WP
Zamieszczone na stronach internetowych portalu WP.PL materiały sygnowane skrótem "PAP" stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazami danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie, chronionych przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez WP.PL na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Agora: niech J. Kaczyński przeprosi za "Trybunę Ludu"

Przeprosin i wpłaty 50 tys. zł na cel
społeczny żąda Agora, wydawca "Gazety Wyborczej", od Jarosława
Kaczyńskiego za jego słowa o związkach Agory z postkomunistyczną
oligarchią oraz za porównanie "GW" do "Trybuny Ludu" z 1953 r.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Agora: niech J. Kaczyński przeprosi za "Trybunę Ludu"
(PAP)
WP

Proces cywilny z powództwa Agory ruszył przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Na rozprawie dochodziło do licznych spięć słownych między pełnomocnikami obu stron, których sędzia musiała uspokajać. Sam pozwany nie stawił się (nie ma takiego obowiązku, a sąd go nie wzywał).

We wrześniu 2007 r. Kaczyński - wówczas premier - powiedział "Rzeczypospolitej": państwo chyba nie czytają "Gazety Wyborczej". To, co się tam wyprawia, to "Trybuna Ludu" z 1953 r. Atak na nas przekracza wszelką miarę. Barańskiego (Marek Barański, dziennikarz TVP w PRL, później w "NIE" i "Trybunie" - PAP) potrafią zostawić w tyle. Agora nie może nie mieć związków z oligarchią, jeżeli jest wydawnictwem na dużą skalę, a w Polsce gospodarka w niemałej części jest w rękach postkomunistycznych oligarchów. I w związku z tym zamówienia na ogłoszenia, reklamy, promocje są w ich rękach - mówił szef rządu.

Powiedział też, że zła prasa, "w wielkim skrócie myślowym i z uwzględnieniem wszystkich wyjątków, jest po prostu wynikiem złych stosunków mojego rządu z oligarchią. Zdecydowana większość mediów jest w istocie pod kontrolą oligarchii". Spytany, czy Axel Springer, Edipresse lub Agora są pod taką kontrolą, J. Kaczyński odparł: według mojego rozeznania w niemałej mierze tak. W przypadku Agory dochodzi do tego czynnik bardzo intensywnie ideologiczny. To środowisko ma silną wolę panowania ideologicznego w kraju, co się mu przez lata udawało z fatalnym skutkiem dla Polski. Ale żeby było jasne - obawiam się, że związki finansowe Agory z układem oligarchicznym w Polsce też istnieją. Na pytanie czy ma taką wiedzę, czy tylko przypuszcza, J. Kaczyński odparł: przypuszczam. Nie potrafię w tej chwili państwu zilustrować tego przykładami.

WP

"Wypowiedzi premiera Kaczyńskiego dotyczące spółki miały charakter zniesławiający i bezprawnie godziły w jej dobre imię" - oświadczyła wtedy Agora, zapowiadając pozew. Żąda odwołania zarzutów oraz przeprosin Agory na łamach "Rzeczpospolitej" i wpłaty 50 tys. zł na ośrodek dla niewidomych w Laskach.

Pełnomocnik pozwanego mec. Antoni Łepkowski mówił przed sądem, że w sprawie powinien zeznawać J. Kaczyński, czemu przeciwny był prawnik Agory mec. Piotr Rogowski. Pozwany wyjaśni, jakie miał intencje porównując "GW" do "TL", która była wydawana legalnie - przekonywał mec. Łepkowski, dodając że to był tylko "skrót myślowy". Każdy obywatel ma prawo do oceny tytułu prasowego, do porównań z innymi tytułami i jego następcami - oświadczył.

To zadziwiająca linia obrony - replikował mec. Rogowski. Spytał retorycznie, czy byłoby obraźliwe dla pozwanego, gdyby go ktoś porównał do Stalina lub Hitlera, którzy też "działali legalnie". Dla J. Kaczyńskiego, jak ktoś daje ogłoszenie w gazecie, wchodzi tym samym w związek finansowy z jej właścicielem - mówił mec. Rogowski. Czy z tego powodu pan Kaczyński nie ma konta w banku, by ktoś mu nie zarzucił, że ma "związek finansowy" z właścicielem banku? - ironizował adwokat Agory. Stałe transakcje handlowe powodują istnienie związku- odciął się mec. Łepkowski.

Mec. Rogowski wnosił by sąd nie przesłuchiwał świadka pozwanego, b. wicepremiera Romana Giertycha i członka sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen. Mecenas chciał by sąd już wydał wyrok.

WP

Komisja żądała w 2005 r. od Agory dokumentacji na temat jej reklamodawców. Agora odmówiła, dowodząc, że komisja Sejmu nie ma prawa kontrolować prywatnego podmiotu, a żądane akta obejmuje tajemnica handlowa.

Według Rogowskiego, Giertych to niewiarygodny świadek, bo na mocy wyroku sądu przeprosił już Agorę za swe sugestie, jakoby brała ona udział w korupcyjnym procederze w związku z pozyskiwaniem w latach 2002-2004 reklam m.in. Kulczyk Holding, Larchmont Capital, J&S i PKN Orlen.

Sąd dopuścił jednak Giertycha jako świadka. Ten powiedział, że nie może mówić o powodach wniosku komisji do Agory, bo sprawa jest otoczona tajemnicą państwową, gdyż akta sprawy przesłała komisji m.in. ABW.

Wtedy mec. Łepkowski wniósł by sąd wystąpił do marszałka Sejmu o zwolnienie Giertycha z tajemnicy państwowej. "Pozwany mógł zatem przypuszczać o związkach podmiotów gospodarczych z Agorą" - argumentował.

WP

Wnioskowi temu sprzeciwił się mec. Rogowski, uznając, że ma on na celu przedłużanie procesu. Kłamstwa Kaczyńskiego nie sposób racjonalnie wybronić; pan mecenas strzela na oślep, licząc że znajdzie coś na Agorę, a nie da się, bo to spółka czysta i transparentna - dodał. Czy transparentność Agory polega na odmowie przekazania informacji komisji Sejmu? - rzucił wtedy mec. Łepkowski. Może mniej emocji! - wtrąciła sędzia. Bezterminowo odroczyła i rozprawę, i rozstrzygnięcie wniosku.

To kosmiczna bzdura - mówił mediom mec. Rogowski o słowach pozwanego, że Agora może być pod kontrolą swych reklamodawców. Według mecenasa, lider PiS nie ma pojęcia o rynku reklam. Oczywistą oczywistością jest to, że przyrównanie kogoś do "TL" jest absolutnie obelżywe, absolutnie podłe i nikczemne - dodał. Kaczyński nie ma żadnych dowodów na potwierdzenie swych kłamliwych zarzutów - mówił adwokat, według którego działał on "złośliwie i z premedytacją".

Aby nie przegrać procesu o ochronę dóbr osobistych, pozwany musi dowieść, że mówił prawdę lub przynajmniej, że działał w interesie publicznym. Na nim też spoczywa ciężar wykazania, że jego działanie nie było bezprawne.

Polub WP Wiadomości
WP
WP