

wp.pl | dodane 2012-01-14 (14:09)

Byłeś świadkiem lub uczestnikiem ważnego zdarzenia? Poinformuj Internautów o tym, co dzieje się w Polsce, na świecie, w Twojej okolicy!
Wyślij nam zdjęcie, film lub artykuł! Najciekawsze opublikujemy!
Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu
Spędziłem na morzu blisko 40 lat.Byłem w różnych sytuacjach,jednak na szczęście "d... nie moczylem".Czasami zastanawiam się jak mogło dojść do tak niepojętej sytuacji aby taki statek mający na pokładzie taką dużą ilość ludzi,wyposażony w najnowocześniejsze urządzenia mógł się wpieprzyć na taką "skalkę".Przecież temu kapitanowi jak i jego oficerom,ktoś dał"papiery" na prowadzenie takiego kolosa.W polskiej flocie tej pływającej jeszcze pod polską banderą(już jej nie ma na morzu),aby dojść do stanowiska kapitana droga była bardzo dluga.Najpierw studia na szkole morskiej i praktyka na morzu na szkolnych żaglowcach a także na statkach handlowych.Potem praca i stopień po stopniu czyli od st.marynarza,as.pokładowego,IV oficera,III of.II of. chiefa oficera by dostać szlify kpt.po odbyciu dodatkowego połączonego z egzaminami kursu.Cały ten okres to lata doświadzeń , doskonalenia swojej wiedzy i umiejętności.Zastanawiam się czy w takiej sytuacji polski kapitan byłby w stanie"strzelić"takiego "babola" jak to zrobił wloski kapitan nieszczęsnej Concordii?Gdzie jest granica braku wyobrażni a bezdennej głupoty żeby w to dno walnąć tak dużą jednostką.Jeśli chodzi o szkolenie załogi na tych statkach to można polemizować.W mojej wieloletniej praktyce morskiej trafił mi się prom pasażerski pływający między portami-Ancona-Patras-Iraklion-Kusadasi i tą samą drogą z powrotem do Ancony.Były dni kiedy zabierał maks.2300 pasażerów wraz z samochodami i motocyklami na car-decku.Wśród członków załogi były stewardesy(pracownice biurowe na ladzie),które robiły pierwszą taką podróż morską.Na szczęście statek pływał bezawaryjnie poza jedną drobną sytuacją,kiedy przed jednym z wejść do portu Ancona nastąpił na statku kompletny 'blackout" co wzbudził niepokój jednak bez paniki wsród pasażerów.Te niby "przeszkolone" stewardesy z pewnością niewiele by pomogły spanikowanym pasażerom,gdyby zaszła konieczność opuszczenia statku tw trybie naglym.Kiedy statek "kladzie" się na burtę istnieje możliwość spuszczenia szalup ale tylko z tej jednej strony.Trzeba to robić maksymalnie szybko.Powinny też być w wystarczającej ilości pneumatyczne tratwy ratunkowe,które w odpowiedni sposób zabezpieczone same się napelniają powietrzem,kiedy znajdą się na wodzie.Konwencje morskie zmuszają armatorów do wyposażenia statków w te środki ratunkowe.To jest "gdybanie"i dopiero"życie" uzmyslawia czasami powagę sytuacji i umiejętność zachowania się w tak skrajnych sytuacjach.Ilu doświadczonych marynarzy zginęło na morzu i nie dlatego,że brakło im umiejętności ratowania się,ale dlatego,że nie mieli po prostu szczęścia.Hipotermia jest największym wrogiem tych ,którym mimo opuszczenia tonącego statku nie uda się z tej morskiej kipieli wyjść."Szczęściem w nieszczęściu",dla pasażerów Concordii,że stalo się to blisko brzegu,bo w stulecie katastrofy Titanica mielibyśmy powtórkę z historii.Poniekąd taka już jest z udziałem Concordii,ale ze zdecydowanie mniejszą ilością ofiar."Dobre serce" kapitana tego statku,który"godnie" chciał "zaskarbić"sobie uznanie w oczach przyjaciela i .. niestety tragedia dla innych.
