Popalał marihuanę, nie stronił od alkoholu, dorastał w buncie przeciw Kościołowi, a po śmierci ojca odetchnął z ulgą - dziennikarze "Newsweeka" prześwietlili nieznane fakty z życia Donalda Tuska.
Polskie media unikają zajmowania się życiem prywatnym polityków. Kolejne związki wicepremiera Waldemara Pawlaka stanowią przedmiot zainteresowania dziennikarzy tylko wtedy, gdy przy okazji topnieje jego majątek. Rozwód znanego z miłości do rozgłosu posła PO Janusza Palikota zainteresował media dlatego, że była żona oskarżyła go o malwersacje, a jej interes reprezentował adwokat Roman Giertych.
Nikt nie dopytuje polityków PiS, takich jak Przemysław Gosiewski, jak się ma ich życie osobiste do deklarowanych poglądów, na czele z żarliwym katolicyzmem. Nie pisze się, kto pije dużo, a kto za dużo. My pytaliśmy Tuska o wszystko - sprawy rodzinne, małżeństwo, religię, używki.
No i - oczywiście - o politykę. Tak zrodziła się książka "Donald Tusk. Droga do władzy", która ukaże się w przyszłym tygodniu wraz z kolejnym numerem "Newsweeka".
To nie jest wywiad rzeka naznaczony stemplem akceptacji przez samego bohatera. To nasza własna wersja życiorysu Donalda Tuska, mocno nieuczesana i zdecydowanie niepoprawna. Ale takie właśnie było jego
życie.
Przyszły premier urodził się 22 kwietnia 1957 roku. Rodzina zajmowała niewielkie mieszkanko na kolejarsko-robotniczym podwórku kilkaset metrów od bramy stoczni, gdzie kilkadziesiąt lat później postawiono pomnik ku czci Poległych Stoczniowców. Matka Ewa
Tusk (z domu Dawidowska) niemal całe życie zawodowe była sekretarką w gdańskiej Akademii Medycznej. Tuska z matką łączyła szczególnie silna więź. Za to do ojca czuł dystans. Donald Tusk senior był typem kaprala: oschły i wymagający. Z zawodu stolarz, krótko pracował na kolei, aby dostać przydział na mieszkanie.
Większość życia spędził jednak w domu, był chory na serce. Zmarł w 1972 roku, kiedy junior miał 15 lat.
Ojciec był dla mnie surowy. Dlatego poczułem nawet jakąś ulgę po jego śmierci, o czym myślę dzisiaj z pewnym zażenowaniem - przyznaje premier.
Przez lata zastanawiał się, co tak naprawdę znaczą słowa "pomuchelkop", "lorbas" czy "bowke", którymi ojciec co wieczór wołał go z podwórka na kolację. Jeszcze zanim pochodzenie rodzinne stało się sprawą wagi państwowej, Tusk przyznawał w wywiadach, że w domu kolędy śpiewało się po niemiecku. Gdyby jednak rozrysować drzewo genealogiczne rodziny Tusków, to okaże się, że jedynym przodkiem z niemieckimi korzeniami nie jest wcale słynny dziadek z Wehrmachtu Józef Tusk, tylko babka ze strony matki. To Anna Liebke, Niemka, która wyszła za mąż za Polaka Franciszka Dawidowskiego.
Wspomina Sławomir Neumann, kolega z podstawówki:
Donald zawsze chciał stać na czele. Był liderem grupy, która rządziła klasą. Z racji nazwiska wyzywali mnie od hitlerowców, rysowali swastyki na ubraniu. Nie mam pretensji, bo byliśmy wtedy dzieciakami. Ale bardzo to przeżywałem.
Kiedy na studiach historycznych w Gdańsku poznał Małgorzatę Sochacką i po
trzymiesięcznym narzeczeństwie brali ślub, obyło się bez wizyty w kościele. "Tak" przed ołtarzem powiedzieli sobie dopiero podczas gorącej kampanii prezydenckiej 2005 roku, co uznane zostało za koniunkturalizm.
Ze ślubu kościelnego zrezygnowaliśmy z prozaicznej przyczyny: Donald nie był bierzmowany. Kiedy dzieci w jego wieku przyjmowały bierzmowanie, jemu zmarł ojciec - tłumaczy żona premiera. Sam Tusk mówi nieco inaczej:
U progu dorosłego życia nie przywiązywaliśmy nadmiernej wagi do kwestii religii i Kościoła.