Nasz Ślązak w Bundeslidze
Sporo kontrowersji wzbudza kwestia narodowości obu panów. Mirosław Klose, choć przyznaje, że lubi odwiedzać Polskę, mówi otwarcie, że czuje się Niemcem i nie wyobraża sobie grania dla Polski. Józef Klose ostatnio nerwowo zareagował na komentarze o „polskim ataku” drużyny niemieckiej. – Mirek nic Polsce i polskim klubom nie zawdzięcza – rzucił. W jednym z wywiadów powiedział zaś: – Zniemczyła mnie komuna. Śląscy autochtoni na Opolszczyźnie nie mieli lekko w PRL. Polska ludność napływowa traktowała ich wrogo.
Inaczej Podolski, który niemal obnosi się ze swoją polskością. Czyta polskie gazety, słucha polskiej muzyki. Jego dziewczyna także pochodzi z Polski. W wywiadach podkreśla, że ma dwie ojczyzny i dwa serca. Z Mirkiem Klose porozumiewa się po polsku, żeby utrudnić zadanie obrońcom. – Chociaż podczas meczu z Polską z tego samego powodu rozmawialiśmy po niemiecku – tłumaczył po meczu. Zapewniał, że gdyby Niemcy zdobyły puchar, to przywiózłby go do Polski.
Tego nie potrafią dostrzec władze Gliwic, powtarzając wciąż, że „przecież on się tu tylko urodził”. – Zastanawialiśmy się, jak to wykorzystać dla promocji miasta. Ale nie jesteśmy w stanie nic zrobić, bez wchodzenia w ich życie z butami – uważa Łukasz Oryszczak z Urzędu Miasta w Gliwicach. Odmiennego zdania jest Marcin Wiatr ze stowarzyszenia Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej. – Co z tego, że Podolski wyjechał jako małe dziecko? Czuje się związany z naszym regionem i regularnie tu wraca. Trzeba to wykorzystać. Śląskość to nie kwestia miejsca zamieszkania, ale wiedzy o miejscu pochodzenia – tłumaczy Wiatr. Stąd wziął się pomysł wystawy „Górnoślązacy w polskiej i niemieckiej reprezentacji narodowej”, którą dwa tygodnie temu otwarto na Stadionie Śląskim w Chorzowie. A już we wrześniu odbędzie się Seminarium Śląskie. – Zaprosimy na nie Podolskiego i Klosego, bo to są bohaterowie tego regionu. Takie związki należy pielęgnować – mówi Wiatr.
Krew na betonie
O ile kwestia narodowości Podolskiego i Klosego może wzbudzać kontrowersje, o tyle można być nieomal pewnym jednego: gdyby państwo Podolscy i Klose nie wyjechali do Niemiec, dziś Łukasz i Mirek nie byliby wielkimi gwiazdami piłkarskiego świata. – Poziom polskiej piłki nie jest najwyższy. Mojego syna uczyli tylko niemieccy trenerzy, przeszedł drogę przez wszystkie niemieckie reprezentacje. I dlatego gra w mistrzostwach świata, choć ma dopiero 21 lat – mówił Waldemar Podolski przed meczem z Polską. Podobnego zdania jest Andrzej Zamilski, trener polskiej kadry juniorów. – Spotkałem Łukasza na kilku turniejach, gdy jeszcze grał w juniorach. Widać było, że będzie świetny, ale nigdy nie osiągnąłby tego w Polsce – zżyma się Zamilski. Według niego po śląskich boiskach biega pewnie niejeden talent na miarę Podolskiego czy Klose, ale na karierę mają niewielkie szanse. – W Polsce młodzików trenują ludzie przypadkowi. Zamiast uczyć ich techniki i odporności, „zajeżdżają” ich, każąc na siłę wygrywać mecze – tłumaczy.
Cesarz niemieckiej piłki Franz Beckenbauer mówił przed mistrzostwami, że „gdyby nie Klose i Podolski, Niemcy nie miałyby czego szukać na mundialu”. – I zapewne ma rację. Ale trzeba pamiętać, że to nie Polska dała Niemcom dwóch wybitnych zawodników. Oni ich sobie sami wychowali – komentuje Bogdan Jeż.
W starej Sośnicy są dwa boiska. Jedno pokryte piachem, drugie betonowe. Bywa, że podczas gry krew leje się strumieniami. Krępy 20-latek pytany, czy nie chciałby grać na dobrej murawie, patrzy ze zdziwieniem. – Tutaj na nic nie ma pieniędzy, chodzimy w podartych spodniach. To skąd wziąć na porządne boisko?
Maciej Gajek
Współpraca Joanna Sadłowska