Gangrena wraca na front. "Powikłania, jakich nie widział nikt żyjący"
Na froncie w Ukrainie lekarze coraz częściej stwierdzają u żołnierzy gangrenę, groźną chorobę, która na Zachodzie została całkowicie wyeliminowana - donosi brytyjski "The Telegraph". - Widzimy powikłania ran, jakich nie obserwował żaden żyjący dziś człowiek w sytuacji wojennej - mówi jeden z wolontariuszy.
Najważniejsze informacje:
- Lekarze zgłaszają coraz więcej przypadków gangreny u rannych żołnierzy na froncie w Ukrainie.
- Ataki dronowe utrudniają ewakuację i dostęp do nowoczesnego leczenia oraz diagnostyki.
- Nieleczona infekcja ma śmiertelność bliską 100 proc.
Ranni często trafiają do podziemnych bunkrów i piwnic, gdzie trudno o chirurgiczne oczyszczanie ran i szybkie badania mikrobiologiczne. To warunki, w których zakażenia rozwijają się szybciej i są trudniejsze do opanowania.
Gangrena to infekcja beztlenowa wywoływana głównie przez bakterie rodzaju Clostridium. Odsetek takich zakażeń w warunkach wojennych spadł z ok. 5 proc. w czasie wojny w Wietnamie do ok. 0,1 proc. obecnie. Na ukraińskim froncie trend się odwraca, bo brakuje szybkiego transportu do placówek z zapleczem operacyjnym i laboratoriami.
Objawy pojawiają się po kilku dniach od urazu: obrzęk, zaczerwienienie, pęcherze z gazem i ropą o silnie nieprzyjemnym zapachu. Choroba postępuje błyskawicznie i bez leczenia kończy się śmiercią.
- To skrajnie zagrażająca życiu infekcja: nieleczona ma śmiertelność bliską 100 procent - tłumaczyła w rozmowie z "The Telegraph" dr Lindsey Edwards z King’s College London.
Zobacz też: Scena jak z filmu akcji. Moment brawurowego ataku w powietrzu
Jakie są możliwości leczenia gangreny na froncie?
Standard leczenia to chirurgiczne oczyszczanie rany i dożylne antybiotyki. W schronach precyzyjne zabiegi bywają niewykonalne, a wykonanie posiewu graniczy z cudem.
Medycy sięgają więc po preparaty o szerokim spektrum działania.
- Widzimy coraz więcej ludzi z obrażeniami, które normalnie dałoby się przeżyć (...), a którzy umierają w terenie - mówił brytyjskiemu dziennikowi Alex, który jest na froncie wolontariuszem. - Widzimy powikłania ran, jakich nie obserwował żaden żyjący dziś człowiek w sytuacji wojennej - dodaje.
Przeczytaj też: USA szykują się do wojny z Wenezuelą? Ekspert kreśli scenariusze
Lekarze podkreślają, że część pacjentów trafia do nich dopiero po kilku tygodniach od urazu. To opóźnia rozpoczęcie właściwej terapii i zwiększa ryzyko powikłań.
Źródło: The Telegraph/TVN24