Trump zapowiada odwet po śmierci trzech Amerykanów. Są działania
Prezydent Donald Trump ogłosił, że USA przeprowadzą "bardzo poważny" odwet po ataku w Syrii, w którym zginęło dwóch żołnierzy i amerykański cywil. Jak donosi syryjska telewizja, są już pierwsze zatrzymania w Palmyrze.
Najważniejsze informacje:
- Dwóch żołnierzy USA i amerykański cywil zginęli w ataku w rejonie Palmyry; trzech wojskowych zostało rannych.
- Donald Trump zapowiedział „bardzo poważny" odwet i wskazał na odpowiedzialność ISIS.
- Pentagon potwierdził, że celem byli żołnierze zaangażowani w operacje antyterrorystyczne; napastnik zginął.
Z ustaleń dziennikarzy Syria TV wynika, że w sobotni wieczór siły syryjskie i amerykańskie wkroczyły do dwóch dzielnic w Palmyrze. Aresztowane zostały co najmniej trzy osoby.
Wcześniej, jak przekazał w rozmowie z "Wall Street Journal" amerykański urzędnik, Waszyngton wysłał nad Palmyrę dwa myśliwce F-16. Celem miała być demonstracja siły USA.
Trump zapowiada odwet
W wyniku ataku w centralnej Syrii, w pobliżu Palmyry, zginęło dwóch żołnierzy USA i amerykański tłumacz. Trzech kolejnych żołnierzy zostało rannych i trafiło do garnizonu al-Tanf przy granicy z Irakiem i Jordanią. Syryjskie władze przekazały, że ucierpieli też funkcjonariusze lokalnych służb.
W reakcji na atak Donald Trump zapowiedział "bardzo poważny" odwet. W poście na platformie Truth Social oświadczył, że był to "atak ISIS na Amerykanów i Syrię", w szczególnie niebezpiecznym rejonie kraju. Podczas rozmowy z dziennikarzami dodał, że syryjski prezydent Ahmed asz-Szaraa jest „zdruzgotany” wydarzeniami, a wojska Syrii walczą u boku sił USA. Trump zaznaczył, że stan trzech rannych żołnierzy „wydaje się dość dobry”.
Głos zabrał też rzecznik Pentagonu Sean Parnell. Potwierdził, że zabity cywil był amerykańskim tłumaczem, a atak wymierzono w żołnierzy prowadzących operacje antyterrorystyczne w regionie. Podkreślił, że sprawę badają służby. Napastnik został zastrzelony na miejscu.
Syryjska agencja SANA podała, że do strzelaniny doszło przy bramie posterunku wojskowego niedaleko Palmyry. Rzecznik MSW Syrii Nur ad-Din al-Baba mówił w państwowej telewizji, że strzelał mężczyzna powiązany z ISIS. Wskazał, że napastnik był członkiem formacji bezpieczeństwa na pustyni, nie zajmował jednak stanowiska dowódczego. Według al-Baby oceniano wcześniej, że mógł wyznawać skrajne poglądy.
Amerykańscy urzędnicy, pytani o możliwe związki napastnika z syryjskimi służbami, nie potwierdzili tego. Jeden z przedstawicieli Pentagonu stwierdził, że atak miał miejsce w obszarze, nad którym syryjski prezydent nie sprawuje pełnej kontroli.
USA utrzymują wschodnią i południowo-wschodnią Syrię w stałej obecności wojskowej w ramach koalicji przeciw ISIS.
Gubernator stanu Iowa Kim Reynolds przekazała, że nazwiska poległych żołnierzy zostaną podane po powiadomieniu rodzin. Senator Joni Ernst poinformowała, że ofiary służyły w Gwardii Narodowej Iowa. Z kolei sekretarz obrony USA Pete Hegseth ostrzegł sprawców: "Niech będzie jasne: jeśli zaatakujesz Amerykanów — gdziekolwiek na świecie — resztę swojego krótkiego, niespokojnego życia spędzisz ze świadomością, że Stany Zjednoczone cię wytropią, znajdą i bezlitośnie zabiją" - oświadczył na platformie X.
Źródło: Associated Press, Syria TV, WP