Kaczyński chciał zdjęcie, ale zabrakło Morawieckiego. Prezes PiS szuka nowego terminu
Jarosław Kaczyński czeka na informację, kiedy Mateusz Morawiecki będzie miał czas, by stawić się na kolejnym posiedzeniu ścisłych władz PiS. Prezesowi - jak słyszymy od niektórych rozmówców - zależało, by na posiedzeniu Prezydium Komitetu Politycznego 12 grudnia zrobić wspólne zdjęcie z politykami wszystkich frakcji i w imię "jedności" opublikować je w mediach. Morawiecki pojechał jednak na Podkarpacie.
- Może zrobimy sobie zdjęcie na wigilijnym spotkaniu klubu (we wtorek 16 grudnia wieczorem - przyp. red.). Jeśli nie w czasie świątecznym, to kiedy? - mówi pół żartem, pół serio jeden z polityków PiS.
Plan był taki - opisują nam nasze źródła z PiS - żeby w piątek 12 grudnia na posiedzeniu Prezydium Komitetu Politycznego PiS przy Nowogrodzkiej doprowadzić do pokoju w partii. Jarosław Kaczyński miał wrogim sobie frakcjom przekazać, że od dzisiaj koniec sporów i robienie wszystkiego, by wrócić do władzy - mimo różnic między liderami PiS.
Symbolicznym aktem miało być wspólne zdjęcie, na którym znaleźliby się wszyscy najważniejsi politycy PiS - od Mateusza Morawieckiego, przez Mariusza Błaszczaka i Przemysława Czarnka, po Jacka Sasina, Tobiasza Bocheńskiego czy Patryka Jakiego. Oczywiście na zdjęciu - w roli lidera spajającego wszystkie frakcje - byłby też sam Kaczyński. Fotografia - niektórzy chcieli, by w lekkiej formule selfie - miała trafić do mediów społecznościowych.
Szkopuł w tym, że - jak podkreślają niektórzy politycy PiS - plan się nie powiódł, bo Morawiecki nie stawił się na spotkaniu na Nowogrodzkiej. Był na Podkarpaciu, gdzie od kilku tygodni miał zaplanowane spotkanie z wyborcami i działaczami PIS zorganizowane przez Daniela Obajtka.
Na spotkaniu w podkarpackim Brzozowie była również Beata Szydło (formalnie jeden z wiceprezesów PiS), ale ona - jak pisaliśmy w WP - nie jest zapraszana przez Kaczyńskiego na zebrania najważniejszych polityków PiS w węższym gronie. Tak też było i tym razem.
Oskarżenia o "zdradę"
Kaczyński tego samego dnia - w piątek w południe - ku zaskoczeniom polityków PiS wezwał publicznie Morawieckiego do stawienia się na Nowogrodzkiej (mimo iż wiedział o planowanym wyjeździe na Podkarpacie). - Brak jednej osoby na Podkarpaciu naprawdę nie jest żadnym powodem, żeby na tak ważne spotkanie nie przyjeżdżać. I mam nadzieję, że on jednak przyjdzie - mówił na konferencji o Morawieckim prezes PiS.
Jak przekonywał, "musimy teraz w sposób zdyscyplinowany realizować plan oddziaływania na opinię publiczną, przeprowadzać rozmowy z Polakami, pisać program i powinniśmy to robić razem". - Jestem przekonany, że były premier jest człowiekiem racjonalnym, polskim patriotą - podkreślał Kaczyński, wywierając presję na Morawieckiego.
Przyznał, potwierdzając de facto to, o czym piszemy w Wirtualnej Polsce od kilku tygodni, że są sprawy do wyjaśnienia, które dla partii pozostają problematyczne. Jak ujawniliśmy, w PiS doszło do podziału i wykluczenia Morawieckiego z zespołów programowych partii przez frakcję Sasina, Bocheńskiego i reszty wpływowych polityków PiS (przez niektórych złośliwie nazywanych "maślarzami"). To oni suflowali przez ostatnie tygodnie, że Morawiecki nie ma już szans na bycie premierem. A przynajmniej oni na pewno się na to nie zgodzą.
Na piątkowym spotkaniu PKP - jak słyszymy - znów uderzali w Morawieckiego, a bronili go m.in. Ryszard Terlecki i Piotr Gliński.
Niektórzy wewnętrzni przeciwnicy zarzucają też Morawieckiemu, że ten rzekomo chce opuścić PiS, dokonać rozłamu w partii i założyć nową. Wedle naszych informacji, były premier nie ma takich planów. We wtorek organizuje natomiast "małą wigilię" dla polityków związanych z jego środowiskiem. To będzie wigilia tuż po klubowej wigilii PiS, o czym jako pierwszy pisał Onet.
Nie wywołało to entuzjazmu niektórych w PiS, którzy znów doszukiwali się chęci podgrzania atmosfery. Ale złe emocje podsycają w formacji politycy partii rządzącej.
- Znam ludzi, z którymi Morawiecki współpracuje. Są ludzie (z otoczenia Morawieckiego), którzy do nas również puszczają oko. Nieformalnie mówią, że ten PiS to wcale nie tylko Kaczyński, ale też pragmatycy z otoczenia Morawieckiego. Nie podam nazwisk, nie chcę wydawać informatorów. Ale każdy scenariusz jest możliwy - powiedział w programie "Tłit" Wirtualnej Polski europoseł KO Borys Budka.
Prezes PiS chciał przeciąć wreszcie ten temat. Kaczyński publicznie, na konferencji - a także na zamkniętym posiedzeniu PKP - przyznał, że dziś jest za wcześnie, by ogłaszać, kto będzie nowym premierem. Kilka miesięcy temu sugerował, że będzie to Morawiecki, a potem, że - być może - Przemysław Czarnek.
Wielu naszych rozmówców z PiS uważa te publiczne dywagacje za jałowe i szkodzące partii. Narzeka też na słabnące notowania i rosnące w siłę Konfederację oraz formację Grzegorza Brauna.
- Sondaże sondażami, ale większy problem jest z tym, że nikt za bardzo nie wie, jak ruszyć do przodu, co zmienić, nie ma pomysłu z gwarancją, że pójdzie to ku lepszemu - żali się jeden z polityków PiS.
Rozjazd w sprawie Brauna
Sam Kaczyński uznaje Brauna za zagrożenie, choć linia partii w tej sprawie zmieniała się. I to w ciągu zaledwie kilku dni. - Jeśli wyborcy zdecydują, że partia Grzegorza Brauna znajdzie się w parlamencie, i okaże się, że bez tej partii nie da się zrobić większości, to pewnie wtedy trzeba będzie poważnie się nad tym zastanowić, a nie mówić "nie, bo nie" - przyznał w TVN24 Jacek Sasin.
Nie wszyscy się z nim zgodzili. - Nie trzeba wybierać między dżumą a cholerą - przyznał Radosław Fogiel w TVP. Kolejny poseł PiS, bliski Morawieckiemu, Janusz Cieszyński, dodał w Polsat News: - Myślę, że nie ma żadnego obowiązku, żeby wybierać pomiędzy tym, czy obetnie mi pan lewą nogę, czy prawą nogę. Chcę obie mieć dalej i wyjść ze studia.
W Brauna uderzył jednak w końcu sam Kaczyński, nie pozostawiając wątpliwości, jaki ma do niego stosunek. - To człowiek, który w stosunku do Holokaustu wszedł na pole negacjonizmu. Znalazł się on poza jakąkolwiek możliwością uczestniczenia w polityce, zarówno w Polsce, i, mam nadzieję, że w cywilizowanym świecie - powiedział na konferencji.
Dodał, że PiS jest zainteresowany "odbiciem części zdezorientowanych wyborców Brauna". O tym właśnie pisaliśmy niedawno w Wirtualnej Polsce.
Michał Wróblewski, dziennikarz Wirtualnej Polski