Grzegorz Schetyna stwierdził w programie „Z każdej strony”, że krakowska ekspertyza stała się kolejnym odcinkiem politycznej wojny, a PiS z raportu komisji Millera robi oręż polityczny.
Boję się, że sprawa zakończy się postawieniem zarzutów urzędnikom niższych szczebli, z których zrobi się kozły ofiarne. Prawdziwi winni nie zostaną ukaraniMec. Bartosz Kownacki
-
Katastrofa smoleńska ma charakter narodowy, jest sprawą ponadpolityczną. Żadna partia nie ma prawa jej zawłaszczać, ale obowiązkiem każdej partii i każdego polityka jest żądanie dojścia do prawdy. Nie uważam, żeby PiS wykorzystywało katastrofę politycznie. W świetle najnowszych faktów takie oskarżenia są daleko krzywdzące i nieprawdziwe. Czy najnowsza opinia fonoskopijna jest prywatną sprawą Ewy Błasik i najlepiej, żeby nikt się w tej sprawie nie wypowiadał? Jeśli zawinili polscy urzędnicy, politycy mają prawo o tym mówić.
Czy w najbliższym czasie w śledztwie smoleńskim zostaną komuś postawione zarzuty? Mec. Rafał Rogalski twierdzi, że mogą je usłyszeć m.in. funkcjonariusze BOR oraz urzędnicy kancelarii prezydenta, kancelarii premiera, a także MON.
- Boję się, że sprawa zakończy się postawieniem zarzutów urzędnikom niższych szczebli, z których zrobi się kozły ofiarne. Tymczasem oni wykonywali jedynie polecenia swoich przełożonych. To nie oni są odpowiedzialni za katastrofalny stan państwa. Prawdziwi winni nie zostaną ukarani. Zarzuty nie dojdą do ludzi z pierwszego szeregu, do ministrów. Polityka zrobi w tej sprawie swoje.
Wspominał pan o ekshumacji Zbigniewa Wassermanna. Czy inne rodziny też napisały wnioski w tej sprawie?
- Z tego, co się orientuję, do prokuratury wpłynęły wnioski rodziny Stefana Melaka, Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki. Kilka rodzin wciąż się zastanawia. To dla nich bardzo trudna sytuacja. Uważam, że po ekshumacji śp. Zbigniewa Wassermanna, która wykazała fałszerstwo Rosjan, prokuratura powinna z urzędu podjąć decyzję o kolejnych. Jest rzeczą skandaliczną, że ujawnienie tak ważnego dla sprawy faktu, było skutkiem nie pracy organów państwowych, ale ogromnego zaangażowania jednej rodziny.
Powinno dojść do ekshumacji gen. Błasika?
- Na tym etapie wszystko zależy od tego, co wykażą kolejne ekshumacje. Jeżeli by się okazało, że one również potwierdzą błędy w rosyjskiej dokumentacji, niewykluczone, że prokuratura podejmie decyzję o powtórzeniu wszystkich sekcji.
Według pana prokuratura podejmie taką decyzję?
- Gdyby to postępowanie było prowadzone zgodnie z zasadami przewidzianymi w kodeksie postępowania karnego, to prokuratorzy już dawno podjęliby stosowne decyzje o ekshumacji. Niestety w tej sprawie zbyt wielką rolę odgrywa polityka, ale i tak podejrzewam, że do takich ekshumacji dojdzie.
Pod koniec lutego rosyjska prokuratura ma przekazać Polsce nagranie z kamery wieży kontroli lotów lotniska Siewiernyj. Te taśmy będą miały duże znaczenie dla śledztwa?
- Jeśli to prawda, to jesteśmy w kropce dyplomatycznej. Przez wiele miesięcy Rosja twierdziła, że tych nagrań w ogóle nie ma, że nic się nie nagrało. Jeśli teraz nagle te taśmy by się „odnalazły”, to znaczyłoby, że Rosjanie kpią z nas i że od początku kłamali. Poczekajmy, czy faktycznie je dostaniemy.
