Emigracja niszczy rodzinę. Polacy w Wielkiej Brytanii są rozczarowani

W Polsce pracował w szkole, w Londynie zarabia na życie myjąc okna. Ale to też zajęcie niepewne, klientów w dobie kryzysu jest coraz mniej. A konkurencja duża. - Często pytam sam siebie - co ja tutaj robię? - Andrzej nie ukrywa, że nie tak wyobrażał sobie emigracyjną przygodę.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Emigracja niszczy rodzinę. Polacy w Wielkiej Brytanii są rozczarowani
(AFP, Fot: Justin Tallis)

Podobne pytanie zadaje sobie wielu polskich emigrantów. Wyjeżdżali pełni nadziei. Miała być dobra praca, nowe perspektywy i przyzwoite pieniądze, dzięki którym będzie można ustawić się w życiu. A jest szara rzeczywistość. Niektórym udało się odnaleźć na brytyjskim rynku, pracują we własnych zawodach, spełniają marzenia. Jednak większość nadrabia dobrą miną. Odbija się to nie tylko na psychice ich, ale także ich najbliższych.

Duchowa i fizyczna samotność

Schemat jest ten sam, trzeba zaczynać wszystko od początku. Zetknięcie z odmienną kulturą, obyczajami, prawem. A przede wszystkim bariera językowa. To sprawia, że wielu przybyszów znad Wisły ma kłopoty ze znalezieniem się w nowej sytuacji. Do tego dochodzi praca daleka od wyobrażeń, warunki mieszkaniowe poniżej spodziewanych, a także oczekiwania finansowe bliskich pozostałych w kraju, którym często trudno sprostać.

To prowadzi do samotności - duchowej i fizycznej. A efektem tego jest poszukiwanie bliskiej osoby, przygodne kontakty seksualne, czy nieciekawe towarzystwo. Bywa, że wiąże się ono z alkoholem bądź innymi używkami.

Seksuolog Grażyna Czubińska, założycielka i dyrektor Polskiego Centrum Zdrowia Seksualnego w Londynie, przyznaje, że problemy się nasilają. Prowadzona przez nią placówka na brak klientów nie narzeka. - Życie na odległość niesie za sobą poważne konsekwencje. Emigracja, kiedy jeden z partnerów zostaje w kraju, uderza w rodziny i związki, co niejednokrotnie kończy się ich zerwaniem - mówi Czubińska.

"Co ja tutaj robię?"

35-letni Marek pochodzi z Lublina, w Londynie mieszka od czterech lat. Teraz już razem z żoną i synem, których sprowadził na Wyspy w ubiegłym roku. - Po trzech latach oddzielnego życia wiedziałem, że aby utrzymać rodzinę oni muszą przyjechać do mnie, albo ja muszę wrócić od Polski. Dłużej na odległość nie dało się żyć, odbijało się to na psychice mojej i najbliższych - przyznaje Marek, podkreślając, że praktycznie nie miał wyboru. Żona straciła pracę pielęgniarki, a przed nim, ekonomistą po lubelskim UMCS-ie, nie było w kraju ciekawych perspektyw. W Londynie rozwozi kanapki do sklepów. Nie zarabia kokosów, ale daje się przeżyć.

Marek uratował swoją rodzinę, jednak wielu emigrantom się to nie udało. Według szacunków, jedna trzecia małżeństw rozpada się właśnie z powodu emigracyjnej rozłąki. Podobnie jest w przypadku związków nieformalnych.

Dobrze ilustruje to przypadek Andrzeja. W Polsce był nauczycielem, polonistą, w Londynie zmywa okna. - Kiedy wyjeżdżałem ze Słupska przyrzekaliśmy sobie z dziewczyną, że nic nas nie rozłączy, że to tylko okres przejściowy. Ale po roku ona stwierdziła, że nie umie tak żyć, że jest w ciąży z innym mężczyzną. To był dla mnie szok, ledwo się pozbierałem - opowiada Andrzej. Jak dodaje, często stojąc na drabinie i szorując okna zadaje sobie pytanie: "Co ja tutaj robię?".

Kiedy puszczają hamulce

Poradnie - psychologiczne, psychiczne, seksuologiczne. W Londynie jest, w czym wybierać. Coraz częściej korzystają z nich również Polacy. Specjaliści twierdzą, że podstawą złagodzenia dolegliwości związanych z "życiem w rozkroku", między Polską a Anglią, są częste kontakty z rodziną. Telefon, skype, maile... A najlepiej spotkania twarzą w twarz.

Równie ważne jest nakreślenie planu - jestem na Zachodzie dwa, czy trzy lata, realizuję konkretny cel, wracam. Albo zostaję i ściągam najbliższych. Rozłąka powoduje, że związki na odległość na dłuższą metę trudno utrzymać, konflikty narastają.

Żyjąc w pojedynkę często puszczają hamulce, ludzie szukają odreagowania. Przygodne znajomości powodują, że rośnie niebezpieczeństwo zarażenia chorobami wenerycznymi. Według ostatnich badań, w Wielkiej Brytanii żyje niemal 100 tysięcy nosicieli wirusa HIV, z czego jedna czwarta z nich nie zdaje sobie z tego sprawy.

- Seks, czy szerzej seksualność, jest integralną częścią życia. Przychodzą do nas ludzie z różnymi problemami, kobiety i mężczyźni, przedstawiciele różnych profesji. Głównie w wieku 20 - 40 lat. Czasami dzwonią też osoby starsze, szukające pomocy dla swoich dorosłych dzieci - opowiada Grażyna Czubińska, dodając, że Anglia, a konkretnie Londyn, jest specyficznym środowiskiem. Wszechobecna na każdym kroku multikulturowość powoduje, że Polacy stają się bardziej otwarci, nie mają obaw przed szukaniem pomocy i porad. Również w sprawach seksu, który często bywa, szczególnie w Polsce, tematem tabu.

Z Londynu dla WP.PL Piotr Gulbicki

Polub WP Wiadomości
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.