- Internauci przyzwyczaili się, że w internecie wszystko mają za darmo. Ich sprzeciw nie bierze się wcale z troski o ideę wolności czy strachu przed inwigilacją - przekonuje w rozmowie z Wirtualną Polską Zbigniew Hołdys odnosząc się do protestów, które wybuchły w związku z planem podpisania przez Polskę międzynarodowego porozumienia ws. walki z naruszeniami własności intelektualnej ACTA. Znany muzyk i kompozytor uważa, że musimy się pogodzić z tym, że wraz z postępem cywilizacyjnym będą pojawiały się nowe przestrzenie wolności, ale też nowe regulacje. - Jeżeli chroni się złodziei i atakuje prawo, które ma ich wytropić, to to jest hipokryzja! - nie kryje oburzenia.
Zbigniew Hołdys nie jest zaskoczony protestem internautów przeciwko podpisaniu przez Polskę porozumienia ACTA. – Przyzwyczaili się, że w internecie wszystko mają za darmo. Ich sprzeciw nie bierze się wcale z troski o ideę wolności czy strachu przed inwigilacją. Przecież każdy, kto ma choć odrobinę oleju w głowie, wie, że inwigilację na olbrzymią skalę już się stosuje. Czy ktoś jeszcze wierzy, że jego maile czy SMS-y są bezpieczne, że nikt ich nie czyta? Mamy pełen tracking komórek, kart kredytowych, działań w internecie. Zdjęcia wykonane z satelity są tak dokładne, że można na nich zobaczyć napis na papierosie człowieka idącego ulicą Manhattanu. To wszystko stosuje się w majestacie prawa już dziś. W ten sposób szuka się też terrorystów, gangsterów, pedofilów - i nikt nie protestuje. Więc o czym mówimy? - pyta muzyk.
Hipokryzja
Hołdys zaznacza, że sprawa porozumienia ACTA stała się przedmiotem potężnej awantury, jednak nikomu nie przyszło do głowy zapytać osób i instytucji poszkodowanych, co sądzą na ten temat. - Media jak tsunami równają ten pakt z ziemią. Dziś czytam idiotyczny tekst Jacka Żakowskiego na pierwszej stronie portalu Gazeta.pl. Pisze o piosenkach i książkach - widać, że tego paktu nie czytał. Nie pisze o wietnamskich i pakistańskich podróbkach leków, mieszanych w kadziach do ciasta, całym chińskim i neapolitańskim przemyśle odzieżowym, który jest opisany w książce "Gomorra". O miliardach wykradanych każdego roku przez gangi znacznie większe niż niejedna globalna korporacja. Niech Jacek poda komuś ze swoich bliskich lek wytworzony na wietnamskiej wsi w opakowaniu Pfizera i niech się nie denerwuje, gdy mu ten bliski zacznie schodzić ze świata. Człowiek nie czytał paktu, a windowany jest jako medialna kula wystrzelona w jego stronę - oburza się.
Przypomina jednocześnie, że "Gazeta Wyborcza" jest częścią koncernu Agora, a ten jest w permanentnym sporze ze stowarzyszeniem Stowarzyszenia Autorów ZAIKS, ponieważ musi mu płacić za muzykę, którą emituje w swoich stacjach radiowych. - Wielka akcja ofensywna ze strony internautów i mediów ma wykazać, że pakt
ACTA jest brutalnym aktem prawnym skierowanym przeciwko cywilizacji. Nikt jednak nie zapytał o zdanie twórców, wynalazców, producentów - czyli głównych poszkodowanych. Wiem, że są przygnębieni, że nikt z nimi nie rozmawia na ten temat – podkreśla rozmówca Wirtualnej Polski.
W USA przygotowywane są dwa akty prawne, mające chronić własność intelektualną - SOPA (Stop Online Piracy Act) i PIPA (Protect IP Act). ACTA (Anti-counterfeiting trade agreement), do którego wkrótce przystąpić mają kraje Unii Europejskiej, jest porozumieniem globalnym. – Wszystkie te pakty opierają się na jednej zasadzie i mówią: „stop piractwu i kradzieży”. Jeśli internautom przeszkadza łamanie prawa, to powinni w pierwszej kolejności sami zaapelować do właścicieli portali, na których mają swoje witryny np. Facebooka czy Youtube’a, by ci usunęli stamtąd wszystkich piratów. Jeżeli się chroni złodziei, przez których świat jest rabowany na dziesiątki miliardów dolarów, i atakuje prawo, które ma ich wytropić, to to jest hipokryzja - podkreśla.
Powiedzieli "dosyć"
Rozmówca Wirtualnej Polski zauważa, że Wikipedia, powszechnie uważana za pożyteczną stronę wspierającą zdobywanie wiedzy, nie działa charytatywnie i co roku zbiera od ludzi 20 mln dolarów, szantażując ich zamknięciem witryny. – Właściciele Wikipedii wiedzą, że stworzenie treści kosztuje, ale jednocześnie odmawiają prawa pobierania opłat np. encyklopedii Britannica, z której do Wikipedii jest pobieranych wiele materiałów. Gdy anglojęzyczna Wikipedia w ramach sprzeciwu wobec planowanych przez Kongres antypirackich ustaw na 24 godziny zablokowała dostęp do swojej strony, powinna napisać w komunikacie: „Tak będzie wyglądała nasza strona, jeśli w życie wejdzie ACTA oraz jeśli nie dacie nam 20 mln dolarów rocznie”. Wtedy byłaby to szczera informacja – przekonuje muzyk.
Przypomina też historię portalu Youtube. - Youtube miał swój software i serwery, nie oferował jednak żadnych własnych treści. Te zapewniali internauci. Przede wszystkim udostępniali treści nie swoje – teledyski, fragmenty filmów, meczów, programów tv, czyli materiały, za którymi stały praca i talent innych. W pewnym momencie Youtube, zbudowany na pracy ludzi, którym nie zapłacił ani grosza, zaczął być wart cztery mld dolarów! Gdy wyszło to na jaw, największe wytwórnie m.in. Time Warner , Disney, Universal powiedziały „dosyć” i zapowiedziały, że „czasy, kiedy buduje się wielomiliardową fortunę na kradzieży pracy innych, skończyły się”. Dopiero wtedy portal zaczął podpisywać umowy z twórcami, również z polskim Stowarzyszeniem Autorów ZAiKS.
-
Ludzkość musi się z tym pogodzić, że wraz z postępem cywilizacyjnym będą pojawiały się nowe przestrzenie wolności, ale też nowe prawa, nowe regulacje. Być może wcześniej nie były one potrzebne, ale dziś już tak. Zbigniew Hołdys
Ludzkość musi się z tym pogodzić, że wraz z postępem cywilizacyjnym będą pojawiały się nowe przestrzenie wolności, ale też nowe prawa, nowe regulacje. Być może wcześniej nie były one potrzebne, ale dziś już tak. Jeśli prawo pozwala na przepływ różnego rodzaju treści, musi mieć też swoje ograniczenia. Pakt ACTA nie mówi, żeby inwigilować ludzi niewinnych, ale nakłada na wielkie korporacje, które mają takie możliwości, obowiązek wyłapywania przestępców – mówi muzyk. Dodaje, że oczywiście każde prawo, jeśli znajdzie się w rękach nieodpowiedniej osoby może stać się groźne, można dokonywać nadużyć, ale to nie znaczy, że w związku z tym należy w ogóle z niego zrezygnować.