Kobieta zmarła po cesarce. Prokuratura stawia kolejne zarzuty
Pielęgniarki z prywatnej placówki medycznej w Bielsku-Białej usłyszały zarzuty po śmierci 41-letniej kobiety po planowej cesarce. Wcześniej śledczy postawili też zarzuty dwóm lekarzom.
W maju do prywatnego centrum medycznego "Esculap" w Bielsku-Białej trafiła ciężarna kobieta. W wyniku cesarskiego cięcia urodziła chłopca, jednak potem pojawiły się komplikacje. Stan kobiety zaczął się pogarszać, aż w końcu zmarła.
- W trakcie zabiegu nie dopełniono licznych procedur, nie zapewniono opieki ginekologicznej pacjentce, doszło do krwawienia, będącego powikłaniem po porodzie. Pacjentka była powtórnie operowana, ale tego miejsca, z którego następowało krwawienie, nie zabezpieczono w sposób właściwy - mówił w rozmowie z "Faktem" rzecznik prokuratury Paweł Nikiel. Według ustaleń, relaparotomię przeprowadzono dopiero po kilku godzinach.
W listopadzie zarzuty narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślnego spowodowania śmierci pacjentki usłyszeli ginekolog Jarosław K. oraz anestezjolog Andrzej W.
Zarzuty też dla pielęgniarek
Jak podaje TVN24, zarzuty teraz usłyszały też dwie pielęgniarki. Jedna z nich miała rozpocząć operację usunięcia macicy u pacjentki będącej we wstrząsie, zanim na sali pojawił się ginekolog. Zdaniem śledczych, kobieta otworzyła jamę brzuszną pacjentki i odsysała krew, co mogło narazić pacjentkę na niebezpieczeństwo utraty życia. Druga z pielęgniarek usłyszała zarzut fałszowania dokumentacji medycznej.
12 grudnia wojewoda śląski wykreślił bielską prywatną placówkę z podmiotów świadczących usługi medyczne.
Źródło: TVN24, "Fakt"