Drobne cuda
Wiara, która góry przenosi, wróciła nazajutrz. Gdy lubinianin dochodził do Polkowic, przy drodze zatrzymał się samochód. Nieznajomy mężczyzna zaprosił pątnika do swojego domu, ugościł i przenocował. Takich ludzi spotykał na swojej trasie jeszcze wielokrotnie, w Niemczech, Francji, Hiszpanii. Rano biegli do niego przez ulicę z kubkiem gorącej kawy. Albo wciskali w dłoń 10 euro, by sobie kupił coś do jedzenia. Wskazywali drogę, podrzucali mapy lub wtopiony w folię wycinek niemieckiej gazety z jego zdjęciem. I działy się drobne cuda. Szukając noclegu w Goerlitz zgubił szlak i trafił do kościoła. Ksiądz, którego łamaną niemczyzną próbował dopytać o dom pielgrzyma, spojrzał nań litościwie:
Nie wysilaj się – przerwał Darkowi po polsku. Ugościł lubinianina na plebanii, przenocował i dał przewodnik, dzięki któremu nie błądził na odcinku do Erfurtu. Gdyby nie zszedł ze szlaku, nigdy by go nie spotkał. Przechodząc przez inne miasto, dostał kartkę z numerem telefonu. Ktoś na migi pokazał mu, by zadzwonić w razie kłopotów. I akurat tego wieczoru nie mógł znaleźć noclegu. Gestykulując, poprosił przygodną Niemkę, by wybrała numer. Odezwał się ewangelicki pastor, nakarmił, odstąpił łóżko.
Chleb z cebulą
Wyruszając co rano w drogę nie wiedział, gdzie znajdzie nocleg ani co będzie jadł. Podstawę jego menu stanowił chleb z cebulą – prosty, zdrowy i tani posiłek. Ale w Hiszpanii – gdy przez 10 dni mieszkał samotnie nad oceanem w Finistera – żywił się korzonkami traw, ziołami. W Niemczech omal nie zamarzł, gdy którejś nocy chwycił mróz i namiot zniknął pod kilkucentymetrową warstwą śniegu. Innym razem podczas noclegu szykował się na śmierć głodową w drodze – i znowu cud: rano nieznajoma kobieta przyniosła mu reklamówkę z chrupiącymi bułeczkami, wodą i pasztetem.
Padał deszczyk, a ja szedłem szczęśliwy, bo Pan Bóg zesłał mi moją mannę z nieba i pasztet z przepiórek – opowiada Darek Drozd.
Cały czas czułem, że jest i pomoże mi w każdej ekstremalnej sytuacji. Nie zapomni łez sióstr z Bad Kissing, kiedy go zobaczyły: zarośniętego, w arafatce na głowie, zgiętego pod ciężarem plecaka. Okazało się, że był pierwszym gościem w ich nowym domu pielgrzyma.
W niebo wzięty
Pieszo pokonał prawie całe Niemcy, choć nieraz zwijał się z bólu i gorączki. Potem polscy franciszkanie z Freiburga – tuż przy francuskiej granicy – kupili mu bilet kolejowy do Lourdes. Najbardziej niezwykły był ostatni odcinek pielgrzymki – słynny Camino de Santiango przecinający północną Hiszpanię. Spotkał na nim 56-letniego Brazylijczyka, który pamiętał, jak jego babcia – emigrantka z Polski – odmawiała pacierz i śpiewała „Sto lat”. Szli razem, odtwarzając tamte modlitwy i wyjąc „Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam” jak egzotyczną religijną pieśń. Na Camino poznał też Reginę i Janusza Jarzębkowskich, polskie małżeństwo mieszkające od 25 lat w Kolonii. To oni zafundowali mu powrotny bilet lotniczy do Polski i zaprosili do swojego domu. Na koniec świata – W 86 dni wyprawiłem się na koniec świata i z powrotem – mówi o swej pielgrzymce Dariusz Drozd.
Przebyłem siedem tysięcy kilometrów, w tym dwa tysiące na własnych nogach – liczy. Kiedy wysiadł na lotnisku, w kieszeni miał jedno euro. Schudł 12 kilo. Przywiózł kilka widokówek, płytę ze zdjęciami podarowanymi mu przez Jarzębkowskich, kilkadziesiąt stempli z sanktuariów i zapisany do połowy stustronicowy brulion – pamiętnik. Wszystko się zmieniło. Nie ma nic, jest bezdomny i szczęśliwy jak nigdy. Wrócił do żony, z którą rozstał się sześć lat temu. Uwielbia małego Jakuba. Siedzimy z Darkiem w słońcu.
Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu – kilka razy powtarza swoją dewizę.
Dostałem dar i wiem, że to nie koniec. Będę musiał świadczyć, że on jest. On czuwa. Teraz, kiedy sam nie ma dachu nad głową, chce zrobić coś dla ludzi mieszkających na ulicy. Spotyka ich wszędzie. Czuje, że musi się o nich zatroszczyć, tak jak Bóg zatroszczył się o niego na Drodze św. Jakuba.
Pątniczy szlak
Droga św. Jakuba to jeden z najważniejszych chrześcijańskich szlaków pielgrzymkowych. Właściwa Camino de Santiago istnieje tysiąc lat i prowadzi przez północno-zachodnią Hiszpanię do katedry w Santiago de Compostela, gdzie znajduje się grób św. Jakuba Apostoła. Przedłużeniem Camino są oznaczone muszlą z krzyżem szlaki pielgrzymkowe pokrywające całą zachodnią i środkową Europę. Od dwóch lat 160-kilometrowy odcinek Droga Św. Jakuba prowadzi także przez Polskę: z Jakubowa do Zgorzelca. Pieczę nad nim sprawuje Bractwo św. Jakuba.
Piotr Kanikowski (PEKA)