Koncern ITI nie kryje, że w 2011 r. klub chce wejść na rynek kapitałowy. Jego wartość już dziś ocenia się na około 80 mln dolarów. Wejście na giełdę Legii przyniesie, zdaniem ITI, wiele korzyści klubowi.
Oprócz tych oczywistych (jak w przypadku każdej spółki giełdowej), związanych z potencjalnie tańszym dostępem do kapitałów niezbędnych dla rozwoju klubu, ważne będzie stworzenie ogromnym rzeszom kibiców i sympatyków klubu poczucia realnej partycypacji w rozwoju klubu, w jego nie tylko sportowych, ale również finansowych wynikach – twierdzi Kosmala.
Inaczej uważają niektórzy kibice.
Gdy wejdą na giełdę, mogą poprzez emisję akcji wycofać swój kapitał, który zainwestują w Legię, pozostawią na przykład 20% i dalej będą zarządzali klubem, bo właścicielem akcji będzie tzw. szara masa, czyli pojedynczy akcjonariusze. Strukturalnych inwestorów raczej nie będzie; po prostu większość kibiców klubowych kupi symboliczne akcje. Marka Legii jest znana, więc rozejdą się jak świeże bułeczki. Może się okazać, że ITI odzyska swoje pieniądze, zarobi na obiekcie, a miastu oraz kibicom pozostawi wydmuszkę – klub z pustą kasą. Nie możemy tego wykluczyć – przedstawiają czarny scenariusz. Po 25 latach ITI odda obiekt miastu. Tylko ile on będzie wówczas wart? Rozwój nowych technologii i upływ czasu spowodują, że stadion Legii będzie się nadawał prawdopodobnie tylko do wyburzenia.
Albo metro, albo stadion Legii
Koszt budowy stadionu początkowo szacowano na 180 mln zł, później mówiono o 250 mln. Ostatecznie Rada Warszawy przyznała na ten cel 365 mln zł. To 5% budżetu miasta. Na liście wydatków samorządowych są inne ważne inwestycje, jak szpital południowy, metro. Czy miasto podoła tym obciążeniom?
Jestem zwolennikiem budowy obiektów sportowych, ale nie za tak gigantyczne pieniądze, za które można wybudować nie tylko stadion Legii, ale kilka dodatkowych. Za prezydentury Lecha Kaczyńskiego była propozycja dofinansowania budowy stadionu, ale współfinansować ją miał też ITI. Jednak przed wyborami parlamentarnymi prezydent Gronkiewicz-Waltz podjęła decyzję o całkowitym sfinansowaniu budowy stadionu Legii z budżetu miejskiego, tj. o wydatkowaniu na ten cel 365 mln zł – mówi „GP” Marek Makuch, przewodniczący Klubu Radnych PiS.
Przy obecnych potrzebach miasta powinniśmy albo wrócić do dawnej koncepcji współfinansowania, albo ITI powinno wybudować go z własnych środków – dodaje Marek Makuch.
Kwoty przeznaczane przez samorządy na budowę czy rozbudowę stadionów piłkarskich w innych polskich miastach (Kraków, Poznań, Wrocław, Gdańsk) są znacznie wyższe, a same stadiony będą miały większą pojemność, co z punktu widzenia konkurencyjności Legii w krajowych rozgrywkach może być długoterminowo niekorzystne – uważa Paweł Kosmala.
Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy w Poznaniu czy Krakowie, aby żądać od tamtejszych klubów, tamtejszych sportowych ikon, kontrybucji finansowej w budowie miejskich stadionów. Takie podejście towarzyszy zresztą samorządowcom większości innych miast europejskich – dodaje.
Czy stać nas na dwa stadiony
Burza wokół finansowania stadionu przez miasto zaczęła się w 2006 r. Obowiązki prezydenta miasta pełnił wtedy Kazimierz Marcinkiewicz. W październiku 2006 r. – niedługo przed wyborami prezydenta Warszawy – Rada Miasta zdecydowała, że miasto sfinansuje budowę stadionu, przeznaczając na to 180 mln zł.
Gdy powstał projekt obiektu, okazało się, że koszty budowy będę o wiele większe. Wtedy prezydent Gronkiewicz-Waltz podjęła decyzję o zwiększeniu kwoty finansowania do 365 mln zł – mówi dyrektor Kopaniak. Projekt kosztował 12 mln zł. Wniósł go do inwestycji ITI.
To zaskakująco wysoki koszt budowy. Korona Kielce wybudowała niedawno stadion na 14,5 tys. widzów za 49,5 mln zł. Dlaczego stadion Legii na 31,8 tys. miejsc na kosztować ponad siedmiokrotnie więcej? – dziwią się kibice.