W wielu przypadkach szczątki ofiar potraktowano w sposób skandaliczny. Ciała wkładano do trumien brudne, w workach. Przecież można było tych ludzi umyć, ubrać, zapewnić im minimum godności. Mec. Bartosz Kownacki
Sądzi pan, że te nagrania dowiodą winy rosyjskich kontrolerów, dadzą odpowiedź na pytanie, czy ich sprzęt, w tym radiolokator, były sprawne?
- Nie wierzę w to, żebyśmy kiedykolwiek byli w stanie zarzucić coś kontrolerom czy osobom, które zabezpieczały lotnisko Siewiernyj. Rosja nigdy nie przekaże nam takich dowodów. A nawet jeśli chcielibyśmy postawić komuś zarzuty, Rosja nigdy nie wyda nam swojego obywatela. Ta sprawa została pogrzebana na samym początku przez nasze zaniedbania.
A co ze zdjęciami z sekcji zwłok ofiar – udało je się w końcu wyegzekwować?
- Na początku Rosjanie wmawiali nam, że te zdjęcia były robione, ale gdzieś wyparowały. Gdy w końcu trafiły do Polski, okazało się, że nie są to wcale zdjęcia z sekcji. Niektóre są czarno-białe, inne kolorowe, niewyraźne. Każde robione na innej zasadzie.
Co na nich jest?
- Są fragmentaryczne zdjęcia ciał w trumnach, zdjęcia z oględzin miejsca zdarzenia, często zupełnie bezużyteczne. Zdjęć niektórych osób w ogóle nie ma. Małgorzata Wassermann powiedziała kiedyś, że „zwierzęta się lepiej traktuje niż ciała ofiar w Smoleńsku". Te zdjęcia są tego dowodem.
To znaczy?
- Niektóre ciała wkładano do trumien brudne, w workach. Przecież można było tych ludzi umyć, ubrać. To nie było tak, jak próbowano nas przekonać, że wszystkie ciała były w tak fatalnym stanie, że nie można było zapewnić im minimum godności. W wielu przypadkach szczątki ofiar potraktowano w sposób skandaliczny.
Czy Rosjanie mogą ukrywać jeszcze jakieś ważne dowody?
- Jestem tego pewien. Chociażby kilkadziesiąt dokumentów, o których pisała strona polska składając uwagi do raportu MAK. Do dziś ich nie mamy. A jest też pewnie ogromna liczba materiałów, o których istnieniu nawet nie wiemy.
Prokurator generalny Andrzej Seremet ocenił, że polskie śledztwo "jest bliżej ukończenia niż dalej". Wiadomo, kiedy mogłoby się zakończyć?
- Mam dość komentowania wypowiedzi prokuratora generalnego. Nie wiem, na jakiej podstawie tak mówi. W takich sprawach nie można się spieszyć. Jeśli śledztwo ws. katastrofy Casy, która miała miejsce w Polsce i nie była tak skomplikowana, trwało dwa lata, to oczywiste, że sprawa wypadku w Smoleńsku musi trwać dłużej. Najpierw musimy poczekać na zakończenie śledztwa rosyjskiego, a nic nie wskazuje na to, żeby miało się to stać w najbliższych miesiącach.
Sądzi pan, że tragedia smoleńska znajdzie swój jednoznaczny koniec? Dowiemy się, jakie były prawdziwe przyczyny tej katastrofy?
- Tej sprawy nie da się zamknąć, tak jak nie da się jej wymazać z naszej historii. Ona będzie badana przez kolejne 20 czy 50 lat i mam nadzieję, że kiedyś dotrzemy do prawdy. Dziś najważniejsze, co trzeba zrobić, to zebrać wszelkie możliwe dokumenty i wykonać rzetelnie wszelkie badania i ekspertyzy. Chodzi o to, żeby w przyszłości nie było podstaw do tworzenia teorii spiskowych. Dzisiaj musimy wyjaśnić każdy najbardziej absurdalny wątek.
Rozmawiała Paulina Piekarska, Wirtualna Polska