuraś „Kruk” oraz Stanisław Sral „Zimny”. Żołnierze podpalili dom, z którego niepostrzeżenie wydostał się Kuraś wraz ze swoją łączniczką „Hanką” i przeskoczyli do chaty obok. Ukryli się na strychu, „Ogień” zdawał sobie sprawę, że walka jest przegrana. Dom był szczelnie otoczony, żołnierze wzywali Kurasia do poddania się. Wyszła tylko „Hanka”, oświadczając że zaraz pojawi się też „Ogień”. Koło godziny 14 rozległ się jeden strzał.

Józef Dysko, który brał udział w tej akcji wspominał: „Czterej żołnierze, którzy po samobójczym strzale watażki wdarli się na strych ujrzeli 'Ognia' w agonii, z rozwaloną skronią, z odkrytym mózgiem. Jego ręka uzbrojona w pistolet podnosiła się raz po raz konwulsyjnie (…) Rozgrzani walką żołnierze zrzucili go po schodach, a my, doceniając w pełni wagę życia przywódcy bandy, jako źródła informacji, za wszelką cenę chcieliśmy go ocalić”. Ciężko rannego Kurasia żołnierze położyli na ciężarówce, na pytanie „Jak się czuje” miał odpowiedzieć „Jak w ruskiej niewoli”.

Odwieziono go do szpitala w Nowym Targu. Dla bezpieczeństwa szpital otoczono kordonem żołnierzy, także w środku budynku funkcjonariusze MO i UB strzegli umierającego. Kazimierz Jaworski, który był w tej obstawie (z ramienia nowotarskiego UB), zapisał ostatnie chwile życia Kurasia: „Do dziś widzę jak mózg nieprzytomnego 'Ognia' pulsował, jak zatroskane siostry zakonne krzątały się wokół rannego, pomagając dyrektorowi szpitala (…), który osobiście opatrywał Kurasia. Jego prawa ręka co pewien czas konwulsyjnie podnosiła się do oddania strzału. Od czasu do czasu powtarzał: 'Dajcie mi go. Strzelaj. Szybciej. Bierz go'. Po opatrunku siostry zakonne przeniosły Kurasia na salę chorych, a myśmy go nie opuszczali na krok. Usiłowałem się dowiedzieć o rannego. Zadawałem pytania o ludzi, o dokumenty, o słynną zaginioną walizkę z dokumentami, dolarami i precjozami, ale daremnie. Na moich oczach i trzech towarzyszy ze ścisłej ochrony oraz w obecności sióstr zakonnych 'Ogień' umarł o północy”.

Józef Kuraś zmarł w nowotarskim szpitalu 20 minut po północy 22 lutego 1947 roku, do umierającego zdążył jeszcze ksiądz, który udzielił mu ostatniego namaszczenia. Od razu zdecydowano, że Kuraś nie zostanie pochowany w okolicy, bano się manifestacji podczas pogrzebu oraz pielgrzymek do grobu góralskiego męczennika. Ciało „Ognia” jeszcze tego samego dnia wywieziono do Krakowa, gdzie złożono je na zamkniętym i strzeżonym dziedzińcu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa. Następnego dnia jego ciało jako zwłoki nieznanego mężczyzny przewieziono na Wydział Lekarski Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie prawdopodobnie przekazano je do zakładu anatomii do ćwiczeń dla studentów.

Władza ludowa bała się wystawiać Kurasiowi grób, ten fakt trafnie skomentował ks. Józef Tischner w „Tygodniku Powszechnym” w roku 1996: „Ciało w dziwny sposób zniknęło. Dlaczego miał nie mieć grobu? Jeśli był bandytą, niech ludzie plują na grób bandyty. Widać jednak nie. W tym życiu i śmierci musiało tkwić coś autentycznego, co było groźne. Trup mógł pewnego dnia ożyć”.

Obecnie grób Kurasia stoi pusty w jego rodzinnej wsi Waksmund 2 km na wschód od Nowego Targu.