20 lat temu bylam stewardessa na niewielkim statku wycieczkowym...400 pasazerow i ok 60/80 czlonkow zalogi.Rejsy od Istambulu po Giblartar ...generalnie Morze Srodziemne i Adriatyk.Kapitan inz,mech,i bosman to najwazniejsi ludzie na statku.Pamietam na naszym statku podczas drilu szalupowego....nie schodzily szalupy!!! bo lancuchy byly zamalowane farba!!! na szczescie bulgarskiego bosmana Kapitan wyrzucil na zbity pysk....przyszedl nowy bosman,Wszystko blyszczalo,co tydzien dril lodziowy lub pozarowy.Juz w nastepnym dniu po imbargacji wszyscy pasazerowie sa przeszkoleni,nad kazda koja pasazera jest umieszczona inform,do jakiej szalupy ma biec ...w przypadku grilu lub ewakuacji statku.Rowniez zaloga ma dokladnie ustalone zadania do wykonania aby pomoc pasazerom w sprawnej ewakuacji.To zasada i teoria...a w zyciu w momencie jego zagrozenia ludzie reaguja bardzo roznie.Bylam wielokrotnie w niebezpiecznej sytuacji...MORZE NIE WYBACZA BLEDOW.cZYTAM WSZYSTKIE RELACJE I NIE MOGE POJAC GLUPOTY I NIEFRASOBLIWOSCI KAPITANA CONCORDII...FAKT OPUSZCZENIA PRZEZ KAPITANA STATKU NA KTORYM CIAGLE TRWA AKCJA EWAKUACYJNA...TO PRZESTEPSTWO I CZYN NIE GODNY CZLOWIEKA HONORU.BARDZO WSPOLCZUJE WSZYSTKIM PASAZEROM I ICH RODZINOM,
pracuje na statkach pasażerskich od lat i naprawde to co tam zaszło to pestka , około 0,1procent nie przeżyło . Pasażerowie naprawde nie musza się martwić , załoga jest przeszkolona i naprawde reaguje swietnie na każde niebezpieczeństwo , brak znajomosci języków obcych to inna sprawa , wiec jak polscy turyści chcą jeździć po świecie to niech się uczą przynajmniej angielskiego , wtedy nie będzie problemów z wypełnianiem dokumentów emigracyjnych np. Przy wjeździe do Egiptu ( byłem świadkiem jak co czwarta osoba wiedziała jak wpisać dane do karty na wizę turystyczna ) ta pani z artykułu powyżej to taki kmiot któremu się wydaje ze zna języki , gdyby słuchała , tzn. Rozumiala komunikaty z głośników na statku , to spałaby spokojnie , my załoga ze statków pasażerskich takie szkolenia na " szalupach " mamy raz w tygodniu , wiec proszę nie pieprzyc głupot - jak wyżej wspomniałem 0,1procent ofiar - jest wypadek , to musza być ofiary
Internautka Beata w swoim wspomnieniu nie panikuje jak to usiłuje sugerować ktoś kto podobno pływał wiele lat na takich statkach. Ja spędziłem 35 lat na morzu na różnych statkach w tym "tylko" 6 lat (ostatnich) na wycieczkowcach. Na żadnym nie przypada 2-2.5 członka załogi na jednego pasażera (jak pisze just andy poniżej) a ok 3-4 -ch ale z tego nic nie wynika. Niewielu członków załogi jest profesjonalnie przygotowanych nawet do tego by uratować siebie - choć teoretycznie wymagają tego przepisy. Większość tej załogi to zbieranina ludzi b. młodych pracujących w załodze hotelowej nie posiadających żadnego przygotowania oprócz odbębnianych najczęściej 2x w miesiącu (powinno być raz w tyg.) tzw "drill" - czyli ćwiczeń mających na celu przygotowanie do sytuacji awaryjnych. Teoretycznie więc powinni być przygotowani, ale to tylko teoria. Dowodem są skutki pożarów i ofiary. Przygotować się można do obiadu, ale nie do extremalnych sytuacji do jakich dochodzi na tak małej przestrzeni jaka jest na pasażerach/wycieczkowcach. Do tego jak słusznie zauważyła Beata podróżują w większości ludzie w podeszłym wieku, b. często z problemami narządów ruchu, słuchu. Dochodzi PANIKA. Dochodzą warunki pogodowe. Byłem na morzu w kilku sytuacjach zagrażających bezpieczeństwu życia i mienia i zapewniam że szkolenia załogi (tzw "drile") to jedno - a walka o życie to zupełnie co innego. Oprócz podstawowej załogi (głównie kadry oficerskiej) reszta zachowuje się podobnie jak pasażerowie. Chaos. Sytuacja rzeczywistego zagrożenia paraliżuje