Modlitwa to czysty biznes
Muzułmanin ma obowiązek modlić się pięć razy dziennie. Przed każdą modlitwą musi się obmyć, aby być czystym, "stając w rękach Boga" (z powodu nieczystości nie modlą się kobiety mające okres), i znaleźć
spokojne miejsce, gdzie może rozłożyć dywanik i zwrócić twarz w stronę Mekki. Po arabsku kierunek na Mekkę nazywa się kibla. Do jego ustalenia służą specjalne kompasy. W Spale muzułmanie modlą się wspólnie, obowiązkowo po arabsku, w kawiarni Pod Krasnalami zmienionej na czas zjazdu w dom modlitwy. Na wezwanie muezina przychodzą wszyscy. Nawet na Fadżr o trzeciej w nocy. -
Bo to czysty biznes: w sunnach powiedziane jest wyraźnie, że temu, kto modli się z innymi, będzie to wynagrodzone 27-krotnie. Nie jest to co prawda 700-krotne wynagrodzenie jak za jałmużnę, ale i tak się
opłaca - uśmiecha się Samir Ismail, przewodniczący Ligi Muzułmańskiej.
Uczestnicy podkreślają, że dla wielu z nich letni zjazd to jedyna okazja w roku na "bycie muzułmaninem na 100 procent". W pozostałym czasie walczą - nierzadko bezskutecznie - ze stereotypami i z islamofobią.
Na zjeździe podczas dyskusji poświęconej walce z islamofobią uczestnicy dzielili się pomysłami na załatwienie sobie cichego kąta do modlitwy w pracy czy na uczelni (sala konferencyjna, prośba do rektora o możliwość korzystania z wolnej sali, magazyn na leki w szpitalu). Wielu muzułmanów ukrywa jednak przed otoczeniem swoją religię. - Od dwóch lat pracuję w chrześcijańskiej fundacji pomagającej biednym dzieciom i od dwóch lat jestem muzułmanką. W mojej pracy nikt nie ma o tym pojęcia, bo wiem, że nie przełknęliby
tego faktu. Południowe modlitwy odrabiam po powrocie do domu - opowiada Karima z Warszawy.
Na autobus za wcześnie
Choć od ataku na World Trade Center minęło pięć lat, a od ostatniego zamachu w Londynie ponad rok, polscy muzułmanie wciąż mają z tego powodu problemy. W rozmowach powtarzają jednak, że nawet się bardzo
nie dziwią niemuzułmanom, bo gdyby o islamie wiedzieli tylko to, co mówiło się w mediach po atakach terrorystycznych, sami by się pewnie bali.
Polska wspólnota muzułmańska pracuje właśnie nad zmianą swojego wizerunku. Po WTC chcieli urządzić dużą akcję billboardową przekonującą, że prawdziwi muzułmanie ze zwolennikami Al-Kaidy nie mają nic wspólnego, ale zabrakło środków. Teraz koncentrują się więc na akcjach charytatywnych i integracji ze społecznością
lokalną. - Bracia i siostry pomagają biednym, honorowo oddają krew, odwiedzają dzieci z domu dziecka. Na tegoroczny zjazd zamierzaliśmy zaprosić autobus krwiodawstwa, ale uznaliśmy, że na polskie warunki to
jeszcze zbyt kontrowersyjne. Ograniczamy się więc do organizowania wykładów w dużych miastach i kursów wiedzy o islamie dla niemuzułmanów - opowiada Ismail.
Gdy dochodzi do dyskusji politycznych, polscy muzułmanie chórem potępiają wszelki radykalizm. Choć nie wszyscy. Po 15-minutowej rozmowie z islamskim rzeźnikiem ("praca przyjemna, ale mało inspirująca"), zwolennikiem bin Ladena i zaprowadzenia szariatu na całym świecie, przez następne pół dnia wysłuchuję kilkunastu osób odcinających się tego, co mówi "brat rzeźnik".
Coroczny zjazd to dla polskich muzułmanów - zwłaszcza z mniejszych miejscowości - jedyna okazja, żeby się spotkać, przejść szybki kurs teologiczny (Koran i hadisy poznaje się w islamie na własną rękę), ale
też znaleźć męża czy żonę. O "świętej wojnie" nikt tu jednak nie myśli.
Milena Rachid Chehab
wydanie internetowe: www.przekroj.pl