Józef Kuraś był dowódcą największego po wojnie samodzielnego oddziału partyzanckiego w rejonie małopolskim. Przed II wojną światową skończył szkołę podoficerską, brał udział w kampanii wrześniowej 1939, od początku był w konspiracji. Pod pseudonimem „Orzeł” działał w Konfederacji Tatrzańskiej, a po jej rozbiciu wraz ze swoimi ludźmi podporządkował się AK.

W czerwcu 1943 roku Niemcy w zemście za jego podziemną działalność zamordowali mu najbliższą rodzinę – ojca, żonę oraz małego synka. Dom wraz z ciałami pomordowanych oblano benzyną i podpalono. Od tego dnia Kuraś zmienia pseudonim z „Orzeł” na „Ogień”.

Paweł Smoleński, autor reportażu historycznego o Kurasiu napisał o jego ówczesnej przemianie: „Stał się zawzięty, pamiętliwy, twardy, za twardy, może wręcz okrutny. Przestał bić się tylko o sprawę. Od pacyfikacji Waksmundu wojnę o Polskę połączył z odwetem i zemstą”.

Pod koniec grudnia 1943 roku Kuraś popada w konflikt ze swoim przełożonym Krystianem Więckowskim „Zawiszą”, w drugi dzień świąt łamie rozkaz dowódcy i opuszcza obóz, a podczas powrotu ma pozostawić ślady, które naprowadziły Niemców. Złamany rozkaz, rozbity obóz, śmierć dwóch partyzantów mają być podstawą do wydania wyroku śmierci na Kurasia. Historycy jednak istnienia tego rozkazu nie potwierdzają, istnieją jedynie domniemania. Uraz do ludzi z AK jednak pozostaje, a Kuraś wraz z podopiecznymi zostają oddziałem Ludowej Straży Bezpieczeństwa (zbrojne ramię Stronnictwa Ludowego „Roch”), wykonuje też wyroki podziemnych sądów specjalnych jako oddział egzekucyjny powiatowej Delegatury Rządu RP w Nowym Targu. Z ramienia SL podejmuje współpracę z Armią Ludową, a po wkroczeniu Armii Czerwonej w Nowym Targu przystępuje do organizacji ludowej milicji, przez trzy tygodnie jest nawet kierownikiem nowotarskiego UB, jednak rozczarowany szybko postanawia się uniezależnić.

W kwietniu 1945 Józef Kuraś tworzy oddział partyzancki „Błyskawica” i już jako zaciekły antykomunista wraca w góry, skończyła się bowiem walka z wrogiem hitlerowskim, a zaczęła „z drugim i to jeszcze gorszym”. Warunek zakończenia nowej walki i powrotu jest tylko jeden: „Zejście z gór może nastąpić po gruntownym opuszczeniu Polski przez ruskich”. Pisze wkrótce list do Urzędu Bezpieczeństwa w Nowym Targu: „Zdrajcą nie byłem i nie będę. (...) Daremne wasze trudy, mozoły i najrozmaitsze podstępy. Gwarancje wolności wydajecie więźniom, których katujecie jak barbarzyńcy. Wstyd, hańba. Swoim postępowaniem doprowadzicie do zguby samych siebie”.

Rok 1946 to pełen rozkwit jego działalności na Podhalu, boi się go nie tylko MO ale i tamtejsze UB, posterunki milicji są ciągle rozbrajane, albo wręcz współpracują z „Ogniem”, który jest faktycznym królem tego regionu, nakłada kontrybucje, wydaje wyroki, zatrzymuje pociągi, zmienia sołtysów, wysiedla ludzi z wiosek, rozbraja żołnierzy. Józef Kuraś przygotowuje się do wybuchu trzeciej wojny światowej pomiędzy ZSRR a Zachodem, która przyniesie pełną niepodległość Polsce. W liście do Bieruta Kuraś napisał: „Oddział Partyzancki Błyskawica walczy o Wolną, Niepodległą i prawdziwie demokratyczną Polskę. Walczyć będziemy tak o granice wschodnie jak i zachodnie. Nie uznajemy ingerencji ZSRR w sprawy wewnętrzne polityki państwa polskiego. Komunizm, który pragnie opanować Polskę musi zostać zniszczony”.

„Ogień” wydał wojnę wszystkim donosicielom i współpracownikom UB, ostrzegał ich, że za swe działania wymierzone w polskich obywateli będą „na każdym kroku wieszani i strzelani, nie patrząc na ich pochodzenie, a ich dobytek zostanie skonfiskowany na rzecz oddziałów partyzanckich”. To właśnie w tych słowach polscy zwolennicy Kurasia starają się znaleźć usprawiedliwienia dla kilkunastu wyroków i egzekucji wykonanych m.in. na ludności słowackiej i żydowskiej (od 18 do 27 ofiar, a wg UB nawet 45 ofiar pochodzenia żydowskiego). Jak chcą hagiografowie Kurasia nie była to działalność o podłożu rasistowskim, a dla orzeczenia wyroku śmierci nie miało znaczenia czy oskarżony jest Polakiem, Żydem, Słowakiem czy Ukraińcem. Trudno jednak wybronić Kurasia – który sam o sobie mówił „jestem Polakiem, który nie uznaje żydostwa i komunizmu” – z oskarżenia o antysemityzm, kiedy czyta się choćby jego odezwy. W jednej z nich pisał: „Ze wschodu przywożą masy żydostwa i sieją propagandę, że są to Polacy, którzy wracają z powrotem
do Polski. Żydzi są sprowadzeni celowo do Polski, aby zająć stanowiska w Polsce, aby uchwycić znów cały handel w swe ręce, aby siać propagandę komunistyczną i wreszcie, by być szpiclami NKWD. My ich w Polsce nie chcemy. Niech nam zwrócą tych Polaków, których wywieźli w latach 1939-1941”.

W 2008 roku słowacki Ustavu Pamäti Národa (odpowiednik polskiego IPN-u) wszczął śledztwo w sprawie morderstw na słowackim Spiszu i Orawie jakich dokonać miał oddział Józefa Kurasia. Ludomir Molitoris, sekretarz generalny Towarzystwa Słowaków w Polsce, mówił wówczas w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”: „Oddział Ognia w pierwszych latach po wojnie przerażał Słowaków zamieszkujących Spisz i Orawę. Ogniowcy dopuszczali się zbrodni i grabieży. Wiele osób uciekało przed nimi ze Spiszu i Orawy w głąb Słowacji”. Według polskich historyków były to ofiary walk o przebieg nowej polsko-słowackiej granicy, a „Ogień” surowymi karami i wyrokami śmierci straszył tamtejszą ludność za antypolską propagandę i próby oderwania tych ziem od Polski.

Ksiądz Józef Tischner, zmagając się ze skomplikowanymi losami Józefa Kurasia („To były paskudne czasy”), w ostatnich swoich notatkach zapisał: „Czasem trzeba tworzyć mitologie. Wbrew sobie... Uważam, że słusznie broniłem. Czułem pewne zobowiązanie wobec kolegów, którzy byli w partyzantce „Ognia”... Mówiłem, że świat to nie czarne-czarne, białe-białe. Ale dziś uważam, że biali by pewnych rzeczy nie robili”.

Marta Tychmanowicz dla Wirtualnej Polski

Źródła: Bolesław Dereń „Józef Kuraś „Ogień”. Partyzant Podhala” (Warszawa 2007), Maciej Korkuć „Józef Kuraś „Ogień”. Podhalańska wojna 1939–1945” (Kraków 2012), Bartłomiej Kuraś i Paweł Smoleński „Bedzies wisioł za cosik. Godki podhalańskie” (Kraków 2010)

Polub WP Wiadomości
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.