Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Wojskowi o najważniejszym elemencie ustaleń ze spotkania w Berlinie
Stany Zjednoczone miały zadeklarować gotowość do militarnej odpowiedzi wobec Rosji, jeśli ta po zawarciu pokoju ponownie zaatakowałaby Ukrainę. - Jeśli to zobowiązanie zostanie potwierdzone bezpośrednio przez prezydenta Donalda Trumpa, będzie miało fundamentalne znaczenie - mówi WP płk rez. Piotr Lewandowski, który podkreśla, że na wojnie jest blisko "przesilenia".
Po szczycie pokojowym w Berlinie premier Donald Tusk relacjonował, iż amerykańscy negocjatorzy wprost wskazali, że naruszenie warunków ewentualnego zawieszenia broni przez Rosję spotka się z reakcją militarną USA.
- Po raz pierwszy usłyszałem to z ust amerykańskich negocjatorów. Steve Witkoff był jednoznaczny: Ameryka zaangażuje się w gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy w taki sposób, że Rosjanie nie będą mieli wątpliwości, iż odpowiedź USA będzie militarna - powiedział premier Tusk. Jego wypowiedź jako jeden z ważniejszych wątków podchwyciły media w Ukrainie.
Również zdaniem wojskowych analityków, którzy rozmawiali z Wirtualną Polską, to najsilniejsze i najbardziej jednoznaczne zobowiązanie bezpieczeństwa, jakie administracja Trumpa przedstawiła Ukrainie.
Polscy eksperci wojskowi: to dobra wiadomość
Gwarancje miałyby być udzielone "w stylu artykułu 5. NATO", a wątek pojawił się podczas rozmów w Berlinie między Stevem Witkoffem - specjalnym wysłannikiem i współpracownikiem prezydenta USA - a przedstawicielami Ukrainy oraz państw europejskich.
Przypomnijmy, że Trump wywierał presję na prezydenta Ukrainy Wołodymra Zełenskiego, by ten zaakceptował 20-punktowy plan, mający zakończyć wojnę rozpoczętą przez Rosję. Oferta zawiera nieformalne ultimatum: przyjęcie jej teraz albo ryzyko, że kolejna propozycja będzie znacznie mniej korzystna.
- Amerykanie po raz pierwszy wspomnieli o jakimkolwiek zbrojnym zaangażowaniu i to jest bez wątpienia dobra wiadomość - komentuje dla WP płk Piotr Lewandowski, weteran misji w Iraku i Afganistanie oraz analityk wojny w Ukrainie.
- Poprzednia administracja USA była w tej kwestii skrajnie ostrożna, a temat militarnych gwarancji raczej przemilczano. Dziś słyszymy coś zupełnie nowego, choć nadal nie z pierwszej ręki, lecz przez relację premiera Tuska i nieoficjalne przecieki - dodaje ekspert.
- Chciałbym jednak usłyszeć jednoznaczne potwierdzenie tego stanowiska bezpośrednio z ust amerykańskiego prezydenta. Trzeba pamiętać, że administracja Trumpa bardzo często wysyłała niespójne sygnały: najbliżsi współpracownicy mówili jedno, a chwilę później sam prezydent przedstawiał zupełnie inne stanowisko - zaznacza płk Lewandowski.
W podobnym tonie wypowiada się gen. Mieczysław Bieniek, były zastępca dowódcy w Sojuszniczym Dowództwie Transformacyjnym NATO. Jak zaznacza, deklaracje dotyczące ewentualnej militarnej reakcji USA to najważniejszy element ustaleń ze spotkania w Berlinie.
Generał zastrzega jednak, że nie chce szerzej ich komentować, dopóki nie pojawi się więcej szczegółów dotyczących pozostałych inicjatyw, w tym możliwej misji wojskowej państw europejskich, która miałaby nadzorować ewentualne zawieszenie broni.
Wołodymyr Zełenski czeka na pięć dokumentów
Po rozmowach w Berlinie prezydent Ukrainy poinformował, że ich efektem ma być pięć dokumentów. Część z nich - jak zaznaczył - dotyczy gwarancji bezpieczeństwa.
- Liczymy na pięć dokumentów. Niektóre z nich dotyczą gwarancji bezpieczeństwa, prawnie wiążących, czyli przegłosowanych i zatwierdzonych przez Kongres Stanów Zjednoczonych. Jest tam piąta poprawka "jak w NATO", czyli odpowiednik artykułu 5. I nad tym będzie głosował Kongres. Są w tej sprawie porozumienia i to jest bardzo ważne - powiedział Zełenski.
Jednocześnie Zełenski oświadczył, że Ukraina nie zaakceptuje żadnej formy uznania rosyjskiej okupacji Donbasu. Tymczasem - według doniesień medialnych - podczas rozmów w Berlinie amerykańscy negocjatorzy Steve Witkoff i Jared Kushner mieli naciskać na stronę ukraińską, by zgodziła się na oddanie kontrolowanej przez siebie części tego regionu.
Koniec wojny w przyszłym roku?
Zdaniem płk. Lewandowskiego właśnie ten wątek, czyli formalny układ pomiędzy Ukrainą a Stanami Zjednoczonymi ma kluczowe znaczenie.
- Jeszcze ważniejsze jest jednak to, że Ukraina najwyraźniej zmierza w stronę pogodzenia się z utratą części terytorium. Moim zdaniem, konflikt może zakończyć się w przyszłym roku ustanowieniem strefy demarkacyjnej, z wycofaniem wojsk obu stron - ocenia.
Jak jednak dodaje weteran misji w Iraku i Afganistanie, nie oznaczałoby to trwałego pokoju. - Tego typu strefy bardzo często stają się pretekstem do dalszej destabilizacji. Nie wierzę, by Rosja przestrzegała takich ustaleń - zaznacza wojskowy.
Kryzys kadrowy armii Ukrainy
Płk Lewandowski zwraca też uwagę na pogarszającą się sytuację kadrową ukraińskiej armii.
- Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku dojdzie do przesilenia. Ukraina nie ma dobrego wyjścia. Poziom dezercji pod koniec tego roku był najwyższy od początku wojny - mówi, wskazując na szacunki mówiące nawet o 40 tys. przypadków.
- Przy jednoczesnych deklaracjach władz o wcielaniu około 30 tys. żołnierzy miesięcznie to wciąż za mało. Realnie Ukraina jest w stanie wystawić do walki maksymalnie około 300 tys. żołnierzy. Przy długości frontu i liczebności sił rosyjskich oznacza to problemy z jego utrzymaniem - ocenia analityk.
I jak podkreśla, Rosja nieprzypadkowo prowadzi działania ofensywne na wielu kierunkach jednocześnie. - To uniemożliwia Ukraińcom koncentrację sił. Efekt widzieliśmy choćby ostatnio: mimo chwilowego sukcesu pod Kupiańskiem, Ukraina niemal bez walki straciła Siewiersk - miasto, które broniło się od lipca 2022 r. - podsumowuje płk Lewandowski.
Wsparcie potrzebne bardziej niż kiedykolwiek
We wtorek, podczas przemówienia w parlamencie w Hadze, prezydent Ukrainy podkreślił, że wsparcie sojuszników jest dziś dla Kijowa równie ważne jak na początku rosyjskiej inwazji w 2022 r. Zaznaczył, że sprawiedliwość musi być kluczowym elementem zakończenia wojny i ponownie wezwał do rozliczenia Rosji za wyrządzone szkody.
Wcześniej oświadczył, że Kijów popiera pomysł zawieszenia broni, w szczególności w okresie świąt Bożego Narodzenia. Kreml się jednak na to nie godzi.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski