wp

Korea Płn. kontra Korea Płd. Gigantyczna armia kontra nowoczesność. Jak wyglądałaby wojna?

• Korea Płn. ma czwartą armię świata pod względem liczebności
• Ma około dwa razy więcej żołnierzy i artylerii niż sąsiad z południa
• Mimo tych przewag, Północ prawdopodobnie nie wygrałaby wojny z Południem
• Technologiczna przepaść jest dziś większa niż kiedykolwiek
• Popularność zyskuje pogląd, że Seul pokonałby Pjongjang nawet bez pomocy USA
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Północnokoreańscy wojskowi podczas oglądania defilady wojskowej w Pjongjangu
Północnokoreańscy wojskowi podczas oglądania defilady wojskowej w Pjongjangu (AFP, Fot: ED JONES)

Kolejna wojna na Półwyspie Koreańskim od wielu dekad jest aktualnym tematem i z pewnością nim pozostanie, dopóki ta część świata pozostanie podzielona. W obliczu niedawnej próby nuklearnej Pjongjangu, kwestia potencjalnego konfliktu raz jeszcze wychodzi na pierwszy plan.

Już na wstępie trzeba wyjaśnić, że gdyby wybuchła wojna, formalnie dowództwo nad siłami południowokoreańskimi pełniłby amerykański generał - reguluje to umowa, wiążąca oba kraje. Na Południu stacjonuje także 28,5 tys. żołnierzy z USA, którzy potencjalnie mogliby wesprzeć sojuszników. W pobliżu linii demarkacyjnej stacjonują też amerykańska 210 Brygada Artylerii Polowej i baterie rakietowego systemu M270 MLRS, które stanowią parasol ochronny przed ogniem artyleryjskim z Północy.

wp

Jeśli jednak odłożymy na bok potencjalną pomoc USA (i Chin z drugiej strony), nie jest powiedziane, że Koreańczycy z Południa nie poradziliby sobie samodzielnie ze zmasowanymi siłami Północy. Zresztą umowa o przejęciu dowództwa, choć przedłużona pod koniec 2014 roku, nie będzie obowiązywała wiecznie i być może zostanie zniesiona po 2020 roku. Liberalne kręgi w Seulu od lat naciskają bowiem na coraz większą niezależność od amerykańskich partnerów.

Konfrontacja

Koreańskie siły liczą 630 tys. żołnierzy, uzbrojonych w nowoczesny sprzęt. Po drugiej stronie granicy, Północ ma około dwa razy więcej żołnierzy i około sześciu mln członków organizacji paramilitarnych. Jednak wyposażenie masowej armii pozostawia dużo do życzenia, większość pochodzi jeszcze sprzed 50 i więcej lat, z czasów Związku Radzieckiego.

Za Pjongjangiem przemawiają jednak czyste liczby. Północ ma bowiem nieprzebrane zasoby żołnierzy (około dwa razy więcej niż Południe) i prawie dwa razy więcej dział artyleryjskich. Zdaniem Dave'a Majumdara z magazynu "The National Interest", właśnie ze względu na masowy charakter, w przypadku wojny stolica Korei Południowej bardzo mocno by ucierpiała.

wp

Seul mógłby nawet zostać zdobyty przez komunistów z Północy. Jednak w opinii analityka, w dalszych odsłonach konfliktu Korea Południowa mogłaby samodzielnie i z powodzeniem zatrzymać i odeprzeć natarcie, pod warunkiem braku bezpośredniego zaangażowania Chin i niewykorzystania ładunków atomowych przez Pjongjang.

Po pierwsze artyleria

Choć w oczy rzuca się wspomniana już dysproporcja w liczbie żołnierzy i artylerii, to jednak niektórzy zwracają uwagę na to, że tak naprawdę nie wiadomo, jak długo północnokoreańska artyleria może kontynuować ostrzał. Przy rozważaniu zmasowanego ataku, wiele osób zadaje sobie pytanie nad ilością "paliwa", którym dysponuje Pjongjang. Nie wiadomo czy niewydolna i zamknięta na świat gospodarka jest w stanie zaopatrzyć armię w odpowiednią liczbę pocisków, które byłyby podstawowym orężem w ewentualnej wojnie z Południem.

Artyleria jest zresztą tematem przewodnim wojennego scenariusza na półwyspie. Zwykło się przyjmować, że najbardziej prawdopodobną drogą do rozpoczęcia wojny jest zmasowany ostrzał rakietowy, wymierzony w miasta Południa z naciskiem na Seul. Z pewnością północnokoreańskie systemy są wymierzone w południowokoreańską stolicę od wielu dekad. Do najnowocześniejszych należą170mm haubice KOKSAN i wyrzutnie MRL-240. Szacuje się, że Północ ma w sumie około 700 baterii tego typu.

wp

Eksperci od lat podkreślają, że nawet przy pomocy Stanów Zjednoczonych, początkowy i zmasowany atak artyleryjski, mógłby mocno wstrząsnąć Południem. Z deszczem pocisków nie poradziłby sobie Patriot i inne systemy antybalistyczne, bo Korea Południowa ma po prostu zbyt mało baterii, by parasol nie okazał się dziurawy w niektórych miejscach.

Czołgi

Jeśli raz jeszcze spojrzymy na suche liczby, to Korea Północna znów miażdży Południe, biorąc pod uwagę liczbę czołgów. Jednak jej najlepszy sprzęt to Pokpung-hu, który i tak jest kopią przestarzałych technologii użytych w radzieckim T-62, T-72 oraz maszyn chińskich. Ponadto, szacuje się, że Pjongjang ma do dyspozycji tylko około 500 tych czołgów, a reszta to przestarzałe T-62, a nawet T-55, które były czołówką w swojej klasie, ale w latach 60. ubiegłego wieku.

Jeśli zestawić to z 1600 sztuk czterech nowoczesnych typów czołgów, które samodzielnie produkuje Korea Południowa, widać, że również i na tym polu Seul może wygrać z sąsiadem. A nawet go zdominować, bo o tym, jak ważna jest różnica technologiczna w tego typu broni najlepiej świadczyć mogą bitwy pancerne Operacji Pustynna Burza, gdzie bazując na wsparciu artyleryjskim i powietrznym, nowocześniejsze czołgi amerykańskie bezkarnie eliminowały irackie T-72, pozostając poza ich zasięgiem.

wp
(fot. WP)
Podziel się

Lotnictwo

Siły powietrzne wydają się z pozoru wyrównane, przynajmniej w liczbach. Jednak, jeśli przyjrzymy się hangarom Korei Północnej, na jaw wyjdzie, że najnowocześniejszym sprzętem Pjongjangu jest 35 przestarzałych, radzieckich samolotów MiG-29. Ze sporą dozą prawdopodobieństwa mogłyby one nawet zostać zestrzelone, zanim zdążyłyby dolecieć do granic efektywnego zasięgu rażenia. Dalej jest tylko gorzej - kopie i "składaki" (z radziecko-chińskich części) jeszcze starszych maszyn - MiG-17, MiG-19 i MiG-21.

Po drugiej stronie granicy mamy zmodernizowane myśliwce F-16 C/D, wielozadaniowe F-15, a w dalszej perspektywie F-35. Mamy też lepszych pilotów, którzy wylatują godziny na międzynarodowych ćwiczeniach w kokpitach maszyn, przystających do realiów XXI-wiecznego pola bitwy.

wp

Dominacja południowokoreańskiego lotnictwa wydaje się oczywista, ale czy samoloty mogłyby bezkarnie wyprawiać się poza 38. równoleżnik? Tutaj wiele zależy od faktycznego zaawansowania obrony przeciwlotniczej na Północy. Pjongjang dysponuje niezliczonymi zastępami poradzieckich systemów (S-75, S-125, S-200), które z czasem mogłyby zostać wyeliminowane przez Południe. Nie do końca wiadomo jednak, czy komunistyczny reżim zdołał wyprodukować kopię rosyjskiego S-300, których eliminacja nastręczałaby dużych problemów. Prezentowane w 2013 roku, z okazji 65. rocznicy powstania Korei Północnej, baterie systemu KN-06, prawdopodobnie były atrapami. Nie jest jasne czy Pjongjang nadal opracowuje swoją wariację S-300, czy faktycznie już ją posiada, a jeśli tak, to w jakiej ilości.

Marynarka wojenna

Wprawdzie Korea Północna posiada pokaźną flotę okrętów podwodnych, to jednak kilkadziesiąt z nich to miniaturowe jednostki, które doskonale sprawdzają się w czasie aktów prowokacji, w typie zatopienia niewielkich jednostek patrolowych, ale nie stanowią wielkiej wartości bojowej samej w sobie.

Podwodne flota Południa również nie należy do najpotężniejszych, a okrętów KSS-I i KSS-II nie da się określić mianem dużych jednostek. Warto przy tym jednak zaznaczyć, że obecnie kraj jest w trakcie realizacji długoletniego programu produkcji okrętów podwodnych KSS-III. Mówi się nawet o możliwości wykorzystania napędu nuklearnego, co ma być odpowiedzią na potencjalne zaopatrzenie okrętów Korei Północnej w broń atomową.

Jeśli zaś chodzi o jednostki nawodne, to tutaj dominacja Seulu jest wyraźna. Ważący prawie 19 tys. ton desantowiec (kolejny w drodze), nowoczesne niszczyciele trzech typów, fregaty Incheon, które zadebiutowały zaledwie trzy lata temu, to tylko niektóre przykłady wyższości Seulu nad Pjongjangiem, którego skromna flota jest przestarzała i większości krajów już dawno trafiłaby w całości "na żyletki".

Nuklearny as w rękawie

Korea Północna ma dziś prawdopodobnie około 20 nuklearnych głowic i wciąż usprawnia rakiety krótkiego i średniego zasięgu do ich przenoszenia. Najbardziej zaawansowanym nośnikiem jest rakieta Nodong, o zasięgu 1300 km. Prawdziwym przełomem byłoby opracowanie możliwości odpalania pocisków nuklearnych z pokładów okrętów podwodnych, do czego dąży reżim. Pjongjang teoretycznie uzyskałby w ten sposób możliwość nuklearnego ataku na całym świecie, nie wyłączając Stanów Zjednoczonych. Co więcej, zapewniłby sobie możliwość odwetowego ataku, nawet jeśli w wyniku pierwszego uderzenia zniszczeniu uległyby naziemne instalacje rakietowe.

Kim Dzong Un świadomie pracuje nad usprawnieniem atomowej broni, bo zdaje sobie sprawę z jej potencjału szachowania przeciwników. Korea Południowa nie może się poszczycić arsenałem tego typu, ale warto podkreślić, że znajduje się pod tzw. nuklearnym parasolem ochronnym USA, który mam jej zagwarantować bezpieczeństwo na tym polu.

Więcej asów

Ze stylu dowodzenia oraz rozmieszczenia wojsk wynika, że jeśli miałoby dojść do wojny, to prawie na pewno agresorem byłaby Korea Północna, której szkolenie ma bardziej ofensywny charakter. Potencjalna inwazja na Południe łączyłaby się jednak z niesłychanym wysiłkiem logistycznym, którego mogłaby nie udźwignąć komunistyczna i wyizolowana gospodarka.

Coraz więcej wskazuje też, że Korea Południowa przetrwałaby potencjalny atak i to nawet bez pomocy USA. Z biegiem lat można zauważyć jeden wyraźny trend, który jest obecny także na polu militarnym. Przepaść między obiema Koreami rośnie, bo kraje które startowały z podobnego pułapu (a wręcz Północ miała przewagę), są dziś w zupełnie innych miejscach.

Pjongjang wydaje się to dostrzegać, dlatego inwestuje w broń, która będzie jego "asem w rękawie". Warto przy tym pamiętać, że asów może być więcej niż ten jeden, nuklearny. Tajemnicą poliszynela jest bowiem broń chemiczna, którą od dziesięcioleci produkują kolejne pokolenia reżimu.

Polub WP Wiadomości
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.