zdecydowaną większość ludzi z załogą włącznie. Wiele zależy od tego ilu z członków podstawowej załogi ma predyspozycje do przywództwa w tłumie bo choć większość przeszła szkolenia tzw " Crowd Management" i rozmaite profesjonalne kursy p.poż, medical i inne - to i tak warunki rzeczywiste znacznie odbiegają od tego co na kursach i decydują indywidualne cechy. Wielu z podstawowej załogi (kadry) ma świadomość że ratowanie statku w dużo większym stopniu gwarantuje przeżycie na morzu niż ratowanie życia (najczęściej każdy myśli o swoim) ale nie dotyczy to wszystkich szczególnie zaś młodych, niedoświadczonych ludzi z załogi hotelowej. Poza tym w przypadku awarii na morzu nie zawsze cała infrastruktura techniczna jest w pełni możliwa do użycia i sprawna. Wszystkie kursy i szkolenia, są konieczne, ale tylko pomagają w wyborze odpowiednich zachowań a b. rzadko decydują o takich zachowaniach. Decyduje psychika którą determinuje przede wszystkim zachowanie tłumu obok, najczęściej ekstremalnie spanikowanego bo szkolenie pasażerów na początku rejsu (ok 20-30 min) to farsa aby spełnić wymagania Towarzystw Ubezpieczeniowych. Zresztą trudno wymagać czego innego skoro ci ludzie weszli na burtę aby wypoczywać/relaksować się, a nie spędzać czas na długotrwałych szkoleniach gwarantujących odpowiednio sprawne postępowanie w sytuacji zagrożenia. Poza tym "drill" pasażerski musi odbyć się w pierwszych godzinach od wejścia na statek, a wtedy wszystko dla większości z nich jest nowe, jest "czarną magią" i niewiele zostaje w głowach. Tak więc niech nikt nie zapomina że taka podróż to nie tylko przyjemność ale i ryzyko utraty zdrowia i życia. Na szczęście niewielkie, bo takie sytuacje zdarzają się rzadko Jerzy (OFF. MECH)
kiedy wsiadam do komunikacji miejskiej mam ciągłe poczucie zagrożenia. chyba kupię sobie kamizelkę z latarką i gwizdkiem,może poczuję sie lepiej ;-)
Hm....a ja za dwa dni wypływam w rejs, wraz z moją rodzinką,inne armator, prom paseżerski jeeszcze większy, również basen Morze Śródziemnego, ale także Wyspy Kanaryjskie, oraz Casablanca.....mam nadzieję,że będzie miło, spokojnie i pełen relaks....jedno jest pewne na szkolenie z bezpieczeństwa, stawimy się na pewno....
Capitan statku był podejrzewam beznadziejny w swojej wiedzy i bystrości, podobnie jak ten na tytaniku. Największe statki to największe działające siły bezwładności, utrudniające sterowanie. Capitan zapomniał o wielkości statku.
Bylam na Wyspie Giglio na kursie biologi morskiej. To przepiekne malownicze miejsce z piekna plaza, bardzo mala wysepka. duzo nurkowalismy, poza ta mala plaza sa tam przede wszystkim skaly przy wybrzezu, dookola wyspy jest dosc plytko. przez dwa tygodnie nie widzialam tam ani razu tak duzego statku ( a wlasciwie promu) i nie wypbrazam sobie zeby tam takie olbrzymy mogly plywac. to totalna glupota kapitana za tam podplyna, pewnie zeby sie Giglianom nie nudzilo, bo w zimie nie ma tam turystow i wyspa wymiera. mysle ze Kapitan jest winny tragedii.
Współczucie dla poszkodowanych. Ale jak przy obecnej technice statek mógł płynąć 500 m od brzegu zamiast 5 mil ? Przecież to jakaś paranoja. Chyba ,że sztorm był taki silny ,że kapitan nie mógł oprzeć sie naporowi żywiołu spychającemu statek do brzegu.
Płynąłem kilkukrotnie promami linii Grandi Navi Veloci z Genovy do Tangeru... na 4 rejsy tylko RAZ pasażerowie przeszli jakieś tam szkolenie polegające na komunikatach z radiowęzła, a później Ci którym się chciało przeszli do jednej ze stołówek mijając włochów flirtujących z pasażerkami... musieliśmy przeczekać 20 min. w stołówce gdzie pokazano taniec podobny do tego w samolotach i to wszystko... gdyby prom (8 pięter) zaczął tonąć na pokładzie były exodus!
Ja płynęłam Costa Magica. Był dzień, gdy bujało strasznie, ale wtedy płynęliśmy na Mallorce. To normalne. Szkolenie jest , fakt, ale nie obowiązkowe. Szłam korytarzem, gdy zobaczyłam ludzi ubranych w kapoki. Kierownik ewakuacji powiedział, że muszę wziąć kamizelkę, lub nie wychodzić z kajuty. Wybrałam to drugie. Zdziwiłam się, bo ludzie opalali się na górnych pokładach statku o niczym nie wiedząc.
W pazdzierniku płynęłam takim statkiem..to była Costa Pacifica..do dzis oglądam zdjęcia i podziwiam ten ogrom..rejs był cudowny obsługa profesjonalnie przygotowana i nadzwyczaj miła..wszyscy uśmiechnięci i sympatyczni..kiedy płyniesz takim statkiem znikają wszystkie obawy,zamykasz oczy i cieszysz się każdą chwilą..myśl o zatonięciu wydaje sie nierealna..wręcz niemożliwa...dla tych ludzi to musiał być prawdziwy szok kiedy musieli uciekać...
Współczuję. Oby nigdy mnie nie spotkała taka tragedia.Wody się boję, pływać nie umiem, panikuję , gdy mam załozone koło i woda utrzymuje mnie na powierzchni. Taka tragedia jest niewyobrażalna.Tak mi żal tych wszystkich ludzi z tego statku.
Pływałem niejedną Costą i napewno nie raz popłynę, czułem się bezpiecznie
Plywalem w latach 70tych jako oficer na podobnym statku wycieczkowym. Zapewniam was ze za brak sprawnej i zorganizowanej akcji ewakuacyjnej odpowiada zaloga. Kazdy czlonek zalogi ma powierzona funkcje ktora musi wypelniac. Jezeli wszyscy pracuja jak nalezy, nie ma szans zeby powstala jaka kolwiek panika. Tylko ze... wiadomo, wloska akcja ratunkowa, wloscy pasazerowie, wloscy ratownicy, balagan do ntej potegi. Kapitan na takich statkach jest wylacznie do funcji reprezentacyjnych. Na plywaniu nie musi sie znac, od tego sa oficerowie, ale jezeli nikt nie potrafil zapanowac nad balaganem jest to zdecydowanie wina armatora.
5000 pasażerów to dla bisnesu za mało ! Za niedługo będą budować nie statki - miasta ale statki-kontynenty licząc na Boską Opatrznośc !
TAK, ZGADZAM SIE Z OPINIAMI ZE DUZA CZESC ZALOGI GLOWNIE HOTELOWEJ A TAKZE I MASZYNOWEJ RACZEJ Z RATOWNICTWEM I POMOCA KAPITANOWI I PASAZEROM NIE SA W STANIE POMOC. TAK ZE PROCENT ZALOGI W STOSUNKU DO PASAZEROW NICZEGO NIE ZMIENIA I PANIKA I DEZORGANIZACJA EWAKUACJI ZE STATKU B.PRAWDOPODOBNA. KTOS PRZESADZIL PISZAC ZE KAPITAN JEST TYLKO DO CELOW REPREZENTACYJNYCH. Tak pisza pasazerowie i zaloga ktora czasem Kapitana nie zna. Kpt.Z.W.
Proszę nie panikować. Pływałem w załodze na takich statkach wiele lat i gwarantuję, że załoga jest doskonale wyszkolona na takie sytuacje, Zauważcie, że na jednego członka załogi przypada około 2- 2.5 pasażerów...co naprawdę tak minimalizuje wywołanie paniki i optymalizuje ewentualną akcję ratunkową do możliwego minimum. Wypadki zdarzają się wszędzie...a jakże rzadko na wycieczkowcach, gdzie pożar jest największym zagrożeniem a nie błąd w nawigacji- zresztą prawdopodobnie mamy do czynienia z niedbałością włoskiej załogi. Najsłabszym ogniwem właśnie była włoska załoga...na statkach na których pływałem.

chcę wyslać
Zrobiłeś unikalne zdjęcie,
napisałeś ciekawą
wiadomość?
Wyślij je do nas lub załóż
własne konto, na którym
je opublikujesz.
Najlepsze materiały
publikujemy na stronie głównej serwisu.
Pogoda długoterminowa
dodane przez: Internauta WP24
Prognoza pogody
dodane przez: Internauta WP24