Karol Nawrocki: Wszystkie zaskoczenia? [OPINIA]
Końcówka roku to dla Prezydenta intensywny czas. Karol Nawrocki zamyka właśnie bardzo udany dla siebie okres. Czy jednak jego dotychczasowa aktywność kogoś zaskoczyła? A jeśli tak – to kogo? - pyta w felietonie dla Wirtualnej Polski dr Barbara Brodzińska-Mirowska.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Dla Karola Nawrockiego był to rok przełomowy, a jego finał okazał się szczególnie pracowity. Czy styl sprawowania urzędu przez nową głowę państwa stanowi dla kogoś niespodziankę? Moim zdaniem największym zaskoczeniem Nawrocki stał się dla samego Jarosława Kaczyńskiego. Przede wszystkim dlatego, że relacje prezydenta z prezesem PiS nie zapowiadają się na "potulne". Nawrocki pozostaje dla szefa Prawa i Sprawiedliwości zagadką. Na razie widać, że sprawnie i relatywnie szybko odnajduje się w realiach trwającej od lat polaryzacji. W jej nowej odsłonie to on jednak, a nie Jarosław Kaczyński, zdaje się wieść prym.
Aktywność Karola Nawrockiego jest w sposób oczywisty nastawiona konfrontacyjnie wobec rządu Donalda Tuska, co akurat prezesowi PiS się podoba. Prezydent od momentu objęcia urzędu wykazuje się konsekwencją: krytykuje gabinet, ofensywnie buduje swoją pozycję i eksperymentuje z przesuwaniem granic, które dość jasno wyznacza Konstytucja. Jednocześnie jednak przenosi ciężar emocji z linii PiS vs. KO na oś Konfederacja vs. KO. Takie działanie w dłuższej perspektywie osłabia PiS, znajdujący się dziś w trudnej sytuacji (o czym pisałam ostatnio dla Wirtualnej Polski), a wzmacnia pozycję Konfederacji i Grzegorza Brauna. Paradoksalnie taki scenariusz docelowo wspiera pozycję Koalicji Obywatelskiej.
Zatem głównym zaskoczonym pozostaje Jarosław Kaczyński. Może to wynikać również z faktu, że Karol Nawrocki znakomicie czuje się w nowej roli i nieźle się w niej odnajduje. Cieszy się wysokim zaufaniem i popularnością, a wizerunkowo jego otoczenie wykonuje dużą pracę.
Przewidywalny paraliż
Zaskoczeń nie ma natomiast w innych aspektach. Pierwsze miesiące kohabitacji z rządem Donalda Tuska nie przyniosły przełomu – to, że sytuacja będzie wyglądać w ten sposób, było jasne już od kampanii wyborczej. Prezydent nie oszczędza rządu ani w słowach, ani w czynach. Jak dotąd chętnie korzysta z prawa weta, zarówno w sprawach mniejszej, jak i większej wagi. Rząd uparcie jednak składa kolejne projekty (nawiasem mówiąc: gdyby równie intensywnie wysyłano je do prezydenta Dudy, być może wynik wyborów prezydenckich byłby inny). Ta trudna kohabitacja ma już realne efekty i w oczywisty sposób wpływa na skuteczność rady ministrów. Tu rząd z różnym skutkiem będzie starał się odbijać piłeczkę, jednak ani premier, ani wyborcy nie są tą sytuacją zdziwieni.
Bez zaskoczeń, choć poważnie, robi się w obszarze spraw międzynarodowych, gdzie wyraźnie słychać już dwugłos "małego" i "dużego" Pałacu. Wykorzystywanie polityki zagranicznej do budowania pozycji na rynku krajowym nie jest ani nowe, ani szczególnie oryginalne. Dobrym przykładem są wydarzenia ostatnich tygodni: z jednej strony prezydent udziela wywiadu z silnymi wątkami dotyczącymi Ukrainy, podkreślając, że państwo to wykazuje zbyt mało wdzięczności. To jasny ukłon w stronę radykalnego wyborcy prawicy. Z drugiej strony przyjmuje z oficjalną wizytą prezydenta Ukrainy, a przebieg tej rozmowy nie wskazuje na bojową postawę prezydenta Nawrockiego. Powstaje wrażenie pewnej dwulicowości, która na rynku krajowym raczej prezydentowi nie zaszkodzi, ale na arenie międzynarodowej może rzutować na jego reputację i wizerunek. Czy jednak jest dla kogokolwiek zaskoczeniem? Wątpię.
Cienka czerwona linia
Rok zatem prezydent kończy zapewne z poczuciem satysfakcji – efekt świeżości wciąż trwa. Myślę jednak, że ofensywna postawa wobec rządu w zasadzie w każdej sprawie może w pewnym momencie zmienić nastroje społeczne. Kluczowe pytanie brzmi: jak zachować tę strategię, nie tracąc przy tym cenionej przez Polaków koncyliacyjności, której oczekuje się od głowy państwa? Moim zdaniem prezydent szybko zbliża się do granicy, za którą przestanie być postrzegany jako silny gracz, a zacznie uchodzić za destruktora paraliżującego państwo w coraz mniej zrozumiałych sprawach. Ta granica jest cienka, a jej przekroczenie może z kolei zafundować zaskoczenie samemu otoczeniu Nawrockiego.
Prof. UMK, dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska dla Wirtualnej Polski