wp

Jerzy Byczyński: nie możemy siedzieć z założonymi rękami, kiedy nas szkalują

– Chciałbym wierzyć, że to przypadek i ignorancja, ale, niestety, widać tu znamiona zaplanowanej akcji – mówi Jerzy Byczyński. Z prezesem organizacji Patriae Fidelis, która zorganizowała protest pod siedzibą BBC w Londynie przeciwko planom emisji przez stację antypolskiego filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”, rozmawia Piotr Gulbicki, korespondent Wirtualnej Polski z Londynu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jerzy Byczyński: nie możemy siedzieć z założonymi rękami, kiedy nas szkalują
(WP.PL, Fot: Łukasz Szełemej)

WP: Było nieźle.

Jerzy Byczyński: Uważam nawet, że bardzo dobrze. Akcja odbiła się szerokim echem – przyszło ponad sto osób, zarówno ludzi młodych, jak i starszych, przedstawicieli różnych polonijnych środowisk i organizacji. Poparcia udzieliła nam pani prezydentowa Karolina Kaczorowska oraz Ambasada Polska w Londynie – chociaż ta ostatnia bardziej moralnie, zapowiadając własne działania kanałami dyplomatycznymi. Jak na dzień powszedni i przedpołudniową godzinę frekwencja dopisała.

wp

WP: Można było wybrać bardziej dogodny termin…

- Chodziło nam przede wszystkim o dotarcie do pracowników BBC, a właśnie o takiej porze, w takim dniu, jest ich w pracy najwięcej. I rzeczywiście, wielu dziennikarzy wychodziło z budynku, interesowało się naszym protestem. Tłumaczyliśmy im o co chodzi, wręczyliśmy też petycję przedstawicielce kierownictwa stacji, z podpisami przeciwko emisji filmu.

WP: Trudno przypuszczać, że BBC zrezygnuje ze swoich planów.

- Nie twierdzę, że tak się stanie, natomiast nie możemy siedzieć z założonymi rękami, kiedy się nas szkaluje. Musimy pokazywać, że nie zgadzamy się na propagowanie oszczerstw, że stanowimy zwartą siłę. Dzięki takim filmom i w wyniku naszej bierności na świecie mówi się o polskich obozach koncentracyjnych, a Polaków przedstawia w gorszym świetle niż faktycznych sprawców zbrodni. Trudno się potem dziwić, że ludzie na Zachodzie wchłaniają taką spreparowaną papkę, robiącą im wodę z mózgów.

wp

Nawet jeśli nie uda nam się zapobiec emisji tego obrazu, będziemy się starać, żeby przed jego projekcją zostało jasno zaznaczone, że jest to fikcja, niemająca wiele wspólnego z rzeczywistością. Dobrze, gdyby towarzyszył temu film dokumentalny, pokazujący jak było naprawdę; może debata historyków.

WP: Film wpisuje się w szerszy antypolski kontekst.

- Chciałbym wierzyć, że to przypadek i ignorancja, ale, niestety, widać tu znamiona zaplanowanej akcji. Zauważmy, że to właśnie Polska jest pod największym ostrzałem mediów, nawet jawnych sojuszników Hitlera nie traktuje się w ten sposób. Chce się na nas zrzucić odpowiedzialność – bo za tym idą odszkodowania finansowe, a także moralne odium. Narodowi, który pierwszy stał się ofiarą niemieckiej agresji, który poniósł ogromne straty, który na dużą skalę ratował Żydów, dziś przypina się łatkę zbrodniarzy i kolaborantów. W sprawie filmu będziemy zbierać podpisy, zamierzamy w tę akcję zaangażować jak najszersze grono Polaków. Jeśli nawet teraz się nie uda, będzie to procentować na przyszłość.

WP: Patriotyzm nie jest obecnie w cenie.

wp

- Przez całe lata wiele robiono, żeby go ośmieszyć, wykpiwano takie pojęcia jak Bóg, Honor, Ojczyzna. Na szczęście ostatnio coraz więcej ludzi budzi się z letargu. W nich jest przyszłość – również tu, na Wyspach.

WP: Patriae Fidelis odwołuje się do spuścizny myśli narodowej.

- Głównie, chociaż czerpiemy również z dorobku innych wielkich patriotów żyjących na emigracji – Mickiewicza, Lelewela, Chopina, Czartoryskiego… Stawiamy na ideę pracy u podstaw, stąd wiele naszych działań bazuje na myślicielach z czasów zaborów i okresu międzywojennego.

Działamy dopiero od półtora roku, ale prężnie się rozwijamy. Organizujemy spotkania, prelekcje, wykłady. Uczestniczymy w obchodach świąt narodowych, sprzątamy polskie groby na brytyjskich cmentarzach. Są u nas głównie ludzie młodzi, studenci. Ale nie tylko.

wp

WP: Polacy są jedną z najliczniejszych grup narodowościowych w Wielkiej Brytanii, jednak nie przekłada się to na ich realny wpływ na tutejszą rzeczywistość.

- Niestety, nie działamy w zwartej grupie, nie wspieramy się nawzajem – jak to jest w przypadku innych mniejszości. A przez to jesteśmy chłopcem do bicia. Gdyby nasi prawnicy od razu reagowali na oszczerstwa, jakie ukazują się w mediach, te nie czułyby się tak bezkarne. Zorganizowana grupa nacisku oraz wysokie kary finansowe, a nie tylko sprostowania, są najlepszą drogą do położenia tamy kłamstwom.

WP: Polskich prawników w Wielkiej Brytanii nie brakuje.

- Ale nie działają wspólnie. Zresztą nie tylko oni. Ludzie, nawet ci wykształceni, którym się powiodło, nie chcą angażować się społecznie.

wp

WP: Bo?

- Bo brakuje nam elit. Te prawdziwe zostały wymordowane w czasie II wojny światowej, a obecne tzw. „elity” są emanacją umowy Okrągłego Stołu. Nieprzypadkowo nie było w Polsce lustracji, dekomunizacji, rozliczeń za komunistyczne zbrodnie. Efekty tego są widoczne na każdym kroku.

Oczywiście, nie brakuje ludzi prawych, ale albo nie są oni w stanie przebić się przez wszechobecny układ, albo stoją z boku. Odbiciem tego, co dzieje się w kraju, jest Polonia brytyjska. Chociaż, mam wrażenie, że ostatnio sytuacja się zmienia. Powoli, oddolnie, odkrywamy nasze korzenie. Inka, Łupaszka, Pilecki... Do niedawna mało kto o nich słyszał, teraz dla wielu są bohaterami. Musimy czerpać z ich spuścizny, być dumni z naszych dziejów. Nie od dziś wiadomo, że historia jest nauczycielką życia.

WP: Polacy odnajdują się na Wyspach?

- Coraz bardziej. Stereotyp Polaka hydraulika czy budowlańca powoli ewoluuje. Wzrasta liczba osób, które uczą się języka, kształcą się, chcą realizować nowe wyzwania. Coraz więcej rodaków realizuje się w swoich zawodach, pracuje w dobrych firmach, na dobrych stanowiskach.

WP: To idzie w parze ze wzrostem patriotyzmu?

- Nie zawsze. Wielu emigrantów jest zrażonych – nie tyle do Polski, co do państwa polskiego. Bo zdecydowana większość z nich nie miała wyboru. Setki tysięcy młodych, wykształconych ludzi, chcąc nie chcąc musiało wyjechać z kraju, de facto zostali z niego wypchnięci. Na obczyźnie starają się ułożyć sobie życie, a nie jest to bynajmniej łatwy kawałek chleba.

WP: Coraz więcej Brytyjczyków ma dość przybyszów z zagranicy. Bo zabierają pracę, bo harują za najniższe stawki, bo wyłudzają zasiłki…

- Projekt pełnego multikulturalizmu nie zdał egzaminu, co przyznał nawet premier Cameron. Zbliżają się wybory, poszczególne partie, i to nie tylko te skrajne, głoszą różne hasła – często populistyczne, uderzające w imigrantów. Politycy wyczuwają barometr nastrojów społecznych, dlatego nie można bagatelizować problemu. Może się to skończyć wydaleniem z Wysp tych grup imigrantów, które nie chcą integrować się z tutejszym społeczeństwem. Nie chodzi tu bezpośrednio o Polaków, ale rykoszetem może uderzyć to również w nich.

Z Londynu dla WP.PL Piotr Gulbicki

Polub WP Wiadomości